• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Kandydat Kosztowniak śpi spokojnie

12 listopada 2010
Rozmowa z Andrzejem Kosztowniakiem, ubiegającym się o reelekcję kandydatem PiS na prezydenta Radomia.

 

Andrzej Kosztowniak  - Panie prezydencie mija kadencja. Na pana plakatach cztery lata temu i obecnie to samo logo PiS. Choć dziś jakby mniejsze. Czyżby po ostatnich wydarzeniach z posłankami: Kluzik-Rostkowską i Jakubiak myślał pan o opuszczeniu partii?
- Nie, nie, to zbyt daleko idące domysły. Cztery lata pozwalałem sobie na niekomentowanie sytuacji wewnątrz partii Prawo i Sprawiedliwość. Nie komentowałem także sytuacji związanych z innymi partiami. Myślę, że dziś potrzebne jest całemu środowisku PiS, nam wszystkim bez wyjątku, pewnego rodzaju uspokojenie i przemyślenie tego, co robimy. Sytuacja jest następująca: będzie próba, jest próba i zresztą to naturalne , bo wpisane w walkę w demokracji pomiędzy partiami - rozbicia konkurencji. Tak dzisiaj to odbieram. Przed wyborami samorządowymi te - być może - gorące głowy powinniśmy nieco ostudzić. Na pewno nie powinniśmy doprowadzać do sytuacji tworzących nowe konflikty. To co się dzieje teraz jest zupełnie niepotrzebne i w dużej mierze wywołane jakimiś czynnikami zewnętrznymi. Problemem PiS jest rzeczywiście to, że pozwala sobie, by ktoś z zewnątrz miał realny wpływ na to co jest w środku partii. Rzeczywistość jest taka, że w każdej rodzinie, ugrupowaniu, czy firmie dyskutuje się przede wszystkim w środku.

- Gdyby zadzwonił do pana poseł Suski lub przewodniczący Jarosław Kaczyński z pomysłem, sugestią zamiany ulicy np. ul. Żeromskiego na Smoleńską, co by pan zrobił?
- To nie byłby dobry pomysł. Smoleńsk jest już upamiętniony, będzie upamiętniany i myślę, że on przede wszystkim powinien być w naszych głowach. To, co się tam stało ma wymiar nie tylko tragedii związanej ze zniszczeniem, rozbiciem, upadkiem tego samolotu, ale tragedii ogólnonarodowej. Tam zginęło wielu wspaniałych ludzi, z bardzo różnych środowisk. To należy podkreślić. Mnie się wydaje, że zmiany dzisiaj, które by miały prowadzić na siłę do upamiętnienia (jest wiele ulic, placów, pomników) byłyby wręcz sztuczne. Zresztą jestem przekonany, że ani premier Kaczyński, ani poseł Suski nie wpadliby na taki pomysł.

- A gdyby podczas ostatniej debaty kandydatów na prezydenta padło z sali pytanie, czy bierze pan silne uspakajające proszki, to co pan by odpowiedział?
- (z uśmiechem) ... Nigdy nie brałem, nie biorę i mam nadzieję, że nie będę musiał brać środków uspakajających. To również pytanie o poziom dyskusji podczas debaty. Wydaje się, że były takie sytuacje, w których powinniśmy część naszych wypowiedzi na pewno stonować, a uspokojenie chyba się należało całej sali, nie tylko kandydatom na prezydenta miasta. Część osób  zachowywała się tak jakby nie chciała słuchać,  co mamy do powiedzenia tylko próbowała wyrazić swoje zdanie, jakieś emocje. To naturalne w każdej większej grupie osób. Tego typu debaty w taki sposób wyglądają.

- Pomalutku wróciliśmy do Radomia. Używając motoryzacyjnego języka - zastanawiam się czy na wstecznym czy na innym biegu? Kandydat PiS na prezydenta Warszawy Czesław Bielecki powiedział, że gdy wygra wybory w stolicy to zatrzyma ponad 300 tysięcy osób, które przyjeżdżają codziennie pracować w Warszawie. Stworzy im takie warunki, by tam płacili podatki, by nie musieli wracać…
- Nie znam całości tej wypowiedzi, trudno mi się do niej odnieść, ale wydaję się, że takie propozycje, byśmy płacili podatki tam gdzie pracujemy są irracjonalne. Warszawa nie może dzisiaj myśleć tylko w kategoriach samej siebie. Jest częścią Polski bardzo istotną, stolicą i ma swoje zadania do spełnienia dla całego państwa. Nie może czerpać tylko z dobrodziejstwa bycia stolicą, ale również powinna sama z siebie coś oddawać. Miejsce pracy, tak, ludzie wybierają, ale pomysł, by tam zostawiali podatki, wydaje mi się zły. Doprowadzilibyśmy do sytuacji, gdzie nie byłoby już dwóch czy trzech prędkości, nawiązując do terminologii motoryzacji. Jedni by jechali na szóstym biegu bardzo szybko, a drudzy na wstecznym. Polska nie jest państwem, które może sobie pozwolić na dalsze rozwarstwienie. Dlatego też krytycznie podchodzę do tego, co się dzieje w łonie największej konkurencji politycznej, czyli w Platformie Obywatelskiej. W żaden sposób nie potrafię się zgodzić z tezami, które zostały postawione w dokumencie programowym PO: „Polska 2030”. Tam minister Boni opisuje Polskę jako państwo rozwijające się na bazie czterech, pięciu miast. One mają być lokomotywami rozwoju, a Radom i podobne miasta są nazywane „obszarami problemowymi”. Polska to nie Ameryka Łacińska, inaczej jesteśmy zorganizowani. Nie godzę się na to, nie tylko jako człowiek z PiS, ale przede wszystkim dlatego, że jestem radomianinem. Jestem prezydentem tego miasta, czuję się gospodarzem, nie politykiem więc jasno mówię: taka wizja mi nie odpowiada. Gdybym miał rywalizować na wizję z kolegami w PiS-ie również bym to robił.

- Ale to ludzie wybierają gdzie chcą pracować, płacić podatki. I gdzie chcą mieszkać.

- Oczywiście... Dzisiaj zapisy ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych czy prawnych określają w sposób bardzo jasny: płacimy podatki tam, gdzie zamieszkujemy. Uważam, że ta zasada powinna pozostać.

- Zatem wjeżdżamy do  Radomia na dobre... Jak by pan zareagował, gdyby pana sąsiad pozamykał na kłódki kuchnię w pana domu? Takie kłódki wisiały przez kilka dni po imprezie, na którą pana urzędnicy dali zezwolenie. Wisiały akurat na jednej trzeciej działki należącej do Radomskiego Automobilklubu. Ja to jest: pozwolenie na odbycie zlotu samochodów wydaliście na weekend. Tymczasem kłódki z „drzwi do kuchni” zdjęto dopiero po kilku dniach. Gdzie by pan szukał sprawiedliwości i jak pan myśli, jaki byłby wyrok?
- Tu nie ma jasnej odpowiedzi co do „sąsiada kuchni”. Pytanie jest w moim przekonaniu nie najlepiej postawione, bo ta „kuchnia” jest dzisiaj tak naprawdę wspólna. Nie ma dzisiaj jasnego rozgraniczenia własności tego obiektu.– tutaj jest nieco złożona sytuacja. Obiekt znajduje się zarówno na działce miejskiej, jak częściowo Automobilklubu.

- I kłódki wisiały właśnie na tej działce Automobilklubu.

- Mamy dziś „wspólną kuchnię”. Co do tego mamy świadomość i najbliższe dni czy tygodnie doprowadzą do sytuacji, gdzie jasno określimy zasady współpracy w tej właśnie wspólnej „kuchni”. Ona przecież daje mnóstwo dobrego. Pamiętajmy, że to nie jest dziś sytuacja jednego zdarzenia, które wydaje mi się, że powstało w dużej mierze poprzez pewnego rodzaju niedomówienie, a umiejętnej współpracy przez wiele lat. Automobilklub to też pewna wartość w Radomiu. O tym  trzeba pamiętać. Ma wyremontowany tor, a także bardzo ambitne plany, co do których jestem przekonany, że są do zrealizowania w ciągu najbliższych czterech lat. Rozbudujemy „kuchnię” a tak naprawdę „wspólne mieszkanie”...

- Konkretnie, jak chcecie rozbudować?
- Poprzez rozbudowę samego toru. Został przyjęty miejscowy plan zagospodarowania. Istnieje możliwość wywłaszczenia nieruchomości obok Automobilklubu, po to żeby rozbudować tor o kolejne 400 metrów. Chcemy mieć obiekt z homologacją FIA, to co jest moim celem i pana prezesa AR. Cel ten jest naprawdę w naszym zasięgu. Karting jest widowiskowy  i dochodowy. Patrzę na „wspólną kuchnię” w dwóch aspektach. Jako miłośnik motoryzacji - i tego nigdy nie kryłem, bo naprawdę kocham motoryzację wszelkiego rodzaju. Patrzę na to również w kategoriach czysto biznesowych i promocyjnych. Są tu duże pokłady do zarabiania pieniędzy przez Automobilklub i całe miasto. I to jest moim celem.

- No to trzeba się spieszyć, ponieważ jest firma, która chce pod miastem wybudować swój tor. Mają pozwolenie i pieniądze. Również starają się, by na ich obiekcie można było się ścigać.
- Nie żyjemy w próżni. Prywatnym inwestorom życzę jak najlepiej. Z tego co wiem, ten prywatny tor ma przede wszystkim służyć doskonaleniu nauki jazdy i kształcenia kierowców ciężarówek, autobusów. Ja bym się bardzo cieszył gdyby i taki obiekt powstał. Pokażemy, że Radom motoryzacją stoi. Życzę sobie konkurencji, bo ona wymusza to, by pracować lepiej i - daj Bóg - żeby jeden tor AR został rozbudowany. W Radomiu możemy sobie pozwolić na takie deklaracje, bo jest wielu sprzymierzeńców tego projektu. Z drugiej strony jak najlepiej życzę prywatnemu przedsiębiorcy pochodzącemu z Radomia i tu płacącemu  podatki. Konkludując, radomianie się bogacą i tworzą sobie znakomitą bazę do pracy.

-  Już pierwszy pana budżet pokazał, że ostro weźmie się pan za drogi w mieście. Mnie to akurat cieszyło, radna Morgan przyrównała pana do inżyniera Karwowskiego. Tylko kto jest Maliniakiem? Bo przez te lata nie potrafiłem wytłumaczyć znajomym, kierowcom z jakiego objazdu skorzystać, by nie stać w korku. A unijne pieniądze warto i trzeba wykorzystać. Tylko czy jedzie się lepiej, szybciej, sprawniej? Moim zdaniem nie.
- Pani radna rzeczywiście takiego porównania użyła, w taki sposób się wyraziła. Ja zaraz potem skonkludowałem „ani ja czterdziestolatek, ani ja inżynier”. Nie ma tutaj specjalnie dobrego porównania. A już zupełnie poważnie: jednoznacznie trzeba korzystać z pieniędzy europejskich. Czy remontować to, co się fizycznie rozpadło? Tak. Bo na przykład 1905 Roku technologicznie de facto się rozpadła na naszych oczach. Po kolejnym roku użytkowania najzwyczajniej w świecie by się zapadła. Czy możemy sobie pozwolić, żeby taka ulica nie była wyremontowana, żeby wypadła z naszego obiegu komunikacyjnego? Nie da się tego ominąć. Te ulice zostały stworzone kilkadziesiąt lat temu i przychodzi moment, że coś fizycznie się rozpada i trzeba to od nowa zrobić. Budowaliśmy  ulicę w starych śladach, ale budowaliśmy całkowicie od nowa. Wcześniej mieliśmy do czynienia w dużej mierze z nałożeniem wierzchniej warstwy.  Tak, teraz  mamy zupełnie inną filozofię. Na tej ulicy na nowe materiały zostało wymienione 70, 80 centymetrów ziemi, kruszywa i podbudowy. Tak na dobrą sprawę my nie wyremontowaliśmy tej ulicy, my zdemontowaliśmy starą i zbudowaliśmy nową. Dziś mamy ciekawą sytuację, w której chcemy nadrobić zaległości, które powstały przez 30, 40 lat. Strasznie szybko chcemy to odrobić. Czy nam się udaje? Po trosze tak. Pewnie nie we wszystkich obszarach, ale nie da się wyremontować drogi z soboty na niedzielę. Żartujemy sobie z wiceprezydentem Marszałkiewiczem, żeby w piątek wieczorem wyjść, a w sobotę obudzić się w innej rzeczywistości. Tej lepszej, gdzie jedziemy po lepszych, równych drogach. Niestety to musi zostać tylko w sferze marzeń albo snów.

- A marzenie o wiadukcie w ulicy Młodzianowskiej nad torami? Czy nie warto było zacząć właśnie od tej budowy, a dopiero później brać się za 1905 Roku?
- Tak, ale pamiętajmy, że korzystamy z różnego rodzaju programów. Jeśli chcemy dofinansowania to musimy wpisać się w określone ramy. Tu, konkretnie mogliśmy się wpisać w przebudowę 1905 Roku, Mariackiej, Młodzianowskiej. Łatwo rzucać pewne hasła. Mnie się też zawsze wydawało, że najłatwiej wskazać miejsce i powiedzieć „zróbmy tu”. Jeśli mamy możliwość skorzystania z pieniędzy europejskich, rządowych to się okazuje, że bardzo często podejmujemy takie decyzje, że z tego korzystamy, bo za rok czy dwa lata nie będzie takiej szansy. To jest wypadkowa choćby szerszego spektrum finansowania poszczególnych inwestycji. Gdybyśmy robili to tylko za własne pieniądze, to pełna zgoda, tak można by było postąpić. Pieniądze zewnętrze są obarczone pewnymi zasadami. Można by też polemizować, czy najpierw wybudować wiadukt, a nie móc przejechać ulicą, która się fizycznie rozpadła.

- Wyremontowaliście ponad 80 kilometrów ulic. Ale w liście do radomian napisał pan, że 333!

- Dokładnie 86 (uśmiech) – to jest przedmiot, który jest obiektem żartów, pomyłki...Ona powstała bardzo komicznie. Jena osoba zapomniała o przecinku i dlatego powstało te 333 kilometry. To się nie stało - broń Boże - ze złej woli. Mamy ok. 350 km dróg w ogóle w Radomiu. Te 33,3 km były jedną ze składowych 86 kilometrów. Przepraszam gorąco, przeprosiłem też na stronie internetowej i w mediach. Tylko ten się nie  myli, kto nie pracuje.
 
 - Ale z roku na rok samochodów przybywa. Czy nie warto wybudować centrum monitoringu, kontroli ruchu w mieście? Takie centra działają w Europie.
- To się robi zawsze na podstawie analizy ruchu. Takie analizy są prowadzone. Nie wszystkie sygnalizacje świetlne w Radomiu mają ten sam czas, powiedzmy reakcji. Zielone światło na jednym skrzyżowaniu świeci przez kilka na innym kilkanaście sekund. Po to, by udrożnić ruch jak się tylko da. Prawda jest też taka, że w przebudowie mamy wiele ciągów komunikacyjnych i sytuacja, w której dziś funkcjonujemy, jest pewnego rodzaju sytuacją nienormalną. Zamknięcie jednej ulicy powoduje zachwianie całego systemu. Niedoskonałość tego systemu jest dziś podwójnie czy potrójnie widoczna. Czym innym jest ilość samochodów w mieście. Mamy ich tak wiele. Wychodzi na to, że nie tylko ja je kocham...

- ... ponad 90 tys. aut jest zarejestrowanych. Niełatwo określić ilu kierowców jedzie w nich do Warszawy za pracą a ile z obrzeży przybywa do centrum. A co się dzieje na ulicach widzimy...
- Oczywiście, widzimy, ale też pamiętajmy o tym, że miasto położyło bardzo duży nacisk na budowę komunikacji miejskiej. Mamy najnowsze autobusy. Samochód nie jest jedynym środkiem lokomocji. Niestety, to jest rzecz, która nie udała nam się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Liczba osób korzystających z komunikacji miejskiej systematycznie rośnie. Niestety nie rośnie tak, jakbym sobie tego życzył. Musimy prowadzić akcję edukacyjną i musimy wrócić, czy nam się to podoba czy nie, do systemu, jaki obowiązywał w latach 70. i początku 80. Musimy więcej korzystać z autobusów, rowerów, motocykli i skuterów. To jest naturalne w dużych ośrodkach miejskich wszędzie na świecie. Cywilizacja powoduje też pewne koszty. Nigdy nie osiągniemy sytuacji, gdy będziemy swobodnie przejeżdżać po Radomiu z prędkością 50, 60 km na godzinę i będzie naturalny luz. To jest czas przeszły. Nigdy nie wróci, chyba, że zlikwidujemy samochody, w co ja osobiście nie wierzę. Choć pojawia się pytanie, jak będą wyglądać auta za kilkadziesiąt lat, jakie będzie ich źródło zasilania, czy drogie, czy bardzo tanie i dostępne niczym teraz telefon komórkowy? Trudno powiedzieć.

- I to ludzie wybierają z której komórki skorzystać i czy skorzystać z auta czy autobusu.

- Dokładnie, ale gdy dostrzeżemy tańszy przejazd komunikacją... my musimy to pokazać radomianom. Musimy to zrozumieć. Znam rodziny, gdzie rodzice jadą jednym samochodem, a dorosłe dzieci kolejnym do pracy. Musimy zmienić te nawyki w systemie komunikacji. Europa zachodnia i silne państwa przedstawiły alternatywę: komunikacja miejska, rowery, skutery, motocykle.

- Tajwan, Chiny. Pan był na Tajwanie, ceni pan sobie kontakty nawiązane w tej części świata. Po tym co stało się w Łodzi w biurze PiS posłanka Marzena Wróbel mówiła o zaostrzeniu nadzoru nad tym co dzieje się w sieci. Czy to przypadkiem nie „chiński kierunek”
- Negatywnie można się zawsze wypowiadać, jeśli jest ku temu powód. Ale krzywdzące jest, bez względu kto to mówi, jeżeli nie ma do tego podstaw. To jest pytanie, dokąd my zmierzamy w sensie wypowiedzi? Często te same osoby, które nie mają śmiałości powiedzenia komuś w twarz co myślą, potrafią siąść anonimowo przed komputerem i napisać różnego rodzaju rzeczy. Bycie niezidentyfikowanym ośmiela. To jest zła praktyka. Tak jak dzisiejsze formy komunikacji powodują mnóstwo dobrych rzeczy, tak jest i druga, zła strona tego medalu. Nie odnoszę się do konkretnej grupy ludzi, mówię ogólnie. Jeśli ktoś jest niesprawiedliwy, czy kłamie, powinien być ganiony za swoją postawę.

- Czyli bardzo dobrze robi radny Krzysztof Gajewski szukając i próbując ustalić osobę negatywnie wypowiadającą się o nim na forach?
- Tak. Jeżeli uważa, że ma rację, jeżeli ma przeświadczenie, że ktoś narusza prawo, dobry obyczaj, to tak. Jak najbardziej.

- Proszę wytłumaczyć radomianom jaki jest ich interes w tym, że chce pan tworzyć własny, „miejski” urząd pracy skoro jego utrzymanie będzie ich kosztowało ok. 6 mln zł., a dziś na powiatowy pośredniak wydaje pan z budżetu 4,5 mln zł?
- Tego nie można rozpatrywać w kategoriach interesu. Każde dziecko powinno mieć świadomość także tego, że jeżeli siedzimy we wspólnej piaskownicy i ktoś wyrzuca nas i nasze zabawki z tej piaskownicy to świadczy o tym, że sobie nie życzy wspólnej zabawy. I tak to zostało dziś postawione przez starostę radomskiego. To on wypowiedział umowę i jemu trzeba zadać to pytanie. Dlaczego starosta podpisując umowę, umawiając się na coś, wypowiada tę umowę? On łamie zasadę, którą sam wyznaczył. W żaden sposób ja się nie poczuwam do jakiejkolwiek winy. Odbieram to w kategoriach wyrządzenia raczej krzywdy mnie. Działanie starostwa było niefrasobliwe i zupełnie niepotrzebne. Jako miasto nie możemy sobie pozwolić na to, żeby raz na pół roku, czy na kwartał, ktoś próbował zmieniać zasady.

- Przegrał pan proces w trybie wyborczym z Mariuszem Foglem o zadłużenia Radomia. Czy wszyscy, którzy podają jego wysokość się mylą? Czy finanse miasta nie są naprawdę zagrożone? Śpi pan spokojnie?
- Tak, śpię spokojnie. Komentując wyrok współczuje osobie, która nie widzi różnicy między 1500 zł a 4 tysiącami zł. To cały komentarz z mojej strony. Jeśli chodzi o zadłużenie, to powiem bardzo jasno. W tej kadencji samorząd miasta pożyczył 260 mln zł. W tej samej kadencji pozyskaliśmy 450 mln zł. Tym samym jesteśmy 190 mln zł na plus. Mówienie o zadłużeniu Radomia albo przedstawienie jednego z elementów całego procesu jest moim zdaniem niestosowne i nieuczciwe. Używając argumentacji opozycji mógłbym powiedzieć, że my nie zadłużyliśmy miasta w żaden sposób, tylko my pozyskaliśmy 450 mln zł. To by było tak samo uprawnione jak przedstawianie przez opozycję tylko zadłużenia. Zdecydowanie lepiej czuje się człowiek, który ma pieniądze. Tylko stosując taką logikę niczego byśmy w mieście nie zrobili. Rzeczywiście moglibyśmy utrzymać poziom inwestycji nakreślony w poprzedniej kadencji na poziomie 60 mln zł. rocznie. Tylko zapytajmy, czy radomianie tego oczekują? Ja cztery lata temu zaproponowałem zupełnie inne rozwiązanie. W tej kampanii wyborczej proponuję dokładnie to samo, co cztery lata temu. Po prostu rozwój tego miasta w oparciu o pieniądze zewnętrzne. To, że pan musi pożyczyć te pieniądze na jakiś czas, po to żeby pozyskać pieniądze, to już nie jest sytuacja zależna od prezydenta Kosztowniaka, Rady Miejskiej tylko stworzony pewien mechanizm pozyskiwania pieniędzy w Polsce. Większość nie pamięta, że przebudowywaliśmy dwa, trzy lata temu ulice w Rynku. My dopiero teraz dostajemy pieniądze na te inwestycje.

- To jaki budżet będzie miało miasto w przyszłym roku i kiedy wreszcie go poznamy?

- W terminie przewidzianym w prawie. I to nieprawda, że będziemy mogli angażować na inwestycje po 250 mln zł. rocznie Taki słyszałem zarzut od opozycji. Ktoś, kto myśli takimi kategoriami albo nie potrafi liczyć, albo myśli bardzo nieracjonalnie. Pamiętajmy, że my będziemy mogli większe pieniądze angażować wtedy, kiedy te pieniądze, które dziś zaangażowaliśmy będą do nas spływać w większej ilości. Uważam, że w 2011 roku budżet, który ja zaproponuję będzie oscylował wokół 110 mln zł. po stronie inwestycyjnej. To i tak dwa razy więcej niż proponował mój poprzednik. Dwa razy więcej! Ale nikt nie może oczekiwać w Radomiu co roku budżetu 250-milionowego w obecnej sytuacji finansowej miasta. Bo to by świadczyło o tym, że nie potrafię liczyć. A opozycja z jednej strony oczekuje budżetów inwestycyjnych na poziomie 250 mln zł. i chce żeby się nie zadłużać, żeby nie pożyczać tych pieniędzy. To jest nieracjonalne, niemożliwe, powiedziałbym nawet mocniej... No, ale powinienem się ugryźć w język.

 - Co się panu nie udało w tej kadencji? Zdecydowanie lotnisko.
- Jest kilka bardzo ważnych projektów dla Radomia, które zależą i od prezydenta miasta, ale i od innych. Rzeczywiście, nie udało się otworzyć lotniska, ale udało się coś, co się nie udawało w samorządzie radomskim od 20 lat. Udało się w końcu pozyskać ziemię. W 2007 roku podpisywałem umowę operacyjną. Wtedy słyszałem zapewnienie dwóch ministrów, że grunty zostaną przekazane w ciągu sześciu miesięcy. Tak mówili: minister infrastruktury i minister obrony narodowej. Zmiana układu parlamentarnego i późniejsze zmiany  w prawie spowodowały wydłużenie całego procesu do trzech lat. To nie jest wina miasta, ale tu, w tej konkretnej sytuacji, czuję niedosyt. Najtrudniej jest odpowiadać za procesy, w których pracujemy wspólnie. Sprawę lotniska będziemy musieli prowadzić w kolejnych latach.

- No właśnie, sprawa relacji między panem – sejmikiem, wojewodą – miastem. Dlaczego tak często słyszymy „to oni są winni”. I to z każdej ze stron. Na marginesie, ci „oni” mają bardzo podobne plakaty wyborcze, gdybym państwa nie znał to bym pomyślał, że tworzycie POPiS.

- Szkoda, że go nie ma. Ja go proponowałem cztery lata temu. I tutaj, jeśli pan pyta o powiedzmy moje porażki, to zaliczam do nich fakt, że moja oferta polityczna nie została przyjęta przez Platformę. Czy to wynikało z mojego nieumiejętnego postępowania, czy z zamknięcia się samej PO na współpracę? Trudno powiedzieć. Ja tego żałuję, że takiego układu w Radomiu nie ma, bo Radom mógłby rzeczywiście nie zajmować się wzajemnym rozliczaniem. I to co pan mówi: z jednej strony niby podobni, niby mówią tym samym głosem, a nie potrafią się dogadać. Tak, to jest słabość i to jest przegrana zarówno jednych, jak i drugich.

- Po czterech latach żona nie mówi panu: Andrzeju, może daj sobie spokój, bądź częściej w domu?
- (z uśmiechem) Żona mi zawsze mówi, że powinienem być częściej w domu i z dziećmi. Moja żona też bardzo dobrze rozumie co ja chcę, co chciałem robić. Zna mnie od siódmego roku życia. Razem wyrastaliśmy, i kształtowaliśmy się jako ludzie. Wychowywaliśmy się razem i żona ma świadomość tego, że  to co robię, jest potrzebne do życia, a w niektórych sytuacjach powiedziałbym wręcz niezbędne. Dlatego też ona to szanuje, pewnie dlatego też jest moją żoną, bo potrafi uszanować moje decyzje. Nieraz kosztem jej osoby.

Rozmawiał: Bartek Olszewski

Czytaj też rozmowę z Mariuszem Foglem , kandydatem na prezydenta stowarzyszenia Radomianie Razem.

Kto zostanie prezydentem Radomia? Weź udział w naszej Sondzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *