Dylematy rodziców sześciolatków: do zerówki czy pierwszej klasy?
- Rok temu byłam przekonana, że Julka jako dziecko urodzone w
2006 roku, pójdzie do szkoły w wieku sześciu lat. Tak zresztą, jak
wszyscy jej rówieśnicy. Ale teraz to mamy z mężem w głowach mętlik! -
przyznaje mama dziewczynki. Tym bardziej, że dziecko jest listopadowe, a
więc - być może - chodziłoby do jednej klasy z siedmiolatkami,
właściwie starszymi od niego nawet o prawie dwa lata. - Skłaniałam się
mimo wszystko, że do pierwszej klasy, bo Julka jest zdolna, zna
wszystkie litery, próbuje czytać, liczyć. Ale też jest bardzo ambitna i
jak coś jej perfekcyjnie nie wychodzi bardzo się denerwuje. Podobnie
może być w szkole, gdy nie będzie w stanie dogonić siedmiolatków -
uważa pani Agata. Tym bardziej, jak podkreśla, że nie ma gwarancji, czy w
szkole, do której dziewczynka pójdzie, będą osobne klasy dla sześcio- i
siedmiolatków.
Zabierać dzieciństwo?
- Tego my też teraz nie wiemy. Wprawdzie do końca kwietnia musimy
przygotować dla wydziału edukacji dane, a więc także to ile będzie
sześcio- i siedmiolatków i oddziałów, ale rodzice podejmują decyzje
nawet w sierpniu - mówi mówi dyrektorka PSP nr 23 w Radomiu Izabela
Leśniewska. Zgadza się, że rodzice mają ogromny kłopot, nie wiedzą co
robić. - Są pełni obaw, boją się, że posyłając sześciolatka do szkoły
zabierają swoim pociechom dzieciństwo. Mają z tego tytułu wręcz wyrzuty
sumienia - dodaje dyr. Leśniewska.
Argument o "zabieraniu dzieciństwa" jest najczęściej powtarzanym podczas
licznych dyskusji w gronie młodych mam. - Dlatego chyba większość chce
jednak posłać dzieci ponownie do zerówki - zaznacza pani Agata.
Dyr. Leśniewska nie widzi większego problemu: tworzyć klasy oddzielne
dla sześcio- i siedmiolatków, czy nie. - Ja nie jestem za
kategoryzowaniem. Program jest ten sam dla sześciolatków czy też dzieci
starszych np. o rok. Wchodząc do takiej klasy nie odróżnimy wieku dzieci
a nie raz jest tak, że pięciolatek jest bardziej sprawny od swojego
kolegi starszego o rok. Wszystko zależy od wyczucia i kompetencji
nauczycieli, którzy moim zdaniem są doskonale przygotowani do edukacji
małych dzieci – zaznacza dyrektorka PSP nr 23.
Niech przyjdą na "dzień otwarty"
- Wolą zostawić w zerówce - mówi o swoich doświadczeniach w kontaktach z
rodzicami sześciolatków dyrektor "trzynastki' Tadeusz Ozimek.
Podkreśla, że jeśli dziecko chodzi do zerówki szkolnej, nauczycielom
łatwiej ocenić jego przygotowania do obowiązków "prawdziwego" ucznia. -
Ale rozmawiamy ze wszystkimi, próbujemy rozwiewać wątpliwości.
Wysłaliśmy zawiadomienia do wszystkich 195 rodzin w naszym rejonie,
mających dzieci w tym wieku. Organizujemy dla nich dzień otwarty, będzie
można porozmawiać m.in.z psychologiem, pedagogiem - wyjaśnia dyr.
Ozimek.
Podobnie jest w szkole nr 23 na Glinicach. - Organizujemy zebrania z
rodzicami, na których tłumaczymy specyfikę pracy z dziećmi. Rozmawiamy
także z każdym z osobna. To bardzo ważna, ale jednak indywidualna
decyzja zależąca od wielu sfer: emocjonalnej, społecznej, rozwoju
dziecka. Tak ważną decyzję muszą podejmować w spokoju – zaznacza Izabela
Leśniewska.
Powinni pomóc ją podjąć właśnie specjaliści. - Byłam z córeczką na
testach w poradni psychologicznej. Wprawdzie dowiedziałam się kilku
ważnych rzeczy, które zmieniły moje dotychczasowe zapatrywanie na
problem, ale jednocześnie dowiedziałam się, że... poradnia nie wydaje
żadnej decyzji. Trzeba ją podjąć samemu.
W Radomiu dylemat mają rodzice 2 tys. 99 sześciolatków. Siedmiolatków pójdzie do szkoły w tym roku 2 tys. 32.
Bożena Dobrzyńska, Bartek Olszewski
A Wy też macie podobny problem? Prosimy o komentarze i listy na adres redakcja@mojradopm.pl




