Wyrok w sprawie Maćka. O jeden cios… (aktualizacja)
- Nie ma żadnych wątpliwości, że sprawcy chcieli pobić Maćka, szukali odwetu. Agresja, którą wywołał Maciej, a potem oskarżeni nie powinna mieć miejsca - mówiła sędzia. Dwaj sprawcy śmiertelnego pobicia Maćka Mieśnika skazani na trzy i pół roku więzienia, kolejny - na dwa lata. Wyrok jest nieprawomocny.
Sąd Okręgowy skazał dziś na karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności Tomasza K. i Wojciecha S, na dwa lata - Piotra R. Zdaniem sądu, młodzi sportowcy działając wspólnie i w porozumieniu brali udział w pobiciu Macieja Mieśnika. Chłopak miał urazy czaszkowo mózgowe, krwiak, obrzęki, wstrząśnienie mózgu, stłuczenia klatki piersiowej. Z ustaleń wynika, iż Piotr R. kilka razy kopnął Macieja w tułów. Wojciech S. szarpał, popychał, kilkakrotnie uderzył w twarz a jeden, ostatni cios, wymierzył Tomasz K.
Jak to było…
Święta, zabawa, młodzi ludzie idą do klubów. Tak też było w tym przypadku. Sąd ustalił, że oskarżeni oraz pokrzywdzony nigdy się nie poznali. 24 kwietnia 2011 roku bawili się w gronie swoich znajomych w Auli. Pili alkohol. – Były to dwie różne grupy. Po dwóch godzinach, w trakcie zabawy, w stanie znacznej nietrzeźwości Maciej Mieśnik przechodzi obok Piotra R. Uderza szklanką piwa w twarz oskarżonego. Piotr R. jest zaskoczony, wcześniej nie doszło do żadnego incydentu, który by tłumaczył zachowanie Macieja Mieśnika – relacjonowała zdarzenie sędzia Grażyna Jakubowska. – Być może zajście miało związek z wcześniejszymi wydarzeniami. Z zeznań świadków wynika, że Maciejowi Mieśnikowi ktoś wypił piwo. To spowodowało dalszy ciąg wydarzeń.
Zakrwawiony Piotr R. idzie do łazienki. Mieśnik popycha i szturcha barmanów, ochrona wyprowadza Maćka z sali. Za nim idą oskarżeni a także koledzy i koleżanki, z którymi się bawili. Kolega Macieja w tym czasie dzwoni po brata Mieśnika Tomasza. Przed Aulą Wojciech S. uderza w twarz Macieja Mieśnika, ten się przewraca. Do leżącego dobiega Piotr R. – Na monitoringu widać wyciągniętą nogę w kierunku Macieja, ale ze zdjęć nie wynika czy było to kopnięcie. Pracownicy ochrony klubu zeznali, że odciągnęli Piotra R. nie dopuszczając do eskalacji agresywnych zachowań. Niewykluczone, że Maciej Mieśnik tuż przed upadkiem uderzył Wojciecha S., o czym świadczą ślady na jego dłoniach – mówiła sędzia.
Pracownicy ochrony widząc krwawiącego Piotra R. pytają go czy zamierza sprawę zgłosić na policję. Ten rezygnuje. – Mówił to w sposób zdecydowany - zaznacza przewodniczaca składu sędziowskiego. Maciek wstaje i zaczyna biec w kierunku osiedla mijając ul. Chrobrego. Za nim ruszają Piotra R. i Wojciech S. Widzi to kolega Macieja, który również podąża za nimi, lecz zbliża się z innego kierunku. - Nie zauważa momentu upadku, ale widzi, że Maciek leży przed delikatesami a Wojciech S. pochylony nad nim zadaje mu uderzenia pięściami obu rąk w głowę. Ciosów miało być około sześciu. Dostrzega, że Piotr R. kopie leżącego w okolicę tułowia. Świadek podbiega i odpycha Wojciecha S. oraz oddala się w kierunku komendy. Za nim przez jakiś czas biegnie Wojciech S. – przypomina sędzia. W tym momencie Piotr R. wraca do Auli. Maciej Mieśnik wstaje, ale dobiega do niego Tomasz K. i uderza prawdopodobnie pięścią w twarz. – To jest ten najbardziej tragiczny moment. Chłopak upada i tyłem głowy uderza o twarde podłoże wskutek czego dostaje wstrząśnienia mózgu, krwiak - ten szybko narasta. To była przyczyna śmierci Macieja Mieśnika – mówiła sędzia.
Po tym incydencie Wojciech S. i Tomasz K. wracają pod Aulę, gdzie koleżanki opatrują Piotra R. – Tam spotykają brata Macieja Mieśnika i jego kolegę. Tomasz Mieśnik posiada przy sobie imitację broni. Uderza nią Tomasza K. i Wojciecha S. Przyjeżdża karetka – opowiadała sędzia. Maciek przechodzi operację, niestety, umiera nie odzyskując przytomności po kilku dniach w szpitalu.
Sąd ustalił przebieg wydarzeń w oparciu o zeznania światków, zapisy monitoringu, opinie biegłych. – Cała sytuacja trwała nie dłużej jak 30 do 40 sekund. W tym czasie nie mogło dojść do więcej niż sześciu uderzeń w głowę oraz kilku kopnięć w tułów, co stwierdził biegły z zakresu medycyny sądowej. Ale główną przyczyną zgonu Macieja był upadek i obrażenia po uderzeniu Tomasza K.
To nie zabójstwo
Sąd podkreślał, że oskarżeni nie stanęli pod zarzutem zabójstwa. Zostali oskarżeni o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Sąd przyjął, że Wojciech S. i Tomasz K. dopuścili się takiego przestępstwa. Piotr R. dopuścił się przestępstwa udziału w pobiciu. - Sąd nie ma żadnych dowodów, by zmieniać kwalifikację czynu. Sprawcy nie chcieli śmierci Macieja. Nie ma żadnych wątpliwości, że sprawcy chcieli pobić Maćka, szukali odwetu, ale mieli czas i sposobność, by wezwać policję. Agresja, którą wywołał Maciej a potem sprawcy, nie powinna mieć racji bytu. Nie powinna się zdarzyć. Oskarżeni nigdy nie mieli problemów z wymiarem sprawiedliwości. To ludzie młodzi, pochodzą z dobrych domów, posiadają bardzo dobrą opinię. Kara zdaniem sądu jest adekwatna. Maciej Mieśnik poniósł najtragiczniejszą cenę - nie żyje. To jest tragedia dla rodzin, dla oskarżonych niezależnie od wyroku – mówiła uzasadniając werdykt sędzia Grażyna Jakubowska.
Oprawcy Macka mają wpłacić na rzecz rodziny chłopaka po 5 tys. zł. Ponadto na rzecz każdego z członków pokrzywdzonej rodziny Wojciech S. i Tomasz K. kolejne kwoty po 15 tys zł, na rzecz oskarżyciela posiłkowego Jerzego Mieśnika po 5 tys. zł oraz oskarżyciela posiłkowego Piotra Mieśnika 2,9 tys zł. Sąd zasądził ponadto na rzecz skarbu państwa po 5,8 tys zł.
Wyrok jest nieprawomocny. Zarówno obrońcy jak i prokuratura zapowiedziała apelację. – Najważniejsze jest to, że sąd uznał winę wszystkich oskarżonych. Natomiast kary są według mnie zbyt łagodne. Nie zgadzam się ze zmianą kwalifikacji wobec jednego oskarżonego – skomentował prokurator Maciej Pękalski.
Rodzina chce nowych biegłych
Rodziny Maćka nie było w sądzie podczas ogłaszania wyroku. Od Piotra Mieśnika, brata Maćka, otrzymaliśmy drogą mailową stanowisko. "Skazanie trzech bandziorów na bardzo niskie kary więzienia (...) za zatłuczenie na śmierć mojego Brata traktuję jako kpinę ze sprawiedliwości, z tragedii, która się wydarzyła i rodziny Ofiary. Jestem ciekaw czy sędzia Grażyna Jakubowska, która wydała ten skandalicznie niski wyrok - będzie mogła żyć po nim w zgodzie ze swoim sumieniem? Jednocześnie deklaruję, że będziemy odwoływać się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, wnosząc m.in. o powołanie nowych, niezależnych biegłych spoza Radomia. Dysponujemy bowiem ekspertyzą wybitnego specjalisty z zakresu medycyny sądowej, która stwierdza, że Maćkowi zadano więcej ciosów niż wykazało śledztwo, przy czym każdy z nich mógł być ciosem śmiertelnym" - czytamy w liście do redakcji.
Bartek Olszewski




