Mafia w „Kochanowskim”!!!

4 stycznia 2013
Tegoroczni maturzyści otrzymali propozycję nie do odrzucenia: – Macie się fantastycznie bawić na studniówce! – nakazał sam ojciec chrzestny. Sala prawie gotowa, trwają próby, polonez również ma być nietypowy… Mafijny!

 

Mafia planuje... Z sali gimnastycznej VI LO im. Jana Kochanowskiego dobiega  muzyka Nino Roty z niezapomnianej ścieżki dźwiękowej filmu „Ojciec chrzestny”. Scena już prawie gotowa, trwa próba przed jutrzejszą studniówką. - Podkreślam, jako jedyna szkoła podtrzymujemy tradycję i bal organizujemy u siebie. To dla nas bardzo ważne. Tym razem tematem jest "Ojciec chrzestny" i jego wielka rodzina – z powagą w głosie zaznacza Rafał Kramer, którego udało się nam na chwilkę wyrwać ze szponów familii. To on od lat współpracuje z młodzieżą przy organizacji studniówek. Udało się nam też  wydobyć największą tajemnice rodziny! Wiemy - jako jedyni w Radomiu - kto wystąpi w roli ojca chrzestnego! – yyy… - waha się Kramer, ale nie ustępujemy: – Pierwszym chrzestnym będzie pan dyrektor, ale nie chcę zdradzać więcej szczegółów, bowiem może się okazać, że tych ojców będzie trochę więcej – mówi profesor z błyskiem w oku.

 

2W tym roku na studniówce w "Kochanowskim" będzie się bawić 168 maturzystów, razem z gośćmi to ponad 350 osób. To oni, wraz z nauczycielami i rodzicami dbają m.in. o wygląd sali. – Zdążą na pewno.  80 procent już zrobione. Choć oczekiwałem od młodych osób większej aktywności – przyznaje Rafał Kramer. Próbujemy zachować spokój w rodzinie, poruszając temat samych matur. – Tak, prawdopodobnie ten egzamin może ich stresować, dlatego większość ich zadań biorę na siebie. Ale proszę sobie przypomnieć scenę weselną z "Ojca Chrzestnego". Zainscenizujemy ją u nas. Będzie również wielki tort! – zdradza członek rodziny Corleone. Interesuje nas jeszcze polonez. –Ależ oczywiście, będzie! I będzie zaczynał się nietypowo, nieschematycznie. Jak najbardziej nawiąże do mafijnej rodziny. Więcej nic nie powiem – wyraźnie daje nam do zrozumienia jeden z mafijnych bossów.

 

2Nieprawdopodobne, ale sam senior rodu jest bardziej rozmowny. –  Tak, będę ojcem chrzestnym – przyznaje się Romuald Lis, dyrektor VI LO i jak przystało na głowę rodziny, długo cedzi słowa, szukając tych właściwych. – Będziemy się bawić w duchu… można powiedzieć… takim południowym –  porównuje. Ale już po chwili dodaje: – To dla młodych ludzi pierwszy tak poważny bal w życiu. Niepowtarzalny, który zostanie w ich pamięci na całe życie. Dekoracje, program artystyczny, to wszystko razem stwarza niepowtarzalną atmosferę, która będzie się wiązać z (mam nadzieję) tą przyjemniejszą częścią szkoły. Dziewczęta przygotowują się w specjalny sposób. Założą kreacje, których nie nosi się na co dzień – rozmarza się  don Lis. Z dziennikarskiego obowiązku dopytujemy szefa mafii czy poza murami szkoły, w realnym świecie, również jest ojcem chrzestnym? – Nie… w realu raczej nie jestem ojcem chrzestnym – wybucha gromkim śmiechem, lecz po chwili dodaje: – Na pewne rzeczy zwracam uwagę, jednak moja funkcja nie jest do pogodzenia z rolą don Vito Corleone. Choć chrześniaka mam, a chrześniakami jest też cała szkolna rodzina – mówi dyrektor niczym Marlon Brando.

Rodzinny zjazd jutro o godz. 20. Kilka minut później… mafijny polonez. A dziś ze szkoły nasz reporter wyszedł cały i zdrowy, choć pełen obaw, czy po zdaniach jakie napisał o rodzinie, nie obudzi się kiedyś z… łbem konia w łóżku. – Raczej nie, ale to jeszcze nie my rządzimy w tej rodzinie – zauważyli anonimowo uczniowie.

Bartek Olszewski