Pantera prawie jak Maybach

- Nie ma lotniska a kupują coś takiego! – słyszałem jak dziarsko maszerująca pani cedziła pod nosem widząc sprzęt. – Ale maszyna, no musieli ją kupić! – mówił kolejny radomianin obserwując razem ze mną jak TO COOOOOOOŚ pokonywało skrzyżowanie Cure-Skłodowskiej z Niedziałkowskiego w asyście policji na sygnałach. „To coś” jest długie, wysokie i z powodzeniem zajmie dwa pasy ruchu, tymczasem zmieściło się na jednym i nie przejechało po zaparkowanych autach taksówkarzy! Piorunem podjechało pod magistrat, gdzie przybył też prezydent Andrzej Kosztowniak. Patrząc mi prosto w oczy i szczerząc zęby w szczerym uśmiechu rzekł do mnie: – W każdym samochodzie moc jest dla mnie ważna. Tak więc razem zerknęliśmy znowu na czerwony wóz bojowy, który pod maską ma 720 koni mocy z silnika firmy Catterpilar. – Amerykański… – westchnął z zadumą kierowca Krzysztof Kapciak ze straży lotniskowej naszego portu. Pan Krzysztof jest także strażakiem i na takiego wygląda! A jego miejsce pracy wygląda… dość komputerowo. – Prowadzi się to wszystko jak zabawkę – szczerze się uśmiecha.
Jednorazowo kilkanaście tysięcy
No dobrze, teraz trzeba napisać, że opowiadam o wozie strażackim Rosenbauer Panther 6x6, do którego jedno z sześciu kół (z czego cztery skręcają) kosztuje kilkanaście tysięcy złotych. – Mówią, że pali jakieś 50 litrów na setkę. Do baku wchodzi chyba 500 – opowiada strażak kierowca. Droższe do Pantery jest to, co wylatuje działkami. Nazywają to „środkiem gaśniczym”. Pantera pusta waży 22,5 tony, wypełniona - ponad 37 ton. – To kilkadziesiąt tysięcy złotych wydane jednorazowo – przelicza Kajetan Orzeł, rzecznik Portu Lotniczego Radom.
Pan rzecznik z kilkoma strażakami podjechał na Żeromskiego w kabinie „naszej Pantery” – bo tak o niej mówią właściciele. Auto było robione/składane w Austrii na nasze zamówienie. W Polsce jest dziesięć podobnych, a około 1000 na całym świecie. - Rosenbauer to lider w dziedzinie – zaznacza prezydent.
Wnętrze to kilka dużych wyświetlaczy tabletowych, dwa joysticki (jak do gier komputerowych), stado czytelnych przełączników, kierownica, kilka foteli i… brak kluczyka! – Ten wóz można uruchomić z wnętrza lub jednym przyciskiem z zewnątrz – tłumaczy strażak Krzysztof. Dodaje: „Jak zakładam spodnie do akcji, to nie muszę wchodzić do środka wozu grzać, by był gotowy”. Dusi zatem szybko guzik i Pantera odpala. Po pięciu sekundach załączają się komputery na pokładzie (to szybciej niż wasz domowy komputer) i fura jest gotowa, by ruszyć! Wcześniej Pantera może być podłączona do zewnętrznego źródła zasilania, by cały czas była w gotowości. – Gdy strażacy ruszają do akcji, mogą zapomnieć o odłączeniu kabla. Jest tak skonstruowany, by sam się odczepił, gdy wóz ruszy – dodaje Kajetan Orzeł.
Bez bojowych portek
Moim zdaniem, strażacy nie muszą nawet oblekać bojowych portek, by działać w Panterze. Dookoła wozu są specjalne dysze, które „skraplają” machinę, gdy ta podjedzie do ognia. Są też kamery, które wszystko zarejestrują, więc może te portki lepiej niech przyodzieją. – A gnałem już 120 na godzinę po płycie lotniska – chwali się strażak kierowca. – Na pusto pojedzie ponad 140 – dodaje.
I słusznie, i dobrze, że Pantera jest szybka i zwinna, bo czas się liczy. Szczególnie w dotarciu do ognia na lotnisku. Co ciekawe „Nasza Pantera” jako jedyna ma oświetlenie ledowe. Być może dzięki temu lepiej widać ogień.
Ale „Nasza Pantera” jest uzbrojona! Ma np. dwa działka sterowane choćby przez wspomniane joysticki. W liczbach przedstawia się to następująco: działko dachowe o zasięgu 85 m i zderzakowe o zasięgu ponad 50 m. Pompy pozwalają 6 tys. l wody i piany WYPLUĆ w ciągu jednej minuty! Mówiąc po ludzku, gdy staniecie kilka metrów obok, a strażak włączy działko, to na początku stracicie tupecik, następnie skalp, by w końcu stracić prawdopodobnie życie… W ciągu niecałej sekundy! Jednak działka służą do gaszenia pożaru na lotnisku! Więc je, wraz z kołami i całością kupiono za 3 mln 200 tys. zł. Maszyneria ma gwarancję, w zależności od podzespołów, nawet na 10 lat. Serwis sam przyjeżdża (z Łomianek) i grzebie przy sprzęcie, gdy zajdzie potrzeba. Identycznie dzieje się, gdy kupicie Maybacha. Różnica polega na tym, że limuzyna jeździ a Pantera czeka na ogień. – Oby do tego nigdy nie doszło – mówi i prezydent i każdy z kim dziś rozmawiałem. I wiecie co, mają rację! Mam też nadzieję nigdy nie opisywać prawdziwej akcji, na prawdziwym
lotnisku w Radomiu. Zatem trzymam kciuki, by Pantera nr 1 i kiedyś nr 2
były bezużyteczne! Noo… może przydadzą się na defiladzie.
Bartek Olszewski




