Bombowi żartownisie nie unikną kary
W ostatnich dniach w Radomiu policja odnotowała kilka fałszywych alarmów. Wcześniej, pod marca, miasto zelektryzowała wiadomość o rzekomo podłożonej bombie w Realu przy ul. Żółkiewskiego. - Dyżurny radomskiej policji otrzymał wtedy informację od mężczyzny, który podał się za pracownika ochrony supermarketu. Przekazał on, że otrzymał właśnie anonimowy telefon, w którym poinformowano go, że w sklepie jest bomba. Policjanci natychmiast wszczęli alarm bombowy. W stan gotowości zostały postawione wszystkie służby ratunkowe. Zaangażowani w działania policjanci podczas przeszukania nie znaleźli żadnego ładunku. Już w kilka godzin po telefonie policjanci ustalili, kto stoi za fałszywym alarmem. Okazał się nim 24-latek pracujący w firmie sprzątającej ten obiekt - przypomina Rafał Jeżak z zespołu prasowego KWP w Radomiu.
Podobna historia miała miejsce w jednej z firm w Mszczonowie. Po telefonie o podłożonej bombie ewakuowano blisko 200 osób. Na terenie firmy działało kilkunastu policjantów, trzech pirotechników, w tym dwóch z Komendy Powiatowej Policji w Grójcu oraz psy wyszkolone do wyszukiwania ładunków wybuchowych.
- Wezwania do alarmów bombowych mają najczęściej charakter głupiego żartu, a reakcja na takie zawiadomienie angażuje wiele służb i generuje wysokie koszty - zaznacza Jeżak.
(kat)
Fot.: KWP Radom




