Sprawa śmiertelnego pobicia Maćka. Dlaczego zaginęło nagranie?

28 kwietnia 2014
- Dla nas, dla naszej rodziny to, co się teraz dzieje jest co najmniej dziwne. To jest kpina, że oskarżeni nie stawiają się na sprawie, nie poczuwają się do tego, że zrobili coś złego. Do tej pory nie usłyszeliśmy żadnych przeprosin – mówi Tomasz Mieśnik, brat Maćka, który trzy lata temu umarł śmiertelnie pobity pod klubem Aula.



 

Zeznaje Piotr MieśnikDziś odbyła się druga rozprawa, w której Sąd Okręgowy ponownie – po dezycji Sadu Apelacyjnego w Lublinie - rozpatruje okoliczności śmierci chłopaka. Pod koniec 2012 r. radomski sąd skazał Wojciecha S. i Tomasza K. na karę trzech i pół roku bezwzględnego więzienia za pobicie ze skutkiem śmiertelnym Macka Mieśnika, a trzeci oskarżony - Piotr R. - dostał wyrok dwóch lat pozbawienia wolności za udział w bójce.

Oskarżonych nie było na sali rozpraw, ale sędzia Adrianna Orzechowska uznała, że ich obecność nie jest niezbędna, bo złożyli już wcześniej wyjaśnienia. Inaczej ocenił to Piotr Mieśnik, brat Maćka, który składał zeznania jako świadek.

 

– Nie mogę pogodzić się z tym, że mordercy mojego brata chodzą po wolności, nawet nie stawiają się w sądzie – mówił. A jego ojciec, który jest oskarżycielem posiłkowym w sprawie złożył wniosek, by sąd tymczasowo aresztował oskarżonych, bo zachodzi podejrzenie, że dojdzie do matactwa. Jednak sąd tej opinii nie podzielił, uznając że jest to niecelowe, a poza tym oskarżyciel nie przedstawił dowodów, by Wojciech S., Tomasz K. i Piotr R. mogli w jakikolwiek sposób wpłynąć na świadków.

Piotr Mieśnik potwierdził, że domaga się od oskarżonych 500 tys. zł (solidarnie od wszystkich) zadośćuczynienia. - W tej sytuacji jedynie sankcja finansowa może być jedynym, sprawiedliwym  środkiem, by oskarżeni w jakikolwiek sposób odczuli to, co się stało – tłumaczył sądowi. Dodał, że śmierć brata odbiła się bardzo negatywnie na wszystkich aspektach jego życia – zdrowotnych, osobistych, zawodowych. – Nie ma dnia, bym o tym nie myślał – podkreślił Tomasz Mieśnik.

Świadek zwrócił uwagę na – jego zdaniem – niezauważone dotąd aspekty sprawy. Twierdził, że ani policja, ani prokuratura, ani sąd nie zainteresowały się bliżej tym, co miała usłyszeć już w szpitalu  na Józefowie jego była żona. – To był fragment rozmowy mężczyzn, którzy zaatakowali Maćka. Mówili, że pobili „tego małego w okularach”. A mój brat był niewysoki i nosił okulary – przypomniał Piotr Mieśnik. Mówi także, że słyszał (dowodów nie ma), że ojciec jednego z oskarżonych chciał wykupić nagranie z monitoringu tego, co się działo w klubie. – A akurat tego nagrania nie ma. To oczywiste, że chodziło o ukrycie prawdy – zaznaczył przekonując, że z tego powodu nie wiadomo, czy naprawdę Maciek uderzył szklanką piwa w jednego z oskarżonych, co miało stać się przyczyną bójki.

Tomasz Mieśnik przypomniał też, że to dzięki niemu i jego rodzinie udało się dotrzeć do zapisu monitoringu, bo policja tego nie zrobiła. – Działała bardzo nieudolnie – podsumować świadek.

Następna rozprawa 27 maja.

 

(bdb)

Reklama