Muzeum Historii Radomia w martwym punkcie
I to, jak bardzo, pokazało środowe posiedzenie komisji. Zaproszono na
nie także Aleksandra Sawickiego, przewodniczącego Społecznego Komitetu
Ratowania Zabytków Radomia, Mariusza Mroza, prezesa spółki Rewitalizacja
i Adama Zielezińskiego, dyrektora Muzeum im. Jacka Malczewskiego.
Przypomnijmy, ostatnio gmina wystąpiła z listem intencyjnym do marszałka Adama Struzika proponując, że przekaże na rzecz przyszłego muzeum kamienicę Deskurów, a w zamian gotowa jest wziąć Dom Gąski i Esterki. Z listu wynikało też, że samorząd Mazowsza przeznaczyłby pieniądze na remont zniszczonego obiektu, a jego funkcjonowanie częściowo finansowałby marszałek i prezydent. Obie strony miałyby także pozyskiwać na remont pieniądze unijne. Marszałek list zignorował, choć wcześniej – jak wynikało z przedstawionych podczas posiedzenia komisji dokumentów – deklarował wolę współpracy.
Miasto nie chce się pozbyć Deskurów?
Szef Rewitalizacji, który „pozbył się”
ostatnio zniszczonej kamienicy w kwartale Rynek, Rwańska, Grodzka na
rzecz gminy, przytomnie zaznaczył, że komentująca sprawę dla prasy
rzeczniczka marszałka, powiedziała, że samorząd „nie będzie remontował”
ruiny. Jednocześnie prezes oburzał się, na stwierdzenie, że miasto chce się pozbyć kamienicy. – To nieuzasadnione
–podkreślił. Ale ten wątek szybko uciął obecny na spotkaniu
przewodniczący rady miejskiej Dariusz Wójcik. – To nie jest dla nas
wiążące. Musimy mieć oficjalne stanowisko – przekonywał.
Prezes Rewitalizacji skupił się więc na poinformowaniu, że samorząd województwa przekazał sporo pieniędzy na podobne (ale o wiele większe kubaturowo), jak w Radomiu placówki w Płocku: muzeum miasta i muzeum secesji. – Teraz są one dotowane w 100 proc. przez urząd marszałkowski, a w Radomiu prezydent chce współfinansować.
Dogadajcie się!
Zastrzeżenia do Deskurów ma jednak także dyrektor „Malczewskiego”. – Nie akceptowaliśmy tego miejsca. Naszym zdaniem jest tam zbyt dużo miejsca. I tak w tej chwili utrzymujemy ogromny obiekt popijarski. Jednak, jeśli nasze władze powiedzą, że tak, bierzemy się do roboty. Potrzebujemy tylko decyzji. Musicie się dogadać! - twierdzi Adam Zieleziński.
Do powstania muzeum potrzebny jest jednak nie tylko lokal i pieniądze na jego utrzymanie. Radny Piotr Szprendałowicz (niezrzeszony), na wniosek którego posiedzenie zwołano, przekonywał że trzeba zacząć od koncepcji placówki. Zarówno Wójcik, jak i wiceprezydent Ryszard Fałek (odpowiedzialny w mieście za kulturę) byli przeciwni.
Gorzkie żale
– Wydawanie 50 – 80 tys. zł na koncepcję, kiedy nic więcej nie wiemy, to niegospodarność – mówili niemal jednym głosem. A Wójcik dodał: - Trzeba wrócić do tematu po wyborach, kiedy zmieni się władza na Mazowszu i nie będzie już marszałka Struzika – prorokował przewodniczący rady. Teraz – według niego – to tylko „gorzkie żale”. Nie omieszkał dodać, że „może kiedyś przyjdą takie czasy, że zbiory z „Malczewskiego” przejdą do nowego muzeum, a marszałkowi Mazowsza: „Radom kojarzy się tylko z Kosztowniakiem” .
Szprendalowicz, którego wsparł Jerzy Zawodnik (PO) nie dawał jednak za wygraną. Podawał przykłady rozpisywania konkursów i wydawania na ten cel pieniędzy, które kończyły się niczym: Brama Krakowska, plac Jagielloński.
Dobrej woli u Adama Struzika nie widzi również radny Sławomir Adamiec (PiS). Jego zdaniem, marszałek ma pieniądze, ale dać nie chce, a jako przykład podał radomską Elektrownię. – Muzeum Malczewskiego też jest gorzej przez niego traktowane – oceniał.
Bicie piany bez efektu
Przeciwników tworzenia koncepcji poparł przewodniczący komisji kultury Jakub Kowalski (PiS. W przeciwieństwie do Adamca uważa, że marszałek pieniędzy nie ma. – Wiadomo w jakiej sytuacji jest Mazowsze – argumentował.
Wniosek Piotra Szprendałowicza, by sprawa zajęła się cała rada miasta (miałaby otrzymać stanowisko komisji, że należy opracować koncepcję) został przegłosowany.
Dyskusję zakończył prezydent Andrzej Kosztowniak, który zjawił się na sam finał posiedzenia. Uznał, że zanim komisja podejmie jakieś decyzje, musi porozmawiać osobiście z marszałkiem Struzikiem.
Prawie dwugodzinne posiedzenie komisji okazało się zwyczajnym biciem piany.
Bożena Dobrzyńska




