W poszukiwaniu nocnego życia Radomia

Na deptaku w nocy ze środy na czwartek zjawili się głównie ci, którym zależy - jak władzom miasta - by właściciele lokali gastronomicznych nie zamykali ich już o dwudziestej drugiej.
- To nic przyjemnego,
kiedy muszę co chwila spoglądać na zegarek czy nie jest moment
zamykania lokalu. Jeśli zapomnę, przypomni mi o tym kelner przynosząc rachunek przed dwudziestą drugą - irytuje się Emila. - Przecież nie pojadę na piwo autem, a na taksówkę trzeba
mieć sporo kasy. Jeśli autobusy zaczną dłużej kursować, w weekendy na
pewno pojawi się więcej klientów w pubach - dodaje Piotrek, student
Politechniki Radomskiej. - Już wiele razy mieliśmy dylemat z
przyjaciółmi czy jechać na Żeromskiego, czy może spędzić czas w
akademiku. Z powodu braku połączeń wygrywa zazwyczaj druga opcja -
twierdzi.
Jego zdanie podziela właściciel "Naszej Szkapy" Janusz
Kiełczyński - To dobra inicjatywa. Ludzie nie mają się gdzie podziać w
letnie wieczory. Im więcej miejsc otwartych, tym lepiej. Trzeba
przerwać niezbyt dobrą passę tej ulicy, która zawsze zamiera nocą - uważa.
Prezydent Kosztowniak mocno zaangażował się w akcję przekonywania restauratorów do dłuższej pracy. Częstował radomian kawa i herbatą. - Bardziej rozlewam niż nalewam, ale staram się - żartował. - Tą akcją chcemy ożywić radomski deptak. Ul. Żeromskiego już po godzinie osiemnastej zaczyna się wyludniać. To happening - prośba. Jeśli lokale będą otwarte choćby do północy, będzie to duża zmiana. Wytwórzmy modę na ul. Żeromskiego! Radom ma piękne ulice, warto je podziwiać również nocą - apelował.
Radomianie podpisywali petycję do restauratorów, aktorzy z Teatru Powszechnego szukali na deptaku "nocnego życia" Radomia. Niektórzy robili to z latarką w ręku i na kolanach.
Fot. Marian Strudziński




