Wyrzucił psa z balkonu?

Dziś w Sądzie Rejonowym w Radomiu rozpoczął się proces Władysława G. Wg prokuratury 29 sierpnia br. wyrzucił on suczkę z czwartego piętra, a potem nie udzielił jej pomocy. Pies należał do jego konkubiny Bogusławy K. Sąsiedzi usłyszeli skowyt psa i wezwali policjantów. Ci zawiadomili schronisko, gdzie stwierdzono, że zwierzę jest w wielkim szoku i ma zwichniętą łapę. Przed sądem prawa rudej, małej suczki reprezentowało Radomskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Oskarżony, ani jego konkubina nie stawili się na rozprawie. Z wcześniej złożonych zeznań wynika, że Władysław P. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że pies sam wyskoczył z balkonu.
Sąd przesłuchał dziś świadków - sąsiadów, którzy widzieli zdarzenie. 
- Widziałem spadającego psa z czwartego piętra. Wyhamował na drzewie, potem usłyszałem tępe uderzenie. Czołgał się i przeraźliwie skomlał. W tym czasie Władysław G. wychylał się przez barierkę balkonu i patrzył na dół – opowiadał Krzysztof P. Z kolei Bożena Sz., która mieszka w sąsiednim bloku relacjonowała: - Zobaczyłam jak mężczyzna dwoma rekami trzyma psa i wyrzuca go przez balkon. Zaczęłam krzyczeć. Syn zszedł do tego psa i wezwał policję. Właścicielka suczki w tym czasie odchylała firankę i patrzyła co się dzieje.
Zwierzę zostało w schronisku wyleczone, ale wróciło do właścicieli. RTOZ starał się o odebranie praw opieki nad zwierzęciem. - Właściciele tego psa nadużywają alkoholu. Pies siedział na balkonie. Tam się załatwiał. Często piszczał, szczekał – wyjaśniał sądowi Krzysztof P.
Radomskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami potwierdza, że miało informacje o złym traktowaniu zwierzęcia. - Nie mogliśmy nic zrobić. Nasi członkowie przekonali właścicielkę jedynie do tego żeby sama zrzekła się praw do zwierzęcia. Takich zdarzeń jest bardzo dużo, ale procesów bardzo mało. To wynika z postawy społecznej ludzi - przekonuje Włodzimierz Suszyński z RTOZ.
Następna rozprawa - 3 lutego 2009r. Oskarżonemu grozi grzywna lub kara pozbawienia wolności do roku.
Katarzyna Wójtowicz




