Strajk generalny w szpitalu.
Kilkaset pielęgniarek przystąpiło do straju generalnego w radomskim szpitalu przy ulicy Tochtermana. Choć sióstr jest o połowę mniej na oddziałach, pacjenci nie uskarżają się na brak opieki i.. strajk popierają.
Narazie sytuacja jest opanowana. Na większości oddziałów zachowana jest 50-procentowa obsługa pielęgniarek. Wyjątek stanowią oddziały: dializ - tu dziś wszystkie siostry stawiły się w komplecie w pracy, noworodkowy i ginekologiczno-położniczy, które z powodu dezynfekcji nie mają pacjentów.
Izba przyjęć pracuje w systemie tzw. tępego dyżuru, czyli przyjmuje tylko chorych z zagrożeniem życia, pozostali są odsyłani do lekarzy, na wyznaczenie innych przyjęć.
Anna Trzaszczka przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w RSS, jeszcze raz podkreśliła, że strajk to ostateczność, na którą zdecydowały się pielęgniarki po wyczerpaniu wszystkich możliwości negocjacyjnych. - Nie jest to nasza walka przeciwko wszystkim, ale tak naprawdę walka o pacjenta - stwierdziła. Pielęgniarki zapewniają, że z akcji nie zrezygnują i domagają się podwyżek płac. Z kolei Andrzej Pawluczyk dyrektor lecznicy nieugięcie powtarza, że pieniędzy na wzrost płac nie ma z powodu ogromnych trudności finansowych szpitala.
Tymczasem akcję strajkową popierają pacjenci. - Powinny zarabiać więcej ale i bardziej dbać o pacjenta - mówi Zofia Malec, od kilku dni leżąca na urologii. - Pielęgniarki wykonują jeden z najtrudniejszych zawodów, dlatego bardzo ważna jest finansowa motywacja do pracy -wtóruje Marcin Stajniak leżący na ortopedii.
Strajkujące siostry mają nadzieję na pokojowe rozwiązanie sprawy - Mimo, że nasze oczekiwania zostały mocno okrojone, to nadal czekamy na jakiś gest ze stony dyrekcji -poinformowała dziś rano Trzaszczka. Być może rozwiązanie patowej sytuacji poznamy wkrótce. O 11 godz. rozpocznie się konferencja prasowa z udziałem dyrektora lecznicy.
(aga)




