Szprendałowicz: Niepojęte co robi PiS w Radomiu

17 listopada 2010
Rozmowa z Piotrem Szprendałowiczem, kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta Radomia.

 

Piotr Szprendałowicz- Ile pieniędzy przywiózł pan do Radomia?
- Przez cztery lata... Biorąc pod uwagę środki własne samorządu województwa, fundusze unijne oraz pieniądze „rządowe” o podziale których decydują zarząd i sejmik województwa, uzbiera się trochę… Jakieś 300 – 400 milionów. To są pieniądze, jakich nigdy dotąd w historii samorządu województwa, na Ziemi Radomskiej nie było.

- Skoro w województwie są pieniądze, tam można rządzić i dzielić, to po co panu fotel prezydenta?
- Bo Radom – moje rodzinne miasto, rozwija się za wolno. Przez cztery lata z poziomu zarządu województwa obserwuję rozwój innych miast i widzę jak mało aktywne są radomskie władze w zabieganiu o pieniądze. O środki unijne. Dużo mniejsze miasta, jak Płock, Siedlce, Ostrołęka składają więcej wniosków i na dużo większe kwoty, także na projekty kluczowe. Przykład: władze Radomia składają wniosek na budowę obwodnicy południowej. Koszt całkowity jest oszacowany na ok. 48 mln zł. My go na zarządzie zatwierdzamy, dajemy maksimum dofinansowania, ponad 41 milionów. Upływają dwa lata, władze Radomia przysyłają wniosek o „przeszacowanie kwoty”, bo się rzekomo zmieniły ceny na rynku i ten projekt wzrasta do... 123 mln zł! Upływa kolejny rok i władze Radomia przysyłają następny wniosek o ponowne przeszacowanie, bo tym razem obwodnica ma już kosztować 186 mln zł! I ktoś czyni pretensje o to, że Radom na projekt kluczowy dostał tak mało, czyli wspomniane 41 mln zł. Inni od początku lepiej szacowali koszty i dostawali pieniądze, które teraz procentowo są większe. Nie rozumiem także dlaczego radomski magistrat nie zabiegał o bardzo duże unijne pieniądze na zbrojenie terenów pod potrzeby przyszłych inwestorów?  Wnioskował tylko na ok. 2 mln zł, na rozliczenie terenów na Wośnikach. Dlaczego nie wystąpił o kilkadziesiąt milionów i nie uzbroił wielu hektarów? Dzięki uzbrojeniu terenu mógł przyciągnąć dużych inwestorów, dających wiele tak bardzo nam potrzebnych miejsc pracy. Przysucha złożyła wniosek i dostała na taki cel ok 10 mln zł. Dużo dostały: Szydłowiec i Pionki. A a Radom? Tylko 2 mln zł. Jak widać, nie jest tak, jak radomscy działacze PiS-u mówią, że Platforma Obywatelska zakręciła kurek z pieniędzmi dlatego, że tu rządzi PiS. Na same ulice w mieście województwo dało ponad 40 mln zł. Na ul Hodowlaną, Chrobrego, Słowackiego, Warszawską. Przykłady mogę mnożyć. Co więcej, przychylne decyzje ministrów z PO pozwoliły dofinansować budowę szkoły muzycznej, stadionu lekkoatletycznego, czy hali zapaśniczej.

- Ale nie pawilonu ginekologiczno - położnicznego...
- Bo prezydent Kosztowniak nie chciał. To staraniem PO ten projekt stał się kluczowym. Pamiętam, sam w gabinecie prezydenta Kosztowniaka prosiłem go, by taki projekt złożył. Historia tego jest dłuższa...

- ...i nie raz opisywana. Kiedy te pieniądze dostaniemy?
- Nie wiem, nie wiem... To był ewenement w historii województwa. Marszałek podczas obrad zarządu dzwoni do prezydenta Kosztowniaka z informacją o problemie i mówi, że trzeba szybko razem reagować. Dzwonił do prezydenta na moją prośbę, przy świadkach. Rozmowa się odbyła, były trzy dni na reakcję. Przez te trzy dni prezydent Radomia zapadł się jak kamień pod wodę. Nie podjął dalej tematu, nie było z nim kontaktu! Na jego miejscu bym przyjechał, rozmawiał, negocjował. Napisalibyśmy aneks. Można było wziąć 23 mln zł. A w trakcie rozmów można było ugrać dla Radomia brakujące pieniądze z innego projektu kluczowego. Suma by się zgadzała. Prezydent nie podjął w ogóle tematu.

- Prezydent szuka tych pieniędzy np. w MOPS, w szkołach, w placówkach budżetowych podległych miastu. Mówi też, że pożyczył 260 mln zł, pozyskał 460 mln zł. więc jest na plusie ponad 190 mln zł. Przy okazji widzimy pomyłkę o przecinek w wyliczeniu remontowanych dróg.
- Na przykładzie tej „pomyłki” można uznać, że przekaz prezydenta jest mało wiarygodny. Na sesji Rady Miejskiej poświęconej zadłużeniu Radomia pokazywał słupki unijnego wsparcia, a ja wielokrotnie go pytałem, co się kryje za tymi liczbami i słupkami? Nie był w stanie odpowiedzieć. Do tej pory nie odpowiedział. Ja i nikt z radnych, nie dostaliśmy szczegółowych wyjaśnień.

- To kogo słuchać i w które liczby wierzyć w kwestii zadłużenia miasta?
- Same władze podały kwotę ponad 330 mln zł z opcją wzrostu do końca roku. Natomiast dlaczego władze nie chcą wypunktować przychodów ze środków unijnych?

- Pan zarabia w Warszawie i tu przyjeżdża by... godnie żyć?
- ...Tak. Codziennie wracam do domu, do żony i dzieci. Tak, jak tysiące radomian.

- Od kilkunastu lat przy okazji wyborów słyszę hasła: „tu trzeba stworzyć miejsca pracy, tu radomianie powinni pracować, koniec jazdy za chlebem do stolicy, czy do Anglii”. Przecież wielu naszych znajomych tak pracuje, mając, mówiąc delikatnie w nosie, co na sztandarach wypisują politycy. I wracają, by - właśnie - jak żyć? Pan godnie żyje w swoim mieście?
- Nie. ...Cztery lata jestem praktycznie poza domem. Pracuję kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Mam dzieci, żonę. Chociaż przez chwilę wieczorem chcę się z nimi zobaczyć. Rano wyjeżdżam nim oni wstaną.

- To też pytanie o pomysł na Radom. W pana programie czytam „przed nami niepowtarzalna szansa na dynamiczny rozwój w ramach linii samorządowo - politycznej”. O co chodzi?
- Tak. Radom jest dużym miastem. Tu lokalne komitety czy stowarzyszenia nie odegrają takiej roli jaką mogą odegrać partie polityczne. Nie bójmy się takich stwierdzeń. Tak jak w kraju czy sejmiku odbywa się pewna polityka, tak samo w przypadku dużych miast, też możemy mówić o pewnych przełożeniach politycznych. Podkreślam, nie oznacza to, że jeżeli w kraju czy sejmiku rządzi ktoś inny, to się takiego kogoś karze. Absolutnie nie. Jednak inne możliwości pozyskiwania środków, lobbowania, pukania do drzwi i wchodzenia ma prezydent z tej samej opcji, która rządzi w sejmiku czy kraju niż prezydent z opozycji. Znam ministrów, współpracuję z nimi na co dzień. Gdy zachodzi potrzeba, jest mi dużo łatwiej i szybciej umówić się na spotkanie. Przykład z ostatniej niedzieli. Była konwencja samorządowa PO naszego województwa. Byłem tam, rozmawiałem z premierem Tuskiem. Zaprosiłem go do Radomia.

- I tam właśnie premier mówił, że są dwie Polski. Tak jak kiedyś: RFN i NRD. Czy my w Radomiu jesteśmy w NRD i jedziemy do RFN (Warszawy) za chlebem?
- … (cisza) ...może trochę tak z tym jest. Natomiast to dobrze, że można jechać do Warszawy pracować, bo dzięki temu bezrobocie w Radomiu jest trochę niższe. Chociaż wciąż olbrzymie. Pytanie, ile by wynosiło, gdybyśmy byli bardziej oddaleni od stolicy? Wiemy, że miejsc pracy nie przybędzie z roku na rok. Trzeba pozyskując inwestorów, w miarę możliwości ułatwiać mieszkańcom Radomia sprawniejszy dojazd do Warszawy. Mówię o modernizacji linii kolejowej by 100 kilometrów pokonać w mniej niż godzinę.

- W pana programie czytam: „lotnisko to priorytet”. Natomiast o szybkiej kolei Radom – Warszawa nie znajduję tego określenia, choć też pisze pan o tym sporo.
- Zdecydowanie jest to najważniejsza dla rozwoju Radomia inwestycja i to patrząc kilkadziesiąt lat naprzód. Od dziesięcioleci modernizacja linii kolejowej dla Radomia jest priorytetem. W 52 minuty będziemy dojeżdżać do centrum Warszawy. W stolicy można zarobić kilka razy więcej pieniędzy, ale tu je wydawać. Tu gdzie są nasze rodziny. To oczywiście nie jest docelowe rozwiązanie problemu bezrobocia. Pieniądze na szybką kolej są na liście kluczowej: 1 mld 200 mln zł. Jest duże wsparcie dla tego projektu. Pilnuję tego, i mnie, przedstawicielowi PO łatwiej znaleźć zrozumienie naszych potrzeb w rządzie.

- Czy w Radomiu nadal jest IV RP? Jesteśmy ponad 100 kilometrów od Wiejskiej.
- Niestety jest i to w najczystszej postaci. Radomskim PiS rządzi poseł Suski. On wydaje swoim politycznym podwładnym dyspozycje. Spójrzmy na standardy wprowadzone w mieście: zawłaszczenie politycznego życia przez Prawo i Sprawiedliwość. Miasto zostało skażone syndromem samodzielnie sprawowanej władzy. Wykorzystują to do maksimum. Nie chcę podawać szczegółów, ale znam dyrektora szkoły, który przed festynem z okazji Dnia Dziecka musiał pokazać program imprezy wiceprezydentowi Fałkowi. Musiał pokazać scenariusz, tłumaczyć czy przypadkiem Szprendałowicz nie będzie rozdawał jakichś nagród. I rzeczywiście nie rozdawał. Rozdawali tylko Fałek i Kosztowniak. Inny przykład: przychodzi do mnie znany radomski trener. Opowiada, że osoba, o której jest ostatnio głośno w mediach za sprawą wpisów atakujących radnego Gajewskiego mówi, że będzie mieć zmniejszoną liczbę godzin treningu na pływalni, chyba, że przyjdzie na pewne spotkanie i wystartuje z jedynie słusznej listy opcji rządzącej. Trener chce być apolityczny. W efekcie stracił dotychczasową dostępność swej sekcji do pływalni. A przykład Automobilklubu? Czyż nie jest znamienny? Podobno prokuratura ma nagrania, kiedy to jeden z wiceprezydentów miasta dzwoni do prezesa Automobilklubu – niezależnego przecież stowarzyszenia (ale czasami dotowanego przez władze miasta) nakazując mu zorganizowanie komercyjnej imprezy, jaką jest Zlot Samochodów Amerykańskich. Jeśli tak rzeczywiście było, to jest to niepojęte! Daliśmy z kasy województwa 600 tys. zł na rozbudowę toru. Miasto dorzuciło ok. 200 tys i udało się uratować Automobilklub. Boli mnie, gdy widzę co się teraz tam dzieje. Tor jest zabierany Automobilklubowi. Jeżeli władze Radomia twierdzą, że działka na której znajduje się trzy czwarte toru należy do miasta, to na jakiej podstawie te same władze złożyły wniosek do samorządu województwa o dofinansowanie przebudowy toru? A więc realizowały inwestycję na nie swoim gruncie. Takie rzeczy wychodzą teraz. Tego rodzaju przykłady można mnożyć.

- Zmieni pan hasło „siła w precyzji”?
- Spotykam się z opiniami, że to hasło jest niezrozumiałe dla samych radomian. Radom powinien się promować jako miasto optymistyczne, otwarte na współpracę, kreatywne i perspektywiczne. Musimy pozbyć się kompleksów. Przestańmy mówić tylko i wyłącznie o wydarzeniach z czerwca 1976 roku. Pokażmy się jako miejsce, gdzie jest chęć do współpracy, gdzie mamy młode, dobrze wykształcone społeczeństwo obywatelskie. Przestańmy być miastem z kompleksami.

- Ile osób z obecnego składu Urzędu Miejskiego zmieni pracę gdy pan zostanie prezydentem? To też pytanie o organizację pracy tego urzędu. Chcę poznać nazwiska wiceprezydentów.
- Za wcześnie. Nazwiska wiceprezydentów będą wynikały z wizji współpracy koalicyjnej. Jaka będzie koalicja? To się dopiero okaże po wyborach. Będę zabiegał o jak najszerszą koalicję. Moja wizja sprawowania władzy jest wizją dzielenia się władzą. Nauczyłem się tego, współpracując w Zarządzie i Sejmiku Województwa z trudnym koalicjantem jakim jest PSL. Wśród osób mi podległych (dyrektorów departamentów, jednostek mi podlegających, prezesów spółek) współpracuję z  ludźmi ze wszelkich możliwych opcji politycznych. To w niczym nie musi przeszkadzać, trzeba tylko jasno określić zasady. Każdy ma prawo do swoich poglądów i do robienia swojej polityki, ale nie może to być zła polityka: dokuczliwa, napastliwa, agresywna i robiona w trakcie pracy. Dla mnie liczy się merytoryczność i zaangażowanie na rzecz Radomia.

- Dlaczego podpisał pan z innymi kandydatami porozumienie, by w drugiej turze walczyć... no właśnie z kim? Zakładacie, że z Andrzejem Kosztowniakiem, ale czy to przypadkiem nie jest wasz błąd? Może nie będzie drugiej tury, może Kosztowniak nie jest tak groźnym kandydatem. Co się stanie z porozumieniem gdy po 21 listopada będziemy musieli wybierać między tymi, którzy podpisali to porozumienie?
- Po najbliższej niedzieli będzie druga tura wyborów. Jednym z kandydatów będzie obecnie urzędujący prezydent. Rządzący w Radomiu PiS w ramach sprawowania władzy niezwykle rozwinął aparat propagandy. Propagandy sukcesu, czego przykładem są chociażby różne nadzwyczajne sesje rady miejskiej i eksploatowana do granic możliwości sala koncertowa szkoły muzycznej. Bynajmniej nie na koncerty.

- I myśli pan, że radomianie ulegają tej propagandzie?
- Tak, w części ulegają. Widząc np. nasadzone kwiaty. Widząc robiony na gwałt, na ostatnią chwilę Park Kościuszki. On stanie się zaraz wielkim problemem bo coś, co się robi na ostatnią chwilę, szybko i pod publiczkę zazwyczaj okazuje się wielkim bublem. Taki przykład mamy i z drogami, chociażby z Kozienicką. A wracając do parku, to cóż my tam takiego widzimy za wydane 7 czy 8 mln zł? Tak więc będzie druga tura a porozumienie, które zresztą sam przygotowałem, jest początkiem budowania pewnej koalicji. Nasze miasto nie może tracić czasu na spory. Pokażę radomianom, że istnieje możliwość współpracy wewnątrz miasta i na zewnątrz. Dotychczas była to tylko iluzja współpracy władz Radomia z sejmikiem, zarządem województwa, czy władzami centralnymi. Myślę, że Andrzej Kosztowniak nie jest samodzielnym prezydentem. Myślę, że sprawuje władze pod presją i nakazami, czy sugestiami posła Suskiego.

- A pan mając z tyłu Platformę Obywatelską, będzie samodzielnym prezydentem?
- Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem osobą wyrazistą, skuteczną w działaniu. Potrafię podejmować również trudne, niepopularne decyzje. Dlatego nie wszyscy darzą mnie sympatią. Ale jestem samodzielny, mam swoje zdanie i dużo osób za to mnie szanuje. Oczywiście, słucham opinii innych, bo trzeba korzystać z mądrości i wiedzy możliwie wielu osób. Przede wszystkim jednak trzeba szanować osoby o odmiennych poglądach. Myślę, że będę innym prezydentem niż Andrzej Kosztowniak.

- PO chce uczynić z wydarzeń kulturalnych, cytuję „wiodącą markę Radomia”. Wybudujecie filharmonię?
- Filharmonia jest potrzebna temu miastu. To w pewnym momencie powinno być zrealizowane. Jeżeli położymy na szali różne potrzeby, to trzeba będzie jednak coś wybrać. Być może są ważniejsze inwestycje, przede wszystkim te dające miejsca pracy.

- A drogi, komunikacja? W rozmowie ze mną prezydent Kosztowniak namawiał do przesiadki na skutery, do autobusów...
- ...Może na rowery? To bardzo dobry pomysł, ale bardzo niedobrym pomysłem jest sposób wykonywania ścieżek rowerowych w Radomiu. Na pewno rozwój transportu publicznego jest konieczny w dużych miastach. Tylko dziś, po remontach dróg, nieraz jedziemy dłużej z jednego końca miasta w drugi niż z Radomia do Warszawy. Zobaczmy jak wytyczono drogi choćby wokół Centrum Słonecznego? Celowo dobieram delikatne określenia: miasto w nie do końca przemyślany sposób zaplanowało inwestycje i nadzór nad nimi. Radom jest kompletnie sparaliżowany. Jeździ się trudniej niż po Warszawie. Tu nawet nie możemy przewidzieć o której i gdzie wpadniemy w korek. Nie robi się tak wielu inwestycji drogowych w jednym czasie.

- Jaka będzie następna kadencja? Pieniądze z Unii już nie będą takie duże.
- To będzie bardzo trudne zadanie. Radom już stracił cztery lata mijającej kadencji. Można było pozyskać po wielokroć więcej pieniędzy. Nie zrobiono tego. Nowa perspektywa środków unijnych pojawi się za kolejne cztery lata. Teraz trzeba będzie naprawdę silnych zabiegów po to, by dla Radomia pozyskać te resztki z różnych programów. Do tego bagaż zadłużenia. Ja do końca nie wierzę statystykom miejskim, które mówią, że wyjdziemy na plus. Z czego władze miasta sfinansują choćby budowę obwodnicy południowej skoro muszą dodać na nią ponad 140 mln zł.? Jak tego nie zrobią, to będą musiały oddać kolejne, już przyznane 41 mln zł. To wyzwania, z którymi będzie musiał zmierzyć się przyszły prezydent. Receptą jest współpraca w radzie miejskiej, ale i z samorządem województwa i rządem. Tej współpracy obecnie praktycznie nie ma. Prezydent Kosztowniak omija kontakty ze mną - Członkiem Zarządu Województwa, radomianinem, tak, jak on sam. Jedzie za to do Warszawy, postoi pod drzwiami marszałka i wraca bez efektów. To jest niewybaczalne zaniechanie ze strony tego prezydenta.

- A ile razy pan prezydent był u Pana w Urzędzie Marszałkowskim?
- Nie przypominam sobie takiego zdarzenia. Ja u pana prezydenta z własnej inicjatywy byłem kilka razy. W urzędzie i „na mieście”. Prosiłem o spotkania, byśmy rozmawiali. Prosiłem go o składanie wniosków. Podpowiadałem jak to robić, gdzie są pieniądze. Mówiłem, które inwestycje mają większe szanse na dofinansowanie. Od początku uważałem i uważam, że współpraca na rzecz naszego wspólnego Radomia jest konieczna. Nawet jeśli w wielu sprawach się różnimy.

Rozmawiał Bartek Olszewski

Czytaj także rozmowy z: Jakubem Kluzińskim, Andrzejem Kosztowniakiem, Mariuszem Foglem