Szprendałowicz na ławie oskarżonych

27 kwietnia 2011
Piotr Szprendałowicz, do niedawna członek zarządu Mazowsza, polityk i radny PO, kandydat tej pratii na prezydenta Radomia w ostatnich wyborach samorządowych oskarżony o posłużenie się dokumentami zawierającymi nieprawdę. Zdaniem prokuratury złożył je, gdy ubiegał się o pozwolenie na broń myśliwską i chciał wstąpić do Polskiego Związku Łowieckiego.

Piotr Szprendałowicz o decyzji prokuratora dowiedział się od nas Akt oskarżenia przeciwko Szprendałowiczowi oraz zamieszanego w tę sprawę Wojciecha Sz., prezesa zarządu okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Radomiu sporządził zamiejscowy ośrodek lubelskiej Prokuratury Okręgowej w Chełmie. - Piotr Sz. usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy posługiwania się zaświadczeniem uprawniającym do odbywania polowań, choć oskarżony nie brał - bo nie mógł brać - udziału w ostatniej części egzaminu, czyli sprawdzianie strzeleckim. Drugi zarzut  jest także związany z tym zaświadczeniem, ponieważ Piotr Sz. posłużył się nim, gdy ubiegał się u komendanta wojewódzkiego policji o wydanie zezwolenia na używanie broni palnej, myśliwskiej - informuje Zbigniew Betka z chełmskiej prokuratury.

Wojciechowi Sz. prokurator zarzuca poświadczenie nieprawdy w dokumencie potwierdzającym udział Szprendałowicza w egzaminie strzeleckim.

Jak dodaje prokurator Betka, żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy. Sprawę będzie rozpoznawał Sąd Rejonowy w Radomiu. Wojciechowi Wojciechowi Sz. grozi kara pozbawienia wolności od 3 do 5 lat, a Piotrowi Sz. grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. 

"Jestem niewinny"
Piotr Szprendałowicz o decyzji prokuratury dowiedział się od nas. Jak zapewnia, oficjalne powiadomienie jeszcze do niego nie dotarło. - Jestem zaskoczony skierowaniem aktu przez prokuratura do sądu. Miałem wgląd w akta. Są tam setki wyjaśnień osób, które potwierdzają moją obecność na egzaminach – przekonuje Szprendałowicz. Dodaje, że nadal opłaca składki i należy do Polskiego Związku Łowieckiego. Wyjaśnia, że organizacja nie może pobierać składek od osób, które nie zdały prawidłowo egzaminów. Uważa, że ktoś chciał mu dokuczyć gdy w ubiegłym roku był członkiem zarządu Mazowsza oraz kandydatem na prezydenta miasta. - Zaskakujące jest działanie prokuratora, który na bazie donosu skierowanego do CBA rozpętał szeroko zakrojone i niewątpliwie kosztowne dla podatników śledztwo. Jestem niewinny. Mam pełne przekonanie, że jestem osobą pokrzywdzoną, a stawiane zarzuty nie mają związku z rzeczywistością – tłumaczy radny. Zapowiada konsultacje ze swoimi prawnikami. Chce na pierwszej rozprawie złożyć wniosek o umorzenie sprawy.

Element negatywnej kampanii?

Sprawa wyszła na jaw w lipcu ub.r, gdy "Dziennik Gazeta Prawna" napisał, że  w domu: "młodego (38 l.) i robiącego błyskawiczną karierę w strukturach PO wicemarszałka" w ostatnich dniach maja pojawili się agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. (...) "Wizyta była efektem śledztwa dotyczącego podejrzeń o popełnienie przez marszałka Szprendałowicza przestępstw „przeciw dokumentom”. Szprendałowicz żądał wówczas sprostowania tej publikacji i komentował ją, podobnie jak zarząd radomskiej PO, jako "element negatywnej kampanii".

Zbigniew Banaszkiewicz, szef radomskiej Platformy jest zaskoczony. Przypomina, że Szprendałowicz jest na własną prośbę zawieszony w prawach członka PO. - Podejrzewam, że sprawa nie zakończy się przed upływem trzymiesięcznego zawieszenia. Termin ten mija w maju, wtedy Piotr przestanie być członkiem partii – wyjaśnia Banaszkiewicz. Podkreśla, że ani on, ani jego koledzy z partii nie mają dostępu do akt. - Trudno mi w tej sytuacji cokolwiek komentować. Są odpowiednie organy, które wyjaśnią tę sprawę - mówi.

Sprawę Szprendalowicza będzie rozpoznawał Sąd Rejonowy w Radomiu.

Bożena Dobrzyńska, Bartek Olszewski

Reklama