„Dzień świra” bez samochodu A.D.2011
Jedyną ciekawą rzeczą, jest to co usłyszałem od radnego Adamca Sławomira (PiS) dziś rano w sądzie (z zupełnie innej okazji). Otóz radny z dumą powiedział, że dziś przybył do przybytku Temidy autobusem. Od niego również dowiedziałem się, że dyrektor MZDiK Kamil Tkaczyk też posmakował uroków komunikacji miejskiej. I choć byłem na festynie Dnia bez Samochodu i widziałem się z dyrektorem, to jednak nie poprosiłem o potwierdzenie tej jakże istotnej wiadomości. Nie przeszkadzałem dyr. Tkaczykowi w piciu coli oraz poruszaniu się niczym ryba w wodzie pomiędzy tym co na deptaku stało.
A stało kilka aut. "Samochodówka" jak zawsze pokazała skodę i fiata plus motor (i wszystko działało) a ja sympatycznej dziennikarce tłumaczyłem dlaczego w fiaciku słyszeliśmy zgrzyt przy włączaniu pierwszego biegu. Kto wie co to jest synchronizator ten wie, że kilka minut sprawę trzeba wyjaśniać. Następnie ruszył „ogórek” z kompletem na pokładzie. Tak, „ogórek” to Jelcz jaki kiedyś jeździł po naszych ulicach, teraz też pojechał zadymiając subtelnie stojącą obok hybrydę nowoczesnej komunikacji. Ta hybryda ma w sobie silnik diesla i kilka akumulatorów, które dołączają się kiedy uzna elektronika wspomagając diesla, by autobus mógł ekonomicznie jechać. - Normalnie Solaris pali jakieś 25 – 30 litrów na setkę, a ta wersja ze wspomaganiem hybrydowym o jakieś 20 procent mniej. Kupują ją bogate miasta jak Wiedeń, kosztuje coś około 2 mln zł - powiedział mi sympatyczny kierowca cudeńka. Nie wiedział ile akumulatory przeżyją, za to pozwolił usiąść za kierownicą i było fajnie.
Policja pokazała więźniarkę i testowanego przez nas hyundaia i40. Przy tym aucie zebrało się kilka osób nie wierząc, że fura ma w standardzie to co ma i kosztuje tak niewiele a jest taka spora (o czym piszemy tutaj ). Obok stała spora więźniarka z raczej ciasnymi przedziałami dla tych co w życiu„zgrzeszyli". Jeszcze dalej kilka namiotów w stylu „Siła w precyzji”. Pod jednym z nich była scena i niestety, nie każdy śpiewający głos był precyzyjny. To jednak nieważne, bowiem druh i zarazem kandydat na posła Zbigniew Gołąbek (teraz PSL) gnał z prezentami i paczuszkami jako nagrodami dla odważnych i utalentowanych. Jedynie Marek Suski (kandydat PiS) nic nie mówił – wisiał na tylnej szybie jednego z autobusów MPK. Szczęście, że nie padało... Oczywiście, szczęście dla tych wszystkich co normalnie kręcili kółkiem.
Bartek Olszewski




