Chleb w roli głównej

Przez lata impreza systematycznie gromadzi coraz więcej uczestników, w tym roku odwiedziło ją ponad 15 tys. osób. Darmowe autobusy specjalnej linii nr 70, które przywoziły radomian do skansenu, pękały w szwach. Nie wszyscy mieścili się w tych autobusach i musieli korzystać z alternatywnych linii nr 5 i 17, ale i tam były tłumy. Zmotoryzowani mieli również duże kłopoty, podobnie jak w latach ubiegłych o miejsce parkingowe było trudno. Nie pomógł nowy parking przy ul. Nadrzecznej, samochody parkowały na całej długości ul. Szydłowieckiej. Jednak o wszystkich niedogodnościach zapomniano, tuż po przekroczeniu bramy skansenu.
Kolejki stały też za wiejskim chlebem, grubo posmarowanym masłem i białym serem. Obydwa dodatki powstawały na oczach gości, przyrządzały je gospopanie w tradycyjnych strojach ludowych. – Nie nadążamy z produkcją, trzeba się napracować, by otrzymać świeże masło czy serek. Od ubijania ręce bolą – opowiadały gospodynie. – Kromka ze smalcem, plus kiszony. Dla mnie to najlepsze połączenie, kiełbasa z grilla przy tym wysiada. Równać z nim mogą się jedynie precle – twierdzi Emila, uczennica gimnazjum.
Impreza ma międzynarodowy charakter, zjechali na nią mistrzowie piekarnictwa z Niemiec, Holandii, Austrii i Włoch. Można było porównać smak i wygląd chleba wypiekanego przez naszych piekarzy i ich kolegów z zagranicy. Pomimo różnic w pilnie strzeżonych recepturach, smakował zawsze. – Próbowałem kilkunastu rodzajów, każdy czymś się różni, jednak wszystkie są pyszne. Postanowiłem, że skosztuję jak najwięcej gatunków, jednak nie dałem rady. Po pierwsze było ich zbyt wiele, po drugie zasmakował mi razowy z maślanką. Najadłem się i na tym skończyłem poszukiwania – śmieje się pan Władysław.
Na scenie w bezpośrednim sąsiedztwie wiatraków pojawili się artyści. W sobotę można było zrywać boki ze śmiechu podczas występu kabaretu „Długi”, a porcję swoich największych hitów zaśpiewała Kasia Cerekwicka. W niedzielę pojawił się tam m.in. Thomas i Francesco Napoli. W rytm tanecznej muzyki obydwu zespołów bawiły się setki osób.
Podobały się także niedzielne pokazy obrzędów żniwno-dożynkowych wykonanych przez Zespół Folklorystyczny ze Strykowic Górnych. Spore emocje wzbudził wybór najpiękniejszego wieńca dożynkowego, umiejętności artystów ludowych wzbudzały zachwyt. – Są wspaniałe, kolorowe i kunsztownie wykonane. Widać po nich ile pracy poświęcono na ich zrobienie – oceniała publiczność.
Podczas imprezy ożyły eksponaty muzealne, w ruch poszły młockarnie, maszyny do robienia kaszy i lnu. Kowal pokazywał jak się kuje żelazo, a w najnowszym pawilonie muzeum radość starszych i młodszych wzbudzały stare traktory, często „samodziały” wykonywane własnym sposobem przez rolników. Za zagrodą pole orała dwunastoletnia klacz Kostka, w przerwach w pracy okupowana przez najmłodszych.
Grzegorz Marciniak
Więcej zdjęć w Galerii




