Muzeum Historii Radomia – miejskie i marszałkowskie?
Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Radomia z Sawickim na czele zabiega o
utworzenie muzeum od dawna. Wydaje się, że jest też dobra wola
prezydenta i Muzeum im. Jacka Malczewskiego, skąd pochodziłaby część
zbiorów nowej placówki i które miałobyoddać dla niej budynki w Rynku,
gdzie dziś mieści się Muzeum Sztuki Współczesnej - oddział
„Malczewskiego”.
- Wróciliśmy do tematu właśnie teraz, bo niebawem – gdy będzie gotowa wyremontowana Elektrownia - z Gąski i Esterki wyprowadzą się zbiory sztuki współczesnej – tłumaczy szef SKOZR. Wprawdzie Aleksander Sawicki uważa, że można by dla przyszłego muzeum znaleźć lepsze lokum (choćby w gmachu ratusza, pustym po wyprowadzce Archiwum Państwowego), ale – jak twierdzi – „od czegoś trzeba zacząć”. – Właśnie składam do prezydenta wniosek w ramach budżetu obywatelskiego o pieniądze na wykonanie projektu adaptacyjnego MSW – zdradza. Wniosek opiewa na 60 tys. zł.
Nawet z diabłem
Dyrektor Muzeum im. Jacka Malczewskiego zapewnia, że jest całym sercem za powstaniem placówki poświęconej historii miasta. To przecież w kierowanej przez niego instytucji znajduje się wiele - zdaniem Zielezińskiego 90 proc. - cennych eksponatów, które można tam pokazać. – Pozostaje jednak kwestia opracowania koncepcji przyszłego muzeum i w tym przypadku deklarujemy swoją pomoc, bo mamy fachowców – tłumaczy. I przekonuje: - Nikt bez nas tego nie zrobi. Jesteśmy otwarci na współpracę. Jesteśmy gotowi współpracować nawet z diabłem, by takie muzeum powstało. Zieleziński uważa jednak, że gmina, rada miejska i marszałek muszą porozumieć się, kto i w jakim procencie będzie muzeum finansował. – Mamy dobry przykład takiego porozumienia w Płocku, gdzie byliśmy razem z panem Sawickim – mówi dyr. Zieleziński. Dodaje, że Muzeum Historii Radomia powinno być oddziałem „Malczewskiego”. Według niego kompletnie nie ma potrzeby tworzenia nowej jednostki, z nową księgowością, administracją itp. Zgadza się z nim Aleksander Sawicki. – To byłoby najbardziej ekonomiczne rozwiązanie – mówi.
Biedny prezydent, bogaty marszałek?
Tak różowo sprawy nie widzi przewodniczący rady miejskiej Dariusz Wójcik. – Muzeum mogło o utworzenie takiego oddziału wystąpić już kilka lat temu. Ale marszałek nie jest tym zainteresowany. Może więc lepiej przeczekać? – zastanawiał się na ostatniej sesji rady miejskiej. – Ja nie zgodzę się na to, by biedny radomski samorząd finansował instytucje marszałka – deklarował Wójcik. Radny Piotr Szprendałowicz namawiał, by miasto przynajmniej zleciło koncepcję muzeum i zapłaciło za to opracowanie z gminnej kasy. – To przecież niewielkie koszty – twierdził. Ale przewodniczący nadal miał wątpliwości. – Szkoda pieniędzy na tworzenie czegoś, co nie będzie realizowane – przekonywał.
Spór przeciął prezydent. – Będzie kolejne spotkanie w tej sprawie (pierwsze odbyło się jeszcze w grudniu ub. roku – przyp. autorka). Ale gospodarzem będzie dyrektor Zieleziński. Czekamy na zaproszenie - zaznaczył Andrzej Kosztowniak. Nie omieszkał jednocześnie dodać, że miasto „chce się zaangażować”.
Bożena Dobrzyńska




