PO przegrała podatek od deszczu
Za przyjęciem uchwały o wniesieniu wkładu niepieniężnego (aportu) do Wodociągów Miejskich, co otwiera drogę do tego, by miasto pobierało tzw. podatek deszczowy od właścicieli powierzchni utwardzonych, po których spływa do kanalizacji deszczowej zanieczyszczona woda głosowała cała koalicja (14 osób). Przeciw - opozycja w liczbie 13. PiS ściągnął na obrady będącego po wypadku i poruszającego się o kulach Radosława Fogla, zabrakło natomiast Agnieszki Lisieckiej-Kowalczyk z PO.
Władza wie lepiej?
Opozycja w całości, tak jak w trzech poprzednich przypadkach, gdy prezydent wnosił pod obrady sesji uchwalenie podatku deszczowego, była mu przeciwna. Zarzucała magistratowi to samo: ignorowanie argumentów, nieprzedstawianie nowych przesłanek, które uzasadniałyby ponowne rozpatrywanie sprawy. Wiceprezydent Igor Marszałkiwicz (który po Robercie Skibie przejął obowiązek prezentowania projektu uchwały radnym), twierdził wprawdzie, że jeśli rada nie zgodzi się na przekazanie sieci deszczowej do Wodociągów, to trzeba będzie powołać w urzędzie specjalny referat i zatrudnić nowych ludzi, a to kosztuje. Jednak nie znalazł zrozumienia u opozycji.
- To jest tak, jak władzę przejmuje lewica demokratyczna; zabiera wszystkim, daje niektórym i jeszcze zostawia sobie. Nic nie jest ważne - dyskusja, argumenty, nowe dokumenty, bo władza wie lepiej - mówił sarkastycznie Mariusz Fogiel (Radomianie Razem).
Zamieszanie wśród radnych wzbudziło pismo, jakie prezes zlikwidowanej spółki wodnej, która dotychczas zajmowała się eksploatacją kanalizacji deszczowej, skierował w połowie ub. roku do prezydenta Radomia. Kopię tego listu otrzymało od anonimowego nadawcy kilku radnych opozycji; zawiera ono szereg uzasadnień dla funkcjonowania spółki w jej dotychczasowy kształcie. Były prezes pisze także: "Proszę - przed podjęciem ostatecznej decyzji - o wysłuchanie racji przedstawiciela spółki, gdyż do tej pory, mimo docierających do mnie jako prezesa pogłosek o zamiarze likwidacji spółki nie miałem możliwości rozmowy z panem prezydentem". - Dlatego tę sprawę kierujemy do komisji rewizyjnej - zapowiedział Witold Kordziński (PO).
Zdania odrębne
Po głosowaniu większość radnych opozycji zgłosiła zdanie odrębne w proteście przeciwko formie głosowania. Uważali oni, że koalicja wykorzystała "siłowo" sytuacje na sali obrad. - Jestem w radzie od 18 lat, jeszcze takiej sytuacji nie widziałem, jakie niespodzianki nas jeszcze czekają? - pytał Krzysztof Gajewski Radomianie Razem). - Kupiliście naszą radną! - zarzucał Zbigniew Neska (PO). - To chwila tryumfu dla koalicji, kłopot dla Wodociągów i opłaty dla mieszkańców - sumował Bohdan Karaś (Lewica Razem). - Ta uchwała otwiera drogę do podatku od pogody - kończył Jan Pszczoła (Lewica Razem).
Co zrobi Platforma?
- Zdecydowanie odcinamy się od zachowania naszej koleżanki, która wyszła z sali obrad - oświadczył dziennikarzom w imieniu klubu PO, jego przewodniczący Wiesław Wędzonka. - Sądzimy, że zrobiła to pod wielkim naciskiem, nie wytrzymała tego psychicznie. Konsekwencje jej zachowania będą oceniane przez klub. Może zostać wykluczona z klubu, a rada powiatowa partii zajmie się sprawą jej członkostwa w PO.
Wędzonka twierdzi, że nie ma dowodów na to, że Agnieszka Lisiecka-Kowalczyk "została kupiona" przez opozycję. - Gdyby tak było, byłaby to fatalna sprawa dla pana prezydenta - uważa.
Agnieszka Lisiecka-Kowalczyk zapewnia, że podjęła suwerenną decyzję. - Mam dosyć arogancji panującej w Platformie. Chciałam dyskusji merytorycznej, ale pan przewodniczący oczekiwał podporządkowania się - komentuje. - Występuję z PO.
W podobny sposób PO przegrała głosowanie podczas wyboru nowego przewodniczącego rady. Głosowanie było tajne, a wynik świadczył, że za kandydatem z PiS musiał opowiedzieć się ktoś z opozycji. I choć jej radni składali oświadczenia, że byli przeciwko Dariuszowi Wójcikowi, sprawa jednego, przeważającego szalę na rzecz koalicji głosu nie została do końca wyjaśniona. - Niedobrze jest pracować z podejrzeniami, że ktoś wynosi na zewnątrz nasze ustalenia - mówi Wędzonka.




