• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Podróż z filozofem

26 października 2007
Podróż sentymentalna, a na niej kilka ważnych punktów. Tak zaczęła się wizyta w Radomiu prof. Leszka Kołakowskiego obchodzącego w rodzinnym mieście 80. urodziny. Profesor trochę się spóźnił


Profesor Leszek Kołakowski przyjechał do Radomia z półgodzinnym opóźnieniem. Przed Urzędem Miejskim przy ul. Kilińskiego czekali na niego przedstawiciele władz miasta, kilku przyjaciół oraz dziennikarze. Do Radomia przyjechał wraz z żoną. Witał go prezydent miasta Andrzej Kosztowniak, obstąpili dziennikarze. - Ja jeszcze nie przyjechałem do Radomia, ja dopiero wysiadłem z samochodu, będzie czas na zdjęcia - mówił profesor. Przedstawienie przed dawną szkołą

Jednym z punktów wizyty była sentymentalna wycieczka po Radomiu. Prof. Kołakowski specjalnym autobusem, w gronie towarzyszących mu osób pojechał najpierw na ulicę Niedziałkowskiego 26. To pierwszy adres w Radomiu. - Mamy dla pana niespodziankę, mam nadzieję, że będzie pan zadowolony - wyjaśniała dyrektorka Resursy Obywatelskiej Renata Metzger. W kamienicy przy ul. Piaski (tak wtedy nazywała się), gdzie kiedyś mieszkał profesor, czekała Młodzieżowa Orkiestra Dęta "Grandioso". Sam jubilat występem był zachwycony, uśmiechał się i bił brawa. Pytał czy to licealiści, czy gimnazjaliści i gratulował im talentu.

Kolejny przystanek to Park Kościuszki. Tutaj na profesora czekała kolejna niespodzianka - loteria fantowa. Podobna do tej, w której kilkadziesiąt lat temu wylosował gipsowe popiersie Napoleona, które - nie widząc jeszcze kogo przedstawia - potłukł. Tym razem również wylosował  Napoleona, ale postanowił go oszczędzić.

Następny etap wyprawy to ul. Żeromskiego. W budynku obecnego Kredyt Banku mieściła się kiedyś szkoła, do której uczęszczał. I tu organizatorzy przygotowali kolejną niespodzianę. Młodzi aktorzy Teatru Poszukiwań z Resursy Obywatelskiej zaprezentowali krótką inscenizację jednej z bajek prof. Kołakowskiego. Oglądał ją w milczeniu, skupieniu i mimo zimna nawet na chwilę nie wydawał się być zniecierpliwiony. Na jego twarzy można było zaobserwować wzruszenie i zadumę.Profesor był wzruszony

Podczas sentymentalnej podróży profesora nie opuszczał dobry humor, zadawał dużo pytań. Zwiedzając miasto, wyglądał przez okna autobusu - A gdzie teraz jesteśmy? Jaka to ulica? Jak kiedyś się nazywała? Jaki to numer? - cały czas pytał. Wspominał lata spędzone w Radomiu. Renata Metzger przypominała o cytatach z jego książek, przytaczała to, co pisał kiedyś o Radomiu. - Tak pamiętam, wszystko pamiętam, ale Radom się zmienił. Macie teraz więcej świateł - żartował filozof.

Profesora czekała jeszcze wizyta na cmentarzu przy ul. Limanowskiego, gdzie są groby jego rodziców oraz uroczysta sesja Rady Miejskiej.