Poseł winien

19 stycznia 2007

Grzywna tysiąca złotych dla posła Samoobrony z Ostrowca Świętokrzyskiego Leszka Sułka. Sąd Rejonowy w Radomiu uznał go winnym znieważenia dwóch policjantów, którzy zatrzymali go do kontroli drogowej.

Sułek nie przekonał sądu 



Do zdarzenia doszło październiku 2005 roku na ul. Słowackiego w Radomiu. Prokuratura ustaliła, że policjanci zatrzymali opla, który przekroczył podwójną linię ciągłą, przez co zmusił kierowcę jadącego z przeciwnego kierunku do gwałtownego hamowania. Kierowca opla wyprzedzał także na przejściu dla pieszych i nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. Kierowcą opla był poseł Leszek Sułek. Policjanci twierdzili, że zachowywał się arogancko, używał wulgarnych słów. - Powinniście się leczyć, bo nie jesteście świadomi swych czynów. Nie wiecie, co czynicie i z kim macie do czynienia – rzucił pod ich adresem. - Powinienem postrącać wam te czapki z głów. Teraz wam pokażę, durnie, będziecie się tłumaczyć z tego, najpierw wy, a później wasz przełożony - groził. Chciał też rozmawiać z komendantem miejskim policji i żądał przysłania na miejsce dodatkowej ekipy, ale oficer dyżurny  uznał, że nie ma takiej potrzeby. Wtedy Sułek popukał się palcem w głowę, wsiadł do samochodu i odjechał w kierunku Rzeszowa. Nie był badany alkomatem.

Podczas piątkowej rozprawy Leszek Sułek po raz kolejny usiłował przekonać sąd, że jego zatrzymanie i sprawa karna, którą mu wytoczono to efekt jego działalności politycznej jako posła Samoobrony i wcześniejszej – jako związkowca. Próbował przekonywać sąd, że podczas zatrzymania policjanci usiłowali wyłudzić łapówkę, a wycofali się z tego zamiaru dopiero wtedy, gdy dowiedzieli się, że jest posłem. A i wtedy, mieli źle wyrażać się o partii, do której Sułek należy. Oskarżony wnioskował o przesłuchanie w charakterze świadka byłego komendanta policji w Ostrowcu Świętokrzyskim Andrzeja B., z którym – jak stwierdził „ma na pieńku”, a z którym po zdarzeniu miał kontaktować się szef radomskiej policji, by znaleźć dodatkowe argumenty przeciwko posłowi. Sułek chciał też powołania na świadka kolejnej osoby - Jana B. z Warszawy, który - według posła - ostrzegał go tydzień przed zdarzeniem, że wkrótce mogą być urządzane przeciw niemu prowokacje. Sąd oddalił te wnioski. Stwierdził, że zgromadzony materiał dowodowy nie budzi wątpliwości, że poseł dopuścił się zarzucanego mu czynu. Prowadząca sprawę sędzia Anna Szymczak oceniła, że Sułek próbuje zrobić z tego procesu rodzaj nagonki na niego, jako na członka partii politycznej, dokonywanej przez spiskujących ze sobą policjantów, lub solidaryzującą się z nimi prokuraturę.

Sułek prosił o uniewinnienie. Zapowiedział złożenie apelacji od wyroku. - Jest duża solidarność organów ścigania, które od początku chciały mnie skazać i skazały, bodaj symbolicznie. Kwota tysiąca złotych nawet w mojej trudnej sytuacji nie jest porażająca, ale chodziło o skazanie mnie, i to się udało - powiedział dziennikarzom.

Sprawa karna przeciwko Leszkowi Sułkowi mogła się odbyć, gdyż z chwilą rozpoczęcia przez prokuraturę procedury uchylenia jego poselskiego immunitetu (aby można było go przesłuchać), zrzekł się go sam. 52-letni Leszek Sułek był dwukrotnie karany za czynną napaść na siedmiu funkcjonariuszy straży miejskiej i funkcjonariusza Urzędu Kontroli Skarbowej.