Stańczyk przypieczętował mistrzostwo!
Przypomnijmy, Norbert Stańczyk już w sierpniu zapewnił sobie "pas" mistrzowski o czym pisaliśmy tutaj. W miniony weekend na poznańskim torze wyścigowym rozegrane zostały ostatnie dwie rundy Wyścigowego Pucharu Polski oraz wyścig długodystansowy „Epilog”. Zgodnie z zapowiedziami zespół Sekret Serwis Racing w barwach Moto Klub Radom wystawił do rund WPP Norberta Stańczyka, a do wyścigu długodystansowego duet Norbert Stańczyk/Sławomir Stańczyk (ojciec i zarazem szef teamu). - Pojechaliśmy na luzie. Ale jak się szybko okazało, chęć osiągnięcia najwyższego stopnia podium u Norberta przeważyła - uśmiecha się senior.
-
W 9. rundzie Norbi zgrabnie wywalczył pierwszy czas w kwalifikacjach, ale w trakcie wyścigu wystąpiło spore zamieszanie na starcie. Chwilę po wygaszeniu czerwonych świateł Honda Norberta spotkała się Clio Tomka Myszkiera no i obaj pozostałą część wyścigu jechali bez bocznych lusterek - opowiada Sławomir Stańczyk. Wykorzystał to rywal Norberta jadący BMW E320 i wyskoczył przed niego już na pierwszym zakręcie. BMW ostro blokowało Norberta przez niemal trzy okrążenia, a nawet przy próbach ataku dość bezpardonowo zamykało Norbiemu zakręty. - W jednej z takich akcji nawet doszło do kontaktu między nimi, z którego to Norbi wyszedł zwycięsko, by dalej już spokojnie dowieźć pierwszą lokatę do mety - relacjonuje ojciec mistrza.
Jednak w ostatniej, niedzielnej rundzie prawdziwy pech trapił samochód Norberta. - W czasie kwalifikacji, po kilku okrążeniach przerwaliśmy jazdę, ponieważ pojawiła się drobna usterka, która wymagała usunięcia. Start do wyścigu tym razem przebiegł bez większych problemów. Chociaż ze wspomnianym BMW znów doszło do niegroźnego kontaktu. Sam wyścig przebiegał już dość spokojnie. Norbi zyskał bardzo dużą przewagę. Jednak na ostatnim okrążeniu pech powrócił ze zdwojoną siłą. Mówiąc krótko: pękł pasek wieloklinowy i samochód stracił chłodzenie oraz ładowanie. Istniało realne ryzyko zatarcia silnika. Norbi jednak dość przytomnie ograniczył obroty oraz tempo jazdy i dzięki wypracowanej wcześniej przewadze dotoczył się dosłownie do mety - cieszy się szef radomskiego teamu.
Na szczęście silnik nie uległ uszkodzeniu i po wymianie paska samochód został przygotowany do wyścigu długodystansowego.
A w tej gonitwie wystartował duet: syn i ojciec. - I tu nie było już lekko - opuszcza głowę starszy kierowca, który podczas wyścigu wymieniał się za kierownicą Hondy z Norbertem. Zamiast kwalifikacji odbyło się losowanie pól startowych. - Nam przypadało dopiero 14 pole na 30 zawodników. Czyli połowa stawki! Najwięksi rywale byli daleko z przodu. Na pierwszy ogień poszedł Norbi. Po bardzo udanym starcie przez 40 minut utrzymywał znakomite tempo - zachwala syna. - Tymczasem... - Ostatnie 20 minut i osiągnięcie mety przypadło w udziale ojcu. No i po raz kolejny okazało się, że mimo problemów z hamulcami i "dojechaniem” przednich opon niemal do zera, udało się wygrać i ten wyścig! - cieszy się nasz rozmówca.
- Wszystko się powiodło. Zarówno Puchar Polski, jak i Epilog zakończone na najwyższym stopniu podium. To takie bardzo sympatyczne podsumowanie całego sezonu. No i cieszę się z trzeciego już z rzędu tytułu - mówi młody radomianin. Wzrusza się na wspomnienie startu razem z ojcem. - Generalnie mnie było zdecydowanie łatwiej niż tacie. Ja jeżdżę non stop, a on praktycznie pojechał tylko dwa krótkie treningi. Dlatego ja pojechałem ponad połowę wyścigu. Ale udało się i na podium znaleźliśmy się na pierwszym miejscu - po raz kolejny zaznacza Norbi.
(raa)
O wcześniejszych sezonach radomskiego kierowcy i przebiegu tegorocznego, pisaliśmy tutaj.




