Strajk generalny w szpitalu.

5 sierpnia 2009

Kilkaset pielęgniarek przystąpiło do straju generalnego w radomskim szpitalu przy ulicy Tochtermana. Choć sióstr jest o połowę mniej na oddziałach, pacjenci nie uskarżają się na brak opieki i.. strajk popierają.



Narazie sytuacja jest opanowana. Na większości oddziałów zachowana jest 50-procentowa obsługa pielęgniarek. Wyjątek stanowią oddziały: dializ - tu dziś wszystkie siostry stawiły się w komplecie w pracy, noworodkowy i ginekologiczno-położniczy, które z powodu dezynfekcji  nie mają pacjentów.

Izba przyjęć pracuje w systemie tzw. tępego dyżuru, czyli przyjmuje tylko chorych z zagrożeniem życia, pozostali są odsyłani do lekarzy, na wyznaczenie innych przyjęć.

Anna Trzaszczka przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w RSS, jeszcze raz podkreśliła, że strajk to ostateczność, na którą zdecydowały się pielęgniarki po wyczerpaniu wszystkich możliwości negocjacyjnych. - Nie jest to nasza walka przeciwko  wszystkim, ale tak naprawdę walka o pacjenta - stwierdziła. Pielęgniarki  zapewniają, że z akcji nie zrezygnują i domagają  się  podwyżek  płac. Z kolei  Andrzej Pawluczyk dyrektor  lecznicy nieugięcie  powtarza, że pieniędzy na wzrost płac nie ma z powodu ogromnych trudności finansowych szpitala.

Tymczasem akcję strajkową popierają pacjenci. - Powinny zarabiać więcej ale i bardziej dbać o pacjenta - mówi Zofia Malec, od kilku dni leżąca na urologii. - Pielęgniarki  wykonują jeden z najtrudniejszych zawodów, dlatego bardzo ważna jest finansowa motywacja do pracy -wtóruje Marcin Stajniak leżący na ortopedii. 

Strajkujące siostry mają nadzieję na pokojowe rozwiązanie sprawy - Mimo, że nasze oczekiwania zostały mocno okrojone, to nadal czekamy na jakiś gest ze stony dyrekcji -poinformowała dziś rano Trzaszczka. Być może rozwiązanie patowej  sytuacji  poznamy  wkrótce. O 11 godz. rozpocznie się konferencja prasowa z udziałem dyrektora lecznicy.

(aga)