Strażnicy miejscy to nie ciecie
Plakaty, a także "zwykłe" ogłoszenia w rodzaju "sprzedam mieszkanie" z dokładnym adresem i telefonem właściciela znalazł nasz fotoreporter w centrum Radomia. Także - w reprezentacyjnym Parku Kościuszki.
Wydawałoby się, że sprawa jest prosta - Straż Miejska powinna jak po nitce do kłębka dojść do ludzi, którzy je bezprawnie wieszali, albo zamawiali ich wieszanie. Nic bardziej mylnego. Komendant radomskiej SM Kazimierz Czachor twierdzi, że nie odkryliśmy Ameryki, bo to problem znany od dawna.
- Możemy kogoś ukarać tylko wtedy, gdy złapiemy go na gorącym uczynku - twierdzi szef straży i tłumaczy, że wszystko przez luki w prawie. - Jeśli strażnicy zauważą takie przypadki, mogą zgłosić je do wydziału infrastruktury Urzędu Miejskiego, który zajmuje się usuwaniem nielegalnie powieszonych plakatów. I robią to - zapewnia.
Czachor przekonuje, że adres czy nazwa firmy widniejącej na ulotkach nie ułatwia dotarcia do zleceniodawcy. - Zawsze może powiedzieć, że nic o tym nie wie. Nawet, gdy uda się złapać kogoś kto wiesza, najczęściej okazuje się, że to jakiś bezrobotny - tłumaczy komendant. Dodaje, że strażnicy sami nie zdejmują takich plakatów. - To nie są jacyś ciecie, ale poważni ludzie. Mają inne zadania - zapewnia.
Komendant obiecał nam, że podczas najbliższego spotkania, które odbywa się raz w tygodniu w wydziale infrastruktury UM po raz kolejny zgłosi problem.
(bdb)
No to rzeczywiście mamy problem nie do rozwiązania. Dopóki Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie zajmie się (a może to zdanie dla komisji przyjaznego państwa posła Janusza Palikota i posła Marka Wikińskiego?) zmianami w prawie, będziemy oglądali radosną twórczość plakatową jeszcze długo. Jak zawsze bowiem bałaganiarstwo, brak reakcji na bezhołowie najłatwiej wytłumaczyć słowami: "Nic się niestety nie da zrobić".Tym bardziej, że strażnicy to bardzo poważni ludzie.
Bożena Dobrzyńska




