Szprendałowicz będzie sądzony
Przypomnijmy: Prokuratura Okręgowa w Chełmie oskarżyła Piotra Szprendałowicza o posłużenie się dokumentami zawierającymi nieprawdę. Miał je złożyć, gdy ubiegał się o pozwolenie na broń myśliwską i chciał wstąpić do Polskiego Związku Łowieckiego.
Obrońcy Szprendałowicza wnieśli o umorzenie sprawy. Dziś w Sądzie Rejonowym argumentowali: – Wskazaliśmy licznych świadków potwierdzających zdany egzamin, zarówno część ustną, pisemną jak i strzelanie na Piastowie. Student lub uczeń nie zawsze zdaje egzamin razem ze swoją grupą – przekonywał mecenas Borysław Szlanta. Wyliczał dowody: zdjęcia z egzaminu strzeleckiego, zeznania świadków, którzy widzieli Szprendałowicza na strzelnicy. - Polski Związek Łowiecki egzamin uznał za zdany, natomiast prokuratura podważa wynik uznany przez organizację. Zarzuca się, że komisja egzaminacyjna była w niepełnym składzie, ale czy to obarcza ucznia lub studenta? To zarzut do komisji PZŁ. Związek już wyciągnął wnioski, ale egzaminu mojego klienta nie podważył. To nie mój klient był organizatorem egzaminu. Mój klient dostosował się do daty i przybył na strzelnicę na Piastowie, by zdać ostatnią część z wynikiem bardzo dobrym - przekonywał mec. Szlanta.
Szprendałowicz ubiegał się także o pozwolenia na posiadanie broni palnej myśliwskiej. Zwrócił się do policji nie przynosząc jednak dokumentu o zdanym egzaminie. Prokuratura zarzuca radnemu, że wiedział, iż nie zdał egzaminu i posłużył się nieprawdą. Dokument potwierdzający zdany egzamin dostarczyła za to osoba z Polskiego Związku Łowieckiego w późniejszym terminie. - Prokuratura nie ma wątpliwości, że zdałem najtrudniejsze część egzaminu. Ma zastrzeżenia do części strzeleckiej. Wysoki sądzie, wówczas pełniłem wysoką funkcję publiczną. W wielu sytuacjach musiałem zachować się jak przysłowiowy student i dostosować do wyznaczanych terminów. Egzamin ustny też zdawałem indywidualnie. Tak też było i na strzelnicy. Może wtedy było posiedzenie sejmiku, może inne wydarzenie i dostosowałem się do indywidualnego zaproszenia z PZŁ. Przyjechałem, zdałem bardzo dobrze ostatnią część. Wg mnie był to egzamin. Ja nie mogłem wiedzieć czy na egzaminie byli wszyscy członkowie komisji - mówił w sądzie Piotr Szprendałowicz. Zapewniał, że kwestia jego członkostwa w Polskim Związku Łowieckim była dla niego "tematem dziesiątej kategorii”. - Po prostu przy jakiejś okazji zrodził się taki pomysł. Wielu samorządowców jest myśliwymi. Pewnie to mnie przekonało, by kiedyś spotykać się na trochę innej stopie – tłumaczył radny.
Sąd ie przychylił się do wniosku obrony. Stwierdził, że na tym etapie sprawa nie może prowadzić do umorzenia postępowania. - Sąd władny jest umorzyć postępowanie wyłącznie wtedy, gdy brak faktycznych podstaw oskarżenia jest oczywisty a nie może być efektem oceny dowodów. Należy podkreślić, że zgromadzony materiał dowodowy nie jest pełny i powinien zostać uzupełniony w zakresie podstawowej kwestii decydującej o odpowiedzialności oskarżonego za zarzucane mu czyny – argumentowała sędzia Karolina Romaniuk.
- Czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy. Pokazaliśmy bezzasadność zarzutów pod adresem moim. Ten temat uprzykrza życie mnie i mojej rodzinie. Oceniam całą sytuację jako niezrozumiałą. Jestem członkiem PZŁ i mam dokumenty, płacę składki. To związek organizuje egzaminy. Na jakiej podstawie ktokolwiek inny może podważać werdykty organu, który stwierdził, że mój egzamin był poprawny, który ma uprawnienia ku temu? Gdzie jest prawda, skoro PZŁ stanowi przepisy, organizuje egzaminy? A inne organy uważają, że tak nie jest. Jaka jest moja rola w tym wszystkim? - pytał tuż po zakończeniu posiedzenia Piotr Szprendałowicz.
(raa)




