Taki to był rok…
Mijający rok dla samorządu i lokalnej polityki to przede wszystkim rewolucje oświatowe, jakie ekipa kontynuacji Andrzeja Kosztowniaka zafundowała radomianom. A - przypomnijmy - zaczęło się niemal tuż po powitaniu 2011 roku, kiedy okazało się że pisowska ekipa chce zlikwidować Zespół Szkół Agrotechnicznych i Gospodarki Żywnościowej, integracyjne X LO im. Konarskiego, a IX LO im. Słowackiego połączyć z gimnazjum nr 1. Burza: protesty, pikiety, spotkania, rozmowy, próby zmiękczania władzy, trwała przez całe dwa miesiące, a w przypadku "agrotechnika" nawet dłużej. Reorganizacja wywołała też oburzenie opozycji, bo o zmianach radni dowiedzieli się nie od prezydenta a z prasy. Udało się osiągnąć kompromis, m.in. dlatego, że przewodnicząca komisji edukacji Rady Miejskiej Małgorzata Półbratek była przeciwna likwidacji "Konarskiego", a jej poparcie podczas głosowania uchwał wprowadzających zmiany było niezbędne; także dzięki postawie koalicyjnego PSL, któremu udało się wybronić szkołę rolniczą. Co ciekawe, w tym całym zamieszaniu nie ucierpiał sam sojusz PiS-u z ludowcami. Szabla radnego Włodzimierza Bojarskiego nie raz ratowała prezydentowi skórę.
Klamra: znów protesty w oświacie
Dla rządzących w Radomiu rok 2011 kończy się również protestami. Także dotyczą edukacji, ale ich skala jest o wiele większa, bo i reformy wiceprezydenta Ryszarda Fałka zostały skrojone na potężniejszy rozmiar. Tym razem jednak magistrat, pamiętny tego co się działo na początku roku, poszedł po rozum do głowy. Prezydent powołał specjalną komisję, która miała zaopiniować proponowane przekształcenia, jednak jej skład tak sformułował, że na 12 członków, 7 (stanowiący większość podczas głosowania) to są jego ludzie. To był całkiem sprytny majstersztyk: w komisji znaleźli się przedstawiciele wszystkich klubów w radzie i radni już nie skarżyli się dziennikarzom, że nie mają nic do powiedzenia.(Podejrzewam, że poza tymi, którzy zasiedli w komisji niewielu już interesowało się problemem.). Ba, wiceprezydent Fałek zgodził się, choć przecież nie musiał, by komisja wysłuchała również samych protestujących: rodziców, nauczycieli, uczniów. Jednym słowem, to teraz władza rozmiękcza oponentów. Ale jednocześnie jest trudniej, bo na pikietach i manifestacjach, w petycjach nie bez przyczyny pojawiają się zdania, że to ostatnia kadencja PiS- w radomskim samorządzie, że wielu radomian po prostu się rozczarowało.
Coraz więcej niezadowolonych
To rozczarowanie dotyczy także innych aspektów funkcjonowania miasta. Radomianie uświadamiają sobie jak pusta jest kasa gminy, i że większość pieniędzy (w tym także z coraz większych kredytów) na inwestycje zostało wydanych w 2010 r., czyli roku wyborczym. Przyszłoroczny budżet też jest chudy i nie będzie już przecinania wstęg na remontowanych ulicach, kontrolnego pływania na nowym basenie, radości z odremontowanych kamienic na Mieście Kazimierzowskim. Ba, prezydent odłożył (nie wiadomo do kiedy) odrestaurowanie Bramy Krakowskiej, nie wiadomo czy wyremontuje fontanny na deptaku, plac Jagielloński być może tylko uda się zaprojektować. Z cywilnego portu na Sadkowie owszem, odlecieliśmy, ale w jakieś chyba wyimaginowane byty, których tworzenie prezydent powierzył nowym ludziom w spółce lotniczej, a ci z lotnictwem mają tyle wspólnego, że korzystają z powietrznych linii być może częściej niż przeciętny mieszkaniec Radomia.
Inaczej ponad podziałami
Najgorsze jednak, że nadal w mieście jest ogromne bezrobocie, że w drugiej połowie roku jeszcze wzrosło, a szans na nowe miejsca pracy wcale nie widać. Magistrat cieszy się (żeby nie było - wszyscy się cieszą), że pozyskał iwestora, który za dwa lata zatrudni około stu osób, a później być może i więcej. To wszystko jednak, łącznie z nową siedzibą dla Fabryki Broni (i szansami na zwiększenie zatrudnienia w związku z nowymi kontraktami) za mało. Tym bardziej, że co rusz miejsca pracy z Radomia "uciekają" - a to w Urzędzie Kontroli Skarbowej, a to na Poczcie Polskiej. Czy prezydent w tej sprawie coś może zrobić? Owszem... napisać list do jednostki nadrzędnej, by swoje zamiary zmieniła. I pisze.
Pisze też bloga, na którym informuje internautów, jak to poprawiają się jego relacje a to z marszałkiem Struzikiem, a to z marszałek Kopacz. Wiadomo - pierwszy dzieli unijne pieniądze, druga jest jedną z najważniejszych osób w państwie. Więc dobrze że Kosztowniak wreszcie uznał (a może kogoś w swojej partii do takiej polityki przekonał?) i zamiast trwać przy organizowaniu bezsensownych spotkań "ponad podziałami" (aczkolwiek ponoć chce je kontynuować) po prostu te podziały likwiduje. Ale - jak wynika z treści wpisów prezydenta - wcale nie żyje on tym czym rodzice przedszkolaków, uczniów i nauczycieli gimnazjum nr 9, MDK-u czy PSP nr 8. Po prostu autor bloga nie porusza tu kontrowersyjnych tematów poza notką z 24.11.11 o MDK, a wiec jeszcze zanim rozpetała się burza), bo - jak można domniemywać i z nadtytułu publikacji, i wcześniejszych zapowiedzi - w internecie występuje w roli Andrzeja Kosztowniaka właśnie, a nie prezydenta.
Blogowanie a nie dyskutowanie
Moda na blogowanie, a właściwie na porozumiewanie się poprzez internet, ogarnęła zresztą i innych lokalnych polityków. Poza Bohdanem Karasiem (SLD), który ma tu staż najdłuższy, w różnych formach (blip , Facebook) i z różną częstotliwością pisują (poza parlamentarzystami) m.in. przewodniczący Rady Miejskiej Dariusz Wójcik i radny Sławomir Adamiec (obaj PiS). Trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie do internetu przeniosła się teraz dyskusja o ważnych sprawach miasta, co jeszcze do niedawna (a dokładniej do jesiennych wyborów parlamentarnych) działo się przede wszystkim podczas sesji Rady Miejskiej. Od dwóch miesięcy posiedzenia te są ospałe, brakuje ciekawej - merytorycznie i retorycznie - wymiany zdań. Brakuje zresztą w radzie niektórych barwnych osobowości - Mariusza Fogla, Jakuba Kluzińskiego, a nawet Krzysztofa Gajewskiego. Prawie nie zabiera głosu, bardzo wcześniej aktywny Karaś, oddając prym swojemu koledze Zenonowi Krawczykowi. Nie udziela się na tym forum także były prezydent Adam Włodarczyk. Trudno o inny wniosek niż ten: opozycja i tak wie, że przeciwko czemu by się nie sprzeciwiła i tak zostanie przegłosowana. To powszechnie wiadomo, nawet, gdyby uwierzyć w plecione przez radnych androny, że wszystko to dla dobra mieszkańców.
Nie tylko jednak z tego powodu opozycja nie wypowiada się na temat polityki kadrowej prezydenta Kosztowniaka. Może dlatego, że gdyby była u władzy robiłaby to samo? Zatrudniłaby na całkiem nowych posadach i powołała na wakujące akurat funkcje posłów, którzy stracili mandaty parlamentarne (patrz: Sońta, Wikiński), dałaby robotę swojemu radnemu w miejskiej spółce (patrz: Kowalski), utworzyłaby nowe stanowisko w urzędzie dla zaufanego człowieka (patrz: Marek Sołśnia jako wicedyrektor wydziału kultury) i placówce kultury (Magdalena Tusińska w Amfiteatrze).
Nawet z Temidą wygrali
Zresztą - władza jakoś miała w tym roku szczęście nawet w bojach z Temidą. Proces oskarżonego o nieprawdłowości w spółce prezesa Administratora nawet się nie rozpoczął, bo jego obrońcy tak przeciągali sprawę, że w międzyczasie zmieniły się na korzyść oskarżonego przepisy; nie powiodły się nadzieje niektórych na proces samego prezydenta - prokuratura uznała, że w sprawie tegoż Administratora nie popełnił przestępstwa, podobnie jak sąd pracy to, że zgodnie z prawem pozbył się byłego komendanta Straży Miejskiej Kazimierza Czachora. I tylko opoyzcyjny radny (dziś niezależny), były kandydat na prezydenta Platformy Piotr Szprendałowicz czeka na finał swojej sprawy sądzie.
Spod miecza wymiaru sprawiedliwości wymknął się też wiceprezydent Ryszard Fałek, który do sądu trafił z oskarżenia prywatnego w związku z tzw. Żywą Biblioteką i wypowiedziami na temat homoseksualistów. Sąd uznał, że Fałek przeprosił środowiska gejowskie i go uniewinnił, inaczej niż radnego Adamca, który został uznany za winnego, choć sąd odstąpił od wymierzania mu kary.
Rok 2012 znowu rozpocznie się od tego samego co 2011 - jak rozwiązać problemy oświaty? A potem, niestety, może być już tylko gorzej. Politycy PiS-u często zadają, m.in. protestującym rodzicom i nauczycielom retoryczne pytanie: czy nie widzą że jest kryzys? Przewodniczący rady Dariusz Wójcik zwykł do niedawna mawiać, że ekpia Andrzeja Kosztowniaka "podnosi Radom na wyższy poziom cywilizacji". Ale coś ostatnio nawet od niego takiego określenia nie dało się usłyszeć.
Bożena Dobrzyńska




