Wojewoda: Źle pan prowadzi sesje. Przewodniczący: Niech pan mnie nie poucza
Poszło głównie o nadzwyczajną sesję z 30 stycznia br., na której jeszcze długo po północy dyskutowano o zmianach, jakie władze miasta chciały wprowadzić w oświacie. Radny Piotr Szprendałowicz (niezależny) zarzucił przewodniczącemu, że zamknął obrady nie realizując ustalonego porządku, a przede wszystkim nie dopuszczając do głosowania nad wnioskiem o odwołanie wiceprezydenta Ryszarda Fałka. Swoje zarzuty podniósł w liście do wojewody. Ten napisał do Wójcika, że w czasie posiedzeń 30 stycznia i 8 lutego "doszło do nieprawidłowości naruszających regulamin obrad Rady Miejskiej". Zdaniem wojewody, Wójcik nie wyczerpał porządku obrad, ponieważ nie poddał: "pod glosowanie i nie procedowal (...) odczytanego przez radnego stanowiska". Jacek Kozłowski, że zaznacza, że podobna sytuacja była na sesji 8 lutego, kiedy "nie wiadomo było, czy jest quorum w trakcie posiedzenia i głosowania uchwał i czy głos radnego J. Kowalskiego został policzony prawidłowo. Doprowadziło to do sytuacji, gdzie potrzebne było dodatkowe glosowanie, które spowodowało szereg wątpliwości natury formalno-prawnej". Wojewoda prosi przewodniczącego o "bezwzględne przestrzeganie przepisów ustawy o samorządzie gminnym jak i przepisów wewnętrznych Rady Miejskiej w Radomiu (...).
Wójcik: Niech pan mnie nie poucza
"Przede wszystkim zauważyć pragnę, iż nie miał pan uprawnień do wytykania mi jakichkolwiek nieprawidłowości (...) w związku ze sposobem prowadzenia przeze mnie sesji rady miejskiej. Ustawa o wojewodzie i administracji rządowej w województwie a także ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie określa kompetencje wojewody w ramach uprawnień nadzorczych i w żadnej z nich nie ma mowy o formie ingerowania w sposób i porządek prowadzenia przez przewodniczącego rady miejskiej jej obrad" - odpowiada przewodniczący wojewodzie. I poucza go: "Organy nadzoru mogą wkraczać w działalność gminną tylko w przypadkach określonych ustawami. (art. 87 u.s.g.) Ustawa zaś wyraźnie określa uprawnienia nadzorcze wojewody w stosunku do organów gminy" - pisze. Wójcik uważa, że: "w żadnym z powyższych przypadków ustawa nie daje wojewodzie uprawnień do ingerowania w sposób prowadzenia obrad sesji rady miejskiej". A na koniec konkluduje: "Jeżeli pan wojewoda uznał, że doszło do naruszenia prawa (braku quorum czy też nieprawidłowości w policzeniu głosów), mógł stwierdzić nieważność którejkolwiek z uchwał podjętych na sesjach w dniu czy to 30.01.2012 r. czy też w dniu 8.02.2012 r. Rozstrzygnięcia nadzorczego jednak nie wydał. Mało tego, nie stwierdził nawet w ramach „sygnalizacji”, że daną uchwałę wydano z naruszeniem prawa. Świadczy to o tym, iż do żadnego naruszenia prawa nie doszło, a nadzór może być przecież sprawowany tylko na podstawie kryterium zgodności z prawem".
(bdb)




