Wycięto drzewa: jednym przeszkadzały, innym pomagały

Chodzi o cztery drzewa, które wycięto kila dni temu na polecenie spółdzielni Nasz Dom. - Chroniły nas przed hałasem i spalinami samochodowymi - jest to przecież bardzo ruchliwy punkt miasta, tuż przy wiadukcie. Wszyscy mieszkańcy są tym faktem oburzeni, tym bardziej, że z informacji jednego z pracowników spółdzielni wynika, że zrobiono to na uporczywe wieloletnie żądanie jednej z lokatorek (...) Boimy się, że proceder może się powtórzyć, bo w pobliżu rośnie jeszcze kilka drzew. W mieszkaniach w pobliżu wiaduktu zrobiło się głośniej, a na ekrany dźwiękochłonne chyba nie mamy co liczyć. Pieniądze na niszczenie (bo tak należy to nazwać) przyrody zawsze się znajdują, a na chronienie mieszkańców przed skutkami jej zniszczenia to na pewno nie będzie. Zawsze przecież można zasłonić się "kryzysem". Podstawowym pytaniem jest jednak - kto z odpowiednich władz wydał zezwolenie na wycięcie tych pięknych zdrowych drzew? Czy na pewno jest to ktoś kto wie, że pracuje w ochronie środowiska??? - napisali do redakcji lokatorzy Sm Nasz Dom.
Prezes spółdzielni Eugeniusz Jacek Woźniak potwierdza, wycięto klony jesionolistne. - Oczywiście za zgodą wydziału środowiska Urzędu Miejskiego - zapewnia. - Istotnie, stało się tak po wieloletnich, bodaj dziesięcioletnich, prośbach jednej ze starszych mieszkanek bloku. Drzewa te jednym mieszkańcom dawały korzystny cień, ale mieszkanie tej pani nigdy się nie nasłoneczniało i było w nim bardzo zimno. Dlatego wystąpiliśmy do wydziału ochrony środowiska o pozwolenie - przekonuje Woźniak.
Prezes Naszego Domu podkreśla jednak, że zgodnie z przepisami, spółdzielnia zasadzi teraz nowe rośliny. - Ale już w odległości nie mniejszej niż 10 metrów od budynków - dodaje. Przypomina również, że miasto ma w swoich planach zamontowanie na wiadukcie w ul. Żeromskiego ekranów dźwiękochłonnych.
(bdb)




