Wykładowcy z UTH będą rozmawiać z ministrem
Alarmujący list do minister Barbary Kudryckiej był anonimowy. Mimo to - jak wyjaśnia rzecznik MNiSW - został potraktowany bardzo poważnie. - Daliśmy sygnał autorom, że jesteśmy gotowi do spotkania - tłumaczy Bartosz Loba. Zaznacza, że resort odpowiedział także drogą mailową (taką właśnie przyszło pismo) nadawcy i poprosił o kontakt już konkretne osoby, które byłyby gotowe rozmawiać o sytuacji w UTH w Warszawie. Dziś, odbędzie się zatem spotkanie sygnatariuszy tego pisma z wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Markiem Ratajczakiem.
Co było w liście do minister Barbary Kudryckiej?
Autorzy skarżyli się, że otrzymują pensje w ratach (a nie dotyczy to rzekomo kierownictwa szkoły), że uczelnia zalega z wypłatą wynagrodzeń za godziny ponadwymiarowe za dwa lata, że "działania oszczędnościowe odbywają się kosztem pracowników naukowo-dydaktycznych, że UTH zatrudnia osoby na emeryturze, że wybory władz uczelni: "są farsą, nie zaś prawdziwą demokratyczną samorządnością (...) we władzach uczelni od lat ciągle występują te same osoby tylko w różnej konfiguracji – raz rektora, raz prorektorów, nikt nowy nie jest dopuszczany a nazwiska rektorów i prorektorów są znane na długo przed wyborami " (to samo dotyczy wydziałów), że klucz do zwolnień pracowników jest nieczytelny i niesprawiedliwy, że rektor wymaga od niesamodzielnych pracowników nauki, by przebywali w murach uczelni 20 godz. tygodniowo, wreszcie że na uniwersytecie panuje nepotyzm: "zatrudnianie członków rodzin jest na porządku dziennym zarówno w administracji, jak i na etatach naukowo-dydaktycznych w katedrach".
Niepokojące sygnały
Rektor m.in. w licznych wypowiedziach do mediów, w tym dla naszego portalu odpiera większość zarzutów, przyznając jedynie, że dostrzega przejawy nepotyzmu, z którymi - jak zapowiada - zamierza walczyć.
Rzecznik MNiSW podkreśla, że dla kierownictwa resortu najważniejsza jest teraz realizacja programu naprawczego, który do resortu już trafił. - Ale docierają do nas także inne, niepokojące sygnały i z tego powodu uznano, że należy pismo potraktować poważnie i ustalić autorstwo listu, aby móc bezpośrednio wysłuchać stanowiska tej grupy. To spotkanie ma nam przynieść dodatkowe informacje - mówi Bartosz Loba.
(kat)




