Złapali bombowego żartownisia
28 lutego 2008
Był przekonany, że spłatał żart i ujdzie mu to na sucho. Tymczasem nie minął miesiąc jak zatrzymała go policja, uznając, że to on zadzwonił do szkoły z informacją o podłożonej bobmbie. Teraz 16-latkiem zajmie się sąd dla nieletnich.
Zdarzenie miało miejsce 31 stycznia po ósmej rano. Jak relacjonuje rzecznik KMP w Radomiu Rafał Jeżak, do gimnazjum przy ul. Kruczej zadzwonił młody człowiek i poinformował, że w szkole jest bomba. Zarządzono ewakuację, szkolne mury musiało opuścić ok. 500 osób. Na miejsce natychmiast pojechała policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe, pogotowie gazowe, straż miejska. Policyjni pirotechnicy z psem przeszkolonym do wykrywania materiałów wybuchowych przeszukali każdy szkolny zakamarek. - Na szczęście był to tylko głupi żart. Uczniowie po kilku godzinach wrócili do budynku. Akcja służb ratowniczych kosztowała kilkanaście tysięcy złotych – podkreśla Jeżak.
Funkcjonariusze z sekcji kryminalnej radomskiej policji zaczęli ustalać, kto mógł być sprawcą tego głupiego żartu. Okazało się, że rozmowę przeprowadzono z telefonu komórkowego jednej z uczennic. Idąc tym tropem kryminalni ustalili, kto dzwonił do szkoły. - Żartownisiem okazał się 16-letni uczeń szkoły. Pożyczył on telefon od koleżanki, twierdząc, że w jego aparacie wyładowała się bateria. Specjalnie do tego celu młodzieniec zakupił też nową kartę SIM, a po rozmowie ją wyrzucił – opowiada Jeżak.
Wczoraj o godz. 7.30 zatrzymano chłopca. Razem z ojcem został przewieziony do komendy na przesłuchanie. - Jak wyjaśnił, chciał się popisać przed kolegami. Nastolatka po przesłuchaniu zwolniono do domu – dodaje Jeżak.
O dalszym losie nastolatka zadecyduje sąd dla nieletnich. Z konsekwencjami finansowymi muszą się także liczyć rodzice 16-latka, którzy najprawdopodobniej będą musieli pokryć koszty akcji służb ratowniczych.




