Źle kupiłeś? Do rzecznika!
Instytucja rzecznika działa w starostwie już dziesiąty rok. W 2000r. zgłosiło się do niego 200 osób, w kolejnych - po 400, 600, a w ubiegłym już 1300. - Najczęściej mają problemy z nieuwzględnianiem przez sklepy i producentów reklamacji zakupionych towarów i umowami, które są zawierane poza siedzibami firm - wyjaśnia rzeczniczka praw konsumenta w radomskim starostwie Jadwiga Rojek.
Jak wyjaśnia J. Rojek, bardzo często zdarza się, że te umowy podpisujemy podczas wizyty akwizytora w domu, na wycieczce, czy podczas pokazów i prezentacji, a także na odległość, czyli przez internet. - Konsument kupił w sieci telewizor, który kosztował prawie 4 tys. zł, ale przez trzy miesiące nie przysłano mu towaru. Okazało się, że internetowy sklep został zlikwidowany, a sprzedawca był nieuchwytny. Sprawą zainteresowaliśmy organa ścigania, trafi ona do sądu. Oszukanych w ten sposób ludzi jest bardzo wielu - opowiada rzeczniczka. Jadwiga Rojek potwierdza, że nadal zbytnio ufamy domokrążcom, kupujemy rzeczy, których wcale nie potrzebujemy, niejednokrotnie też wstydzimy się odmówić, gdy akwizytorzy nas nagabują. - Dopiero następnego dnia po podpisaniu umowy przychodzi refleksja, że wiąże się to z dodatkowymi kosztami, bo kupiliśmy np. coś na raty - wyjaśnia Jadwiga Rojek.
Kolejny przykład: kobieta kupiła za 5 tys. zł odkurzacz, a sprzedawcy oddała stary, jeszcze w dobrym stanie. Ale po dwóch dniach, gdy chciała zrezygnować z transakcji, do czego ma prawo, przedstawiciel firmy poinformował ją, że jest stary odkurzacz został... sprzedany. - Ale czasem zdarza się, że sprzedawcy ponoszą straty, choć klient nie ma racji. - Sprzedawca ma 14 dni na odpowiedź w sprawie reklamacji. Jeśli go nie dotrzyma i tak musi uwzględnić roszczenia klienta, choćby były one bezzasadne - informuje rzeczniczka. Podkreśla, że konsumenci są chronieni wieloma przepisami. - W 90 procentach udaje nam się im pomóc - zapewnia.
(bdb)




