• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Air Show. Pod znakiem podniebnych akrobatów

20 sierpnia 2015

Dziesięć godzin latania zarówno w sobotę, jak i w niedzielę zapewnią nam uczestnicy Air Show. Ekipy uczestniczące w pokazach już do Radomia przylatują i trenują. Słychać je w całym mieście.

  190815show   Od wczoraj na radomskim niebie można podziwiać klucze samolotów Mig-29, Su-22, F-16, TS-11 Iskra, PZL Orlik, samolotów CASA i Hercules oraz kilku typów śmigłowców. - Pokazy w tym roku stoją pod znakiem występów zespołów akrobacyjnych, bo będzie ich 10. Ten dziesiąty to zespół Żelazny reprezentujący Aeroklub Polski. Zaprezentują się dwa polskie zespoły: Biało-Czerwone Iskry i Orlik oraz siódemka grup zagranicznych. I tu szczególna uwaga specjalnie ze względu na widowiskowość Włochów będzie zwrócona na Frecce Tricolori. Występują w 10 samolotów odrzutowych, rozpuszczają różnokolorowe, gęste dymy - mówi rzecznik Air Show ppłk. Artur Goławski. Zaznacza, ze występ sam w sobie w 10 maszyn jest trudny. - Więc i ten poziom emocji, i widowiskowości jest na pewno gwarantowany, a swoje dołoży komentator - zapewnia. Ppłk. Goławski poleca także pilotaż w wykonaniu hiszpańskich śmigłowców z grupy Patrulla Aspa. - Pięć śmigłowców, które kręcą akrobacje! To też wielka sztuka - podkreśla rzecznik. Jego zdaniem należy się cieszyć z występu każdego zespołu, bo są bardzo popularne i są rozchwytywane przez organizatorów lotniczych pokazów. - Niektóre więc zobaczymy za pięć, a nawet 10 lat. A może już w ogóle, bo i takie przypadki miały miejsce - twierdzi ppłk. Goławski. Nie oznacza to, że inne występy - solistów - nie będą widowiskowe. Zapewnią to m.in. Włoch na Typhoonie, Francuz na rafale, Grek i Belg na F-16. - Program jest wypełniony po brzegi. Więcej już się nie da zmieścić, bo musimy skończyć pół godziny po zmroku, dokładnie pół godziny po zachodzie słońca. Musimy wylądować i zameldować koniec pokazów. Przy dobrej pogodzie i przy dobrych humorach 10 godzin latania mamy zagwarantowane - zapewnia rzecznik Air Show. (bdb) Fot. Marian Strudziński
Tags