• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Radomianie chca współpracy wszystkich polityków – zapewnia Radosław Witkowski

5 grudnia 2014

– Wyborcy chcą współpracy wszystkich polityków. Radomianie w swoich wyborach nie kierowali się myśleniem o koalicjach, tylko kierowali się swoim instynktem i preferencjami dotyczącymi pracy. I powiedzieli jednoznacznie: chcemy waszej pracy i chcemy waszej współpracy – mówi w rozmowie z naszym portalem prezydent  – elekt Radosław Witkowski.

 

Mój Radom. – Wchodzi pan do gabinetu prezydenta Radomia  i…
Radosław Witkowski. – … pierwsze spotkanie ze skarbnikiem miasta.
Bo na początku będę chciał, by to on zreferował mi sytuację finansową.
Prawdopodobnie drugie to wizyta w Porcie Lotniczym Radom i spotkanie z
panem prezesem Tomaszem Siwakiem. To dwie rzeczy, które są dla mnie
najważniejsze. W trzeciej kolejności będę spotykał się z dyrektorami
poszczególnych wydziałów.

 

 – Do Portu Lotniczego jeszcze wrócimy, bo to osobny temat. Najpierw
więc wybiegnijmy aż o cztery lata naprzód. Jest koniec pana kadencji i
trzeba się rozliczyć z obietnic składanych teraz. Przede wszystkim, jak
pan zamierza zmniejszyć bezrobocie o połowę i stworzyć w Radomiu 8 tys.
nowych miejsc pracy?
Dziś to jest oczywiste, że bezrobocie w Radomiu jest zbyt wysokie.
Nie ma zgody na to. Ja w kampanii wyborczej mówiłem o dwóch narzędziach,
które chcę zastosować: nowe otwarcie dla strefy ekonomicznej na
Wośnikach i zaangażowanie w ten proces Agencji Rozwoju Przemysłu, która
jest profesjonalną agendą rządową odpowiedzialną za ściąganie
inwestorów. I tak jak już też mówiłem, jestem w kontakcie z wiceprezesem
odpowiedzialnym za specjalne strefy ekonomiczne. Wośniki to ostatni
taki rezerwuar terenów gospodarczych dla Radomia. I druga sprawa, to
Radomska Strefa Gospodarcza, czyli narzędzie skierowane dla mniejszych
inwestorów, którzy nie mogą być beneficjentami specjalnej strefy
ekonomicznej. Tu będziemy zachęcać małe i średnie przedsiębiorstwa do
inwestowania i tworzenia mniejszej de facto ilości miejsc, ale równie
bardzo cennych na naszym rynku. Ten projekt będziemy mogli ocenić po
około 12 miesiącach. To czas, by te narzędzia zaczęły funkcjonować,
wtedy będziemy sprawdzać, czy trzeba coś korygować lub uznamy, że
idziemy w dobrym kierunku.

 

– Ale w Radomiu jest tak ogromny deficyt miejsc pracy, że problemu
nie rozwiążą małe firmy zapewniające po kilkanaście, kilkadziesiąt
miejsc. Radom cały czas czeka na dużego inwestora!
Oczywiście, będziemy się o to starać, niemniej ja naprawdę bardzo
wiele obiecuję sobie po współpracy z ARP. I w czasie rozmów z Agencją
będziemy poruszać temat potencjalnych inwestorów, którzy mogą znaleźć
się w strefie ekonomicznej. Duży inwestor jest potrzebny, ale jeśli
pojawiłoby się wielu, wielu, wielu mniejszych, to też będziemy
zadowoleni.

 

– Ma pan dużo przyjaciół, rodzinę, wielu znajomych?
Rodzinę cały czas taka samą, przyjaciół prawdziwych kilku, a jeśli
chodzi o znajomych, to nie ukrywam, że w ostatnim tygodniu to grono
znacznie się powiększyło.

 

 – … a prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, np. wtedy, gdy się nie ma pracy. Tymczasem znajomy został prezydentem!
Moi prawdziwi przyjaciele pracują, w większości mają własne biznesy. A jeśli będą chcieli startować w otwartych naborach…

 

– to dostaną jakieś preferencje?
To będą musieli składać w odpowiednich miejscach swoje aplikacje. Ja nie
zamykam nikomu drogi, by ubiegał się o funkcje w mieście.

 

– Ale w poprzedniej kadencji też były otwarte konkursy!
W mojej filozofii działania nie zakładam, że ktoś będzie dostawał punkty
za pochodzenia, albo za to, że akurat spotyka się prywatnie z
prezydentem Radosławem Witkowskim. I mam tez nadzieję, że nie stracę
przez to przyjaciół, prawdziwych przyjaciół, że będziemy oddzielać sferę
prywatna od sfery zawodowej.

 

– No tak, ale może trzeba będzie się komuś odwdzięczyć za coś.
Pani redaktor, nie sądzę bym musiał się komuś w ten sposób
odwdzięczać za coś. Ja muszę przede wszystkim odwdzięczyć się moim
wyborcom, którzy udzielili mi mandatu zaufania. A z drugiej strony muszę
swoimi działaniami przekonać do siebie ludzi, którzy głosowali na
prezydenta Andrzeja Kosztowniaka. Bo chcę być prezydentem wszystkich
radomian. To jest dla mnie najważniejsze.

 

– Czy to, że mamy w zarządzie Mazowsza wicemarszałka z Radomia, a w rządzie samą premier, pomoże Radomiowi?
Ja szczególnie podnosiłem ten temat w kampanii wyborczej. Mówiliśmy o
tym, że najwyższy czas zakończyć to okopywanie się przez PiS w obrębie
swojego bastionu i porozumiewanie się ze światem zewnętrznym za pomocą
listów otwartych i zamkniętych. Byłem temu przeciwny, więc chcemy się
otworzyć, współpracować z władzami wojewódzkimi, centralnymi. Powinniśmy
to zmienić. Uważam, że jesteśmy na dobrej drodze.

 

– Czy możemy liczyć także na więcej jeśli chodzi o Kontrakt
Terytorialny? Owszem znalazło się w nim sporo pozycji radomskich, ale
niemal wszystkie – warunkowo.
Kontrakt to lista całkowicie otwarta, będzie aktualizowana przez
wiele lat w różny sposób. Jeśli te projekty nasze będą dobre, będziemy
mogli je dopisywać…

 

– … tylko, że takie argumenty w rodzaju „jak projekty będą lepsze, to…” słyszeliśmy cały czas!
Proszę zauważyć, że ten katalog powstał, bo mamy na razie nie
konkretne projekty, ale tzw. fiszki, które trzeba uzupełnić, opracować
konkrety. Stąd ta lista warunkowa, bo trzeba spełnić określone warunki,
np. choćby w przypadku budowy parku technologiczno-naukowego. Dziś jest
to tylko zwykły pomysł, właśnie taka fiszka i trzeba ją uzupełnić,
odpowiedzieć na wiele pytań. Po spełnieniu tych warunków, trafi on na
listę podstawową.

 

– A co będzie z lotniskiem?
Bardzo dużo sobie obiecuję po spotkaniu z panem prezesem.

 

– Może odpowie pan mu na list otwarty, który napisał do pana przed II turą wyborów?
(śmiech) Jeśli starczy na to czasu. Teraz występujemy w
zupełnie innych rolach: jako szef i podwładny. I obaj mamy – moim
zdaniem – ten sam interes, czyli rozwój portu lotniczego. Dla mnie temat
wiodący, jeśli chodzi o lotnisko to są pieniądze, inwestorzy i 
potencjalni przewoźnicy.

 

– A czy do tej pory zarząd spółki Port Lotniczy Radom spisywał się
dobrze? Platforma ostro krytykowała prezesa i jego współpracowników.
– Będę wiedział po spotkaniu, kiedy otworzy się ta tajemnicza szafa
prezesa Siwaka. Teraz jako prezydent – elekt zachowuję dużą
wstrzemięźliwość w ocenie – szczególnie poprzez media – działalności
zarządów spółek. Dopóki nie porozmawiam, nie będę oceniał. Uważam, że
byłoby to nieuczciwe wobec tych ludzi.

 

– Platforma zapowiadała utwardzenie lokalnych ulic w Radomiu, ale
ogromnym problemem jest przecież korkowanie się centrum miasta w
godzinach szczytu. Tymczasem na budowę trasy N-S w przyszłorocznym
budżecie przewidziano tylko 800 tys. zł.
Najpierw musimy dokończyć trwające inwestycje: obwodnicę południową,
budowę Nowomłodzianowskiej. Ja deklaruję, że projekt trasy N-S w tej
kadencji się rozpocznie. Natomiast na pewno nie rozpocznie się w roku
2015. Teraz najważniejsze są tu prace projektowe i wszelkie uzgodnienia z
PKP.

 

– Mamy znakomitą Radomską Orkiestrę Kameralną, która nie ma warunków do koncertowania. Przydałaby się zatem filharmonia.

W Radomiu potrzebujemy bardzo wielu rzeczy, np. hali sportowej…

 

– Właśnie do tego punktu zmierzam. Dlaczego nie budować filharmonii,
skoro jest świetna orkiestra, a budować halę, bo mamy dobre drużyny? Czy
naprawdę ta hala jest najważniejsza, skoro tak dużo o niej mówimy?
Zgadzam się, hala sportowa nie jest dla miasta najważniejsza.
Natomiast dziś jesteśmy z tą inwestycją absolutnie pod ścianą, ponieważ
mamy dwie drużyny sportowe, które grają w najwyższej klasie rozgrywek, a
w sport halowy radomianie zainwestowali blisko 10 mln zł. I możemy to
wszystko stracić przez niedostosowanie infrastruktury. Nasze drużyny
mogą być wykluczone. A mamy jeszcze drużyny młodzieżowe przypisane do
tych klubów. To jest rzeczywiście kwestia priorytetów i nie chcę
dyskutować teraz czy hala sportowa, czy filharmonia. Ja tylko stwierdzam
fakty: mamy bardzo fajnie zorganizowany i wypromowany sport halowy i
kolejnym milowym krokiem jest budowa hali. Dlatego stawiamy na priorytet
– hala widowiskowo-sportowa. W momencie, kiedy będziemy gotowi,
będziemy rozmawiać o filharmonii. Dziś ze względów finansowych nie ma
możliwości byśmy rozmawiali o dwóch tych inwestycjach równolegle. To
czysty realizm i pragmatyzm.

 

– Skoro o pragmatyzmie mowa: jak rządzić, jeśli się nie ma większości w radzie?
Ja twierdzę, że to jest mandat wyborców. To oni z jednej strony
wskazali prezydenta z Platformy, z drugiej strony – radnych z PiS-u.

 

– To może też wskazali na koalicję PO i PiS?
Nie, wyborcy chcą współpracy wszystkich polityków dla Radomia.
Radomianie w swoich wyborach nie kierowali się myśleniem o koalicjach,
tylko kierowali się swoim instynktem i preferencjami dotyczącymi pracy. I
powiedzieli jednoznacznie: chcemy waszej pracy i chcemy waszej
współpracy. Więc ja nie wyobrażam sobie, aby rada miejska torpedowała i
obalała bardzo dobre dla Radomia projekty. Znam pana przewodniczącego
Wójcika, bo jest przewodniczącym trzecią kadencję, i uważam, że ta
współpraca jest konieczna i potrzebna. Dzisiaj musimy mówić, że naszą
partią nie jest Prawo i Sprawiedliwość, czy Platforma Obywatelska, ale
naszą partią jest Radom, nasz wspólny Radom. I nie wyobrażam sobie, by
rajcy miejscy zaczęli uprawiać jakieś ideologiczne spory.

 

– To znaczy, że może być ziarno prawdy w spekulacjach, że radni PO dogadają się z radnymi Wspólnoty Samorządowej?
Ja dzisiaj nie będę mówił o żadnych koalicjach, personaliach. To
wszystko jest naprawdę przed nami. Nie spekuluję i nie komentuję.

 

– Szef klubu radnych PO Jerzy Zawodnik mówił, że koalicja ze
Wspólnotą nie wchodzi w rachubę, bo to nie oznaczałoby zmiany, jakiej
radomianie oczekiwali…
To jest opinia pana Zawodnika. Powinien zachować się bardziej wstrzemięźliwie.

 

– To znaczy, ze urzędzie możemy znowu zobaczyć na stanowisku wiceprezydenta Ryszarda Fałka?
Nie komentuję żadnych personaliów. Portal Mój Radom nie będzie pierwszym, który naciągnie mnie na zwierzenia w tej kwestii.

 

– Wyznawał pan ”kocham Radom. Tu wróciłem, to jest moje miasto”. A co
zrobić, by inni tak samo mówili, chcieli wracać i nie wstydzili się
rodzinnego miasta?


Jeśli będziemy mieli nowoczesny rynek pracy, łatwiej będzie nam
promować i sport, i kulturę. Wtedy z czasem wszystko przyjdzie samo –
utożsamianie się z miastem, poprawa jego wizerunku. Praca jest
najważniejsza, bo to ona decyduje, jak się w danym miejscu czujemy.
Jeśli czujemy się źle, to wyjeżdżamy i szukamy lepszych warunków do
życia.

 

Bożena Dobrzyńska

 

Dodaj komentarz