• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Teatr Powszechny. Kompletnie inny repertuar

10 września 2012

O nowym sezonie: dwóch ciekawych, jesiennych premierach, Festiwalu Gombrowiczowskim i nie tylko, mówi w rozmowie z naszym portalem dyrektor Teatru Powszechnego Zbigniew Rybka.

 

Zbigniew Rybka Zaczynamy teatralny sezon. Który to już pana w Radomiu?
Nie jestem w tym dobrym, chyba piąty… I często pytacie mnie państwo jaki będzie…

 

– … w porównaniu z poprzednimi.
No właśnie, a to są rzeczy zupełnie nieporównywalne, bo poruszamy się w granicach sztuki, więc trudno porównać spektakl do spektaklu, utwór do utworu. Ten sezon będzie jednak się wyróżniać znacząco. Inaugurujemy go przedstawieniem "Siedem lekcji dla zmarłych" wybitnego reżysera Janusza Wiśniewskiego w oparciu o jego własny tekst i scenariusz. Radomska publiczność pamięta tego twórcę z pokazywanego na naszej scenie Fausta, dwa – trzy lata temu. Następna premiera jest równie ważna – Mikołaj Grabowski przygotowuje spektakl inaugurujący X Festiwal Gombrowiczowski. On również jest autorem scenariusza pn. Wspomnienia polskie na bazie tekstów Gombrowicza, której to twórczości Mikołaj Grabowski jest wielkim znawca. Tak więc czekają nas dwa przedstawienia, które, mam nadzieję, staną się ważnymi wydarzeniami w życiu teatru i myślę, że w historii radomskiej sceny.

– To są spektakle przygotowywane siłami radomskiego zespołu?
Tak, w przedstawieniu Janusza Wiśniewskiego gościnnie gra jedna aktorka, natomiast u Mikołaja Grabowskiego wszyscy to nasi aktorzy. Zatem nie korzystamy z pomocy gości. Oni pojawią się pod koniec roku w spektaklu "Sztukmistrz z Lublina" w reżyserii Macieja Korwina. Nie mogę o tych gościach mówić na razie, bo jeszcze nie mam umów, ale są to osoby które spowodują, że to przedstawienie – muzyczne – będzie na właściwym poziomie.

– Próby do dwóch premier trwają zdaje się od dość dawna?
Tym razem pracowaliśmy nietypowo, całe wakacje. W lipcu Janusz Wiśniewski, Mikołaj Grabowski zaczął na początku sierpnia, a teraz zmieniają się. Sezon tegoroczny jest trochę dłuższy i trochę bardziej skomplikowany, nie tylko remontem, ale także tym, że chcemy przygotować te dwie premiery.

– A co i kto jeszcze w programie festiwalu?
Jest bardzo obfity: mamy dwa spektakle z Francji, po jednym z Niemiec, Argentyny i Białorusi, cztery polskie przedstawienia i trzy pokazy szkół teatralnych, które zrobiły dyplomy z Gombrowicza. Festiwal rozpoczyna się 20 października i kończy tydzień później.

– Czy jakiś tytuł, jak dwa lata temu "Iwona, księżniczka Burgunda", którą zagrano pięć razy, zdominuje festiwal?
Nie, nie (śmiech). Nie ma takiej przewagi. Są bardzo różne tytuły.

– .. a poza tym przyjedzie…
… pani Rita Gombrowicz, z którą spotkanie odbędzie się w dniu premiery, 20 października. W spotkaniu zgodził się również wziąć udział Mikołaj Grabowski, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny.

– A po festiwalu?
Wspomniałem już – zaczęliśmy przygotowania do "Sztukmistrza z Lublina". Chcielibyśmy jeszcze zrobić z Waldemarem Śmigasiewiczem "Czekając na Godota", a później Molier. Jeszcze nie znam tytułu i nie chcę jeszcze podawać reżysera. Umówmy się, że to będzie bardzo interesująca niespodzianka. Rozmawiam też z Grigorijem Lifanowem, reżyserem, który zrobił dla nas "Zbrodnię i karę". Będzie robił "albo "Fausta" albo któryś z dramatów Szekspira. A na zakończenie – na dużej scenie – Marian Pecko przygotowuje spektakl "Tabory idą do nieba". To jest opowieść o życiu w taborze cygańskim. Oprócz wzruszającej historii miłosnej, wiele fajnych piosenek. Ponadto na małej scenie poza Śmigasiewiczem, zaprosiliśmy Krzysztofa Babickiego do  "Procesu" Kafki i Andrzeja Sadowskiego do reżyserii przedstawienia pod ogólnym tytułem "Majakowski". Czyli ten repertuar jest kompletnie inny…

 

– … właśnie. Żadnej farsy, komedii, musicalu?
Już odpowiadam. To bierze się z tego jakie mamy tutaj zamiary, budowanie teatru tzw. repertuarowego. I to nieprawda, że nie mamy komedii, farsy, bo nadal one są grane. Te tytuły nie zeszły z afisza. Natomiast teraz, po zasileniu w ubiegłym roku repertuaru właśnie w ten gatunek, równoważymy go trochę innym teatrem. W ten sposób wzbogacamy ofertę dla publiczności. Ktoś, kto nie lubi "Szalonych nożyczek", ale nie znam nikogo takiego, może zechce obejrzeć "Czekając na Godota". Albo Dostojewskiego. Albo "Proces" Kafki. Są to sztuki, które angażują nasze emocje, nasz intelekt. I taki repertuar jest szansą na to, aby mieć przeżycia nieco innego rodzaju.


Rozmawiała: Bożena Dobrzyńska

Dodaj komentarz