• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Teatr Powszechny ma 40 lat. Świętuje musicalem „Człowiek z La Manchy”

12 września 2017

Teatr Powszechny rozpoczyna kolejny – 40 już – sezon artystyczny. Na scenie zobaczymy aż 10 premier, w tym jako spektakl pierwszy po wakacyjnej przerwie, musical „Człowiek z La Manchy”, a w następnych miesiącach m.in. „Mistrza i Małgorzatę”. Dyrektor Zbigniew Rybka zapewnia w rozmowie z naszym portalem, że w repertuarze znajdą się różnorodne pozycje.

 

 

Zbigniew Rybka

Zbigniew Rybka

 

– To będzie wyjątkowy sezon ze względu na jubileusz 40-lecia teatru. Co zaproponuje pan widzom?

Zbigniew Rybka: W tej chwili najważniejsza jest dla nas najbliższa premiera; właśnie wtedy, 14 października, będziemy obchodzić nasz jubileusz. Będzie to musical „Człowiek z La Manchy” w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego. To jest największa realizacja naszego teatru od czasu, kiedy ja pamiętam, a przecież kilka dużych przedstawień zrobiliśmy. I myślę, że jest to największa realizacja w ogóle w Teatrze Powszechnym w Radomiu. Wystarczy powiedzieć, że jest prawie 300 kostiumów, duża, grająca na żywo orkiestra, piękne układy choreograficzne, dużo śpiewania i mądry przekaz, który niesie ze sobą Don Kichot. Nawiasem mówiąc, ja lubię tę postać. Może jest trochę taka niezręczna, nie radzi sobie najlepiej z życiem, a jednak budzi moją sympatię, a pewnie budzi sympatię także wielu z nas. Bo może jest ten nasz bohater niezdarny, ale na pewno bez skazy, na pewno szlachetny. Bardzo byśmy chcieli, aby niewielki jubileusz –  bo czy 40 lat to tak dużo w historii takiej instytucji jak teatr? – był ważny, zauważony, tak jak ważny i zauważony przez naszą publiczność jest nasz teatr.

– Dlaczego wybór padł akurat na musical?

Bo to jest część historii naszego teatru, ten typ repertuaru, który zaczął Wojciech Kępczyński. To tu, w Radomiu, odbyła się pierwsza premiera musicalu w Polsce, więc wydaje się, że mamy prawo do tego, aby uprawiać ten gatunek teatru muzycznego. Tym bardziej, że są po temu warunki. Mamy wspaniałą scenę z dwoma obrotówkami, mamy znakomity zespół aktorski, no i jeszcze w tym przypadku świetnego reżysera. A po „Człowieku z La Manchyy” zaprosimy państwa na małą scenę, gdzie wystawimy tekst Kordiana Zellera „Z drugiej strony”. To bardzo zabawna z  powodu formy, bo z powodu treści niekoniecznie, opowieść o tym, jak się starzejemy, jak nie potrafimy utrzymać w relacjach z najbliższymi emocji, które pozwalają żyć w dobrych związkach i jak dopuszczamy do tego, że te związki kruszeją, stają się jałowe, czasem się rozpadają.  Sztuka mówi też o tym, jak mądre kobiety potrafią taki związek uratować. Zabawna forma polega na tym, że w teatrze słyszymy wypowiadane przez aktorów dialogi, a w tym przypadku również to, co postaci myślą. Nastręcza nam to troszkę problemów w pracy, czyniąc ją dużo bardziej interesującą, ale myślę, że przyniesie to świetny wynik, jeśli chodzi o kontakt z publicznością. Na scenie „Fraszka”, tuż przed „Mikołajem”, Marek Zakostelecky przygotuje spektakl dla dzieci, którego jeszcze u nas nie było. W jego trakcie dzieci będą mogły poznać różne typy lalek. Powiem więcej: będą mogły nimi nawet pomanipulować jak aktorzy. Na sylwestra zaprosimy na sztukę „Najdroższy”, która jest kontynuacją „Kolacji  dla głupca”. Mam nadzieję, że będzie to zabawny spektakl. Reżyseruje go Tomasz Man. W nowym roku Grigorij Lifanow zaprezentuje nam swoją wizję „Mistrza i Małgorzaty”, będzie też „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Dzieci z dworca ZOO” i  współczesny tekst „Bea”. Zatem jeśli ktoś sądzi, że nie będzie musiał chodzić do teatru, to jest w błędzie.

– Wiemy coś więcej o „Mistrzu i Małgorzacie”? Zna pan koncepcję reżysera?

Tak, pracujemy nad tym tekstem już ponad rok. Tak się składa, że Grigorij Lifanow robił już ten tekst w Polsce, w Elblągu, i doszliśmy do wniosku, że możemy powtórzyć ten tytuł…

– … ale to nie będzie przeniesienie?

Nie, reżyser nie zamierza powtórzyć inscenizacji. Chciałem, żeby to było inne przedstawienie, niż w Elblągu, inny scenariusz, na zupełnie inny temat. Koncepcję oczywiście znam, ale ona się jeszcze wykrystalizuje podczas przygotowań i na scenie.

– A jaki jest ten temat wiodący? Choćby tyle pan zdradzi?

Pamięta pani, jak się zaczyna powieść?

– … hm

Zaczyna się od rozmowy…

– A nie od tego, że Anuszka rozlała olej… ?

– i ktoś zginął. Co jest przypadkiem, a co nie? Co nami kieruje, kto nami kieruje? Dowodem na istnienie dobra jest istnienie zła. Jesteśmy rozpięci miedzy dobrem a złem, wiarą a niewiarą, miłością a nienawiścią. To nas interesuje w tym spektaklu.

– Wróćmy jeszcze do 40-lecia teatru.

40-lecie, tak jak powiedziałem, będziemy świętować na scenie premierą „Człowieka z La Manchy”, która nas zachwyci i która będzie nam się podobała przez kilka najbliższych sezonów. Wydamy też publikację – historię teatru radomskiego. To jest praca doktorska naszej koleżanki, bardzo pozytywnie zrecenzowana przez opiekunów naukowych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ja znam tę pracę, jest bardzo rzetelna. Autorka nie stara się oceniać, wystawiać laurek. Przyjmuje dość obiektywne, chłodne stanowisko. Raczej opisuje, dokumentuje, a oceny pozostawia widzom i czytelnikom. Mnie taki sposób opowiadania historii odpowiada, ponieważ uważam, że każdy z moich poprzedników przyczynił się do tego, co mamy w tej chwili. W jaki sposób – to jest trudne do określenia, do opisania, ale każdego z nich tak samo szanuję, jestem ciekaw tego, co robił. Ich doświadczenia są też w jakimś stopniu moimi doświadczeniami i na pewno są częścią nas teraz. W każdym razie nie uważam, że wydawanie takiej książki jest okazją do powiedzenia, że wszystko co było przede mną, było złe. Myślę, że było i lepsze, i gorsze. To, co my robimy też bywa i lepsze, i gorsze. Trzeba z pokorą się z tym pogodzić. Myślę, że to jest rzetelne.

– Nadal jest pan zwolennikiem robienia w Radomiu teatru różnorodnego, kierowanego dla różnego widza?

To jest optymalne rozwiązanie, na pewno wtedy, gdy teatr nosi miano „powszechnego”, w takim mieście, gdzie jest jeden teatr. Nie wyobrażam sobie, by organizator mógł sobie pozwolić na to, by preferować funkcjonowanie np. teatru autorskiego. Tego typu formy są jak najbardziej pożądane, robią ferment w naszej pracy i prowadzą do rozwoju, ale takie poszukiwania teatralne mogą się zdarzyć w środowiskach większych, gdzie jest więcej scen, np. Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, w mocnych ośrodkach akademickich. Tam, gdzie kotłują się myśli i tworzą się intelektualne napięcia. Nas dotyczy to w dużo mniejszym stopniu.

– Ale w ciągu tych 40 lat mieliśmy i musicale, i sztuki odważne, i festiwal Gombrowiczowski…

No właśnie i to jest niezwykłe, że w tak krótkim czasie wydarzyło się tak dużo w teatralnym życiu. Były przecież poszukiwania dramaturgiczne dyrektora Sroki – one nie przepadły, one mają jakąś kontynuację w festiwalu Gdyńskim, Zabrzańskim, w konkursach, które odbywają się na sztuki współczesne. Może Radom nie był najlepszym miejscem na takie poszukiwania, ale się one zdarzyły. Festiwal Gombrowiczowski trwa. To jest jedyny międzynarodowy festiwal na świecie, który autentycznie promuje polską literaturę dramatyczną i polską kulturę na świecie.

Rozmawiała Bożena Dobrzyńska

 

 

Tags

Dodaj komentarz