Dwie nastoletnie Oliwie zmarły po tym, jak uległy wypadkom. Rodzice: „To dla nas morderstwo”. Prokuratura w akcji
19-letnia Oliwia (nazwijmy ją „pierwszą”) zmarła po przewiezieniu do szpitala po wypadku, w którym uczestniczyła, choć nie odniosła w nim żadnych obrażeń. Podobne było z 15-letnią (nazwijmy ją „drugą”) Oliwią, która w innym wypadku została ranna. Obie były transportowane karetkami kozienickiego pogotowia. Rodzice nastolatek mają ogromny żal do ratowników medycznych i lekarzy. Prokuratura bada sprawę pierwszej Oliwii, drugiej zakończyła się aktem oskarżenia.
Obie Oliwie pochodziły z tej samej miejscowości - Aleksandrówki pod Kozienicami. Mieszkały przy tej samej ulicy.
Pierwsza Oliwia była studentką psychologii, mieszkała razem z rodzicami w Aleksandrówce pod Kozienicami. Zmarła 19 maja tego roku. Druga Oliwia miała 15 lat, była uczennicą Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Pionkach. Zmarła 9 grudnia 2025 r. Ona także wraz z rodziną mieszkała w Aleksandrówce.
Wypadek pierwszej Oliwii
Do wypadku, w którym uczestniczyła pierwsza Oliwia doszło w sobotę, 16 maja o godz. 15.37 na ulicy Przemysłowej w Kozienicach. Oliwia siedziała obok kierowcy BMW. Na tylnej kanapie jechała jeszcze jej przyjaciółka. W pewnym momencie kierowca stracił panowanie nad samochodem, wypadł z drogi i wóz tyłem uderzył w betonowy słup ogrodzeniowy.
- Byliśmy wszyscy na przyjęciu komunijnym. Ten wypadek spowodował mój chrześniak. Oliwia chciała się przejechać jego samochodem. Pytała, czy da jej poprowadzić, ale odmówił. Sam usiadł za kierownicą - opowiadała dziennikarce Echa Dnia pani Natasza, mama Oliwii. - Z tego co mówili, mieli podjechać na stację benzynową. Później chciał wracać do Warszawy. Ujechali tylko 300 m - dodaje pan Grzegorz, tata Oliwii.
Najgorsza informacja
Na SOR na Józefowie rodzice Oliwii dojechali niedługo po karetce. I tam usłyszeli najgorszą z możliwych informacji. - Lekarz powiedział nam, że Oliwia jest w stanie krytycznym, że oczy są sztywne, źrenice nie reagują, ma obrzęk mózgu z niedotlenienia. Mówił, że musiał ją intubować raz jeszcze, bo w karetce to było zrobione źle. Że miała bardzo dużo treści pokarmowej, piany i krwi w płucach. Musiał to odsysać. Usłyszeliśmy, że rurka do intubacji miała za małą średnicę, to była rurka dla dziecka! Nie dla dorosłej kobiety. I była źle założona, do samego końca - opowiadał w Echu Dnia pan Grzegorz.
Rodzą się więc pytania: czy źle przeprowadzona intubacja doprowadziła do stanu, w którym 19-latce już nie można było pomóc? Ponadto, kiedy Oliwę przekazywano z karetki do oddziału ratunkowego nie była wspomagana przez respirator. Wentylowano ją workiem ambu. Z dokumentacji pogotowia wynika, że w czasie transportu była podłączona do respiratora.
Jak to możliwe?
Rodzice tego nie rozumieją, bo według karty z pogotowia Oliwia była tylko nieprzytomna. - A od razu po przekazaniu na SOR, dwie minuty później, miała już źrenice, które nie reagowały na światło i tomografia pokazała nam obrzęk mózgu z powodu niedotlenienia i objawy zachłyśnięcia, treścią pokarmową w drogach oddechowych. Jak to jest możliwe? - nie dowierzają.
Druga tomografia, wykonana w poniedziałek, 18 maja przyniosła jeszcze gorsze wiadomości. W opisie badania już pojawia się zdanie "podejrzenie śmierci mózgu". Obraz wskazywał, że w naczyniach mózgu nie ma przepływu krwi. - I to jest moment, w którym poinformowano nas, że na drugi dzień zostaną wykonane jeszcze dwie próby zakontrastowania, jeśli się nie udadzą odłączą nasze dziecko od respiratora - mówi pani Natasza.
Rodzice Oliwii wystąpili o opinię do wojewódzkich konsultantów z dziedziny anestezjologii, medycyny ratunkowej i neurologii. Niestety, wszyscy potwierdzili diagnozę lekarzy ze szpitala na Józefowie. Podobne zdanie wyraził specjalista z Bydgoszczy.
"Dla nas to morderstwo"
Po śmierci Oliwii rodzice złożyli do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków załogi pogotowia. Chcą wiedzieć, czy do śmierci ich córki doszło w wyniku błędu medycznego popełnionego podczas transportu Oliwi karetką z Kozienic do szpitala w Radomiu.
O tym, że śmierć ich dziecka jest "dziwna" usłyszeli już w szpitalu. - Ale mamy taką informację, że ona nie miała żadnych obrażeń. Dla nas to jest morderstwo. Mieliśmy jedną córkę, urodziła się dzięki in vitro, czekaliśmy na nią trzy lata. A teraz jej nie ma - żalą się. I zrozpaczeni dodają: - Mamy też taką informację, że ona nie miała żadnych obrażeń. Mieliśmy jedną córkę, urodziła się dzięki in vitro, czekaliśmy na nią trzy lata. A teraz jej nie ma.
Szła do szkoły
Do wypadku drugiej Oliwi doszło 26 listopada 2025 r., kilka minut po godz. 7 przy ulicy Jana Pawła II w Pionkach. 15-latka chwilę wcześniej wysiadła z busa. Szła do pobliskiej szkoły. Na oznakowanym przejściu dla pieszych potrącił ją Volkswagen. Za jego kierownicą siedziała 25-letnia kobieta.
Ranne dziecko karetka pogotowia zabrała do Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Tego samego, do którego trafiła potem pierwsza Oliwia. Tam lekarze przez dwa tygodnie walczyli o jej życie. Niestety, 9 grudnia 15-latka zmarła.
Do Oliwi przyjechała karetka typu „S”, czyli specjalistyczna. Był w niej lekarz, to on, jako kierownik zespołu podejmował decyzje, co do postępowania na miejscu oraz w trakcie transportu. Podkreślmy: to był inny lekarz niż w przypadku 19-latki.
Prokuratorskie śledztwo w sprawie potrącenia drugiej Oliwii zakończyło się. Pod koniec maja Prokuratura Rejonowa w Zwoleniu skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym przez kierującą samochodem. Odrębne postępowanie dotyczy działań lekarza pogotowia. Doniesienie w tym wątku złożyli lekarze ze szpitala w Radomiu, którzy już na etapie transportu medycznego dopatrzyli się błędów mogących przyczynić się do zgonu dziewczynki.
Dwutorowe badanie
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Aneta Góźdź poinformowała, że sprawa śmierci Oliwii D. badana jest dwutorowo przez śledczych z Kozienic. Analizowane są przyczyny wypadku z 16 maja w Kozienicach, w którym BMW uderzyło w betonowy słup oraz prawidłowość działań medycznych. Śledztwo w drugim wątku wszczęto po zawiadomieniu rodziców 19-latki, którzy wskazują na nieprawidłowości w działaniach ekipy pogotowia ratunkowego oraz wątek poświadczenia nieprawdy w dokumentacji.
- Ostatecznie w sprawie powołany zostanie zespół biegłych lekarzy medycyny sądowej, który wypowie się co do przyczyny zgonu kobiety, jak i w kwestii ewentualnej odpowiedniości za ten zgon osób, na których ciążył obowiązek opieki nad zmarłą pacjentką – wyjaśniła prokurator Góźdź.
Szpital broni (swoich) lekarzy
SPZ ZOZ w Kozienicach poinformował, że przeprowadzona analiza dokumentacji oraz wyjaśnień personelu wykazała, iż świadczenia medyczne "były zgodne z obowiązującymi przepisami prawa, przyjętymi standardami, wskazaniami wiedzy medycznej właściwymi dla zaistniałych okoliczności zdrowotnych oraz pozostawały w ścisłej spójności z obowiązującymi procedurami postępowania w podobnych przypadkach medycznych".
Lekarz uczestniczący w akcji nadal pracuje w pogotowiu i pełni dyżury.
Szpital wyjaśnił również, że z uwagi na prowadzone czynności śledcze, do czasu ich zakończenia nie będzie udzielać dalszych komentarzy w tej sprawie. – Dostrzegając i rozumiejąc tragizm sytuacji, wskazujemy, że mamy świadomość, iż sprawą śmierci pani Oliwii [...] zajmują się dedykowane do tego służby i instytucje, które po weryfikacji wszelkich relewantnych okoliczności dokonają adekwatnych ustaleń. Uważamy, że dopiero wówczas właściwym i odpowiedzialnym będzie wskazywanie winnych i rozprawianie o konsekwencjach" – podkreśliła dyrektor SPZ ZOZ w Kozienicach Ewa Gizicka.
Bożena Dobrzyńska





