Tłusta tradycja z pączkiem w roli głównej

3 marca 2011
- Te na kilogramy są po złotówce, ale już ich zabrakło. Za godzinę dowiozą. Ale mamy jeszcze po 1,30, następne po 1,60, po 1,80. Które pan chce? - pyta ekspedientka w sklepie. Oczywiście mowa o pączkach. Dziś przecież tłusty czwartek.

 

Mniam...To jedyny taki dzień w roku, kiedy w cukierniach od rana są kolejki i trzeba w nich czekać nawet jeśli chce się kupić choćby tylko jednego pączka. – Na drugie śniadanie będzie, kolejne dla wnuczków, może wystarczy do wieczora. A jak nie, to wyślę dziadka by dokupił. Toż to tradycja! - uśmiecha się starsza pani.

W cukierni „Wasilewski” kolejki od rana. Z półek zniknęło większość ciast - ich miejsce zajęły pączki i faworki. Za ladą kilkanaście ekspedientek. - Proszę kolejną osobę – słyszymy co kilka chwil. Szef firmy również nie ma czasu na pogaduszki o pączkach, jest zajęty, co rozumiemy. Musi w ten napięty do granic pączkowy dzień pilnować produkcji jak wielu cukierników w całej Polsce.

(raa)


Komentarz

...jeszcze więcej mniam mniam! - Jutro piszesz piękny tekst o pączkach – zapowiedziała wczoraj moja szefowa patrząc mi przelotnie, ale konkretnie w oczy. Ja! Ja mam pisać o pączkach!!! Ja, człek, który nie ma pojęcia jaki kolor ma pączek! Mam nawet problemy z nazwaniem tego, co jest w środku pączka. Wiem tylko, że to słodkie i dobre. Bez tego pączek jest beznadziejny, podobnie jak ja: nie pomyślałem i nie wziąłem urlopu właśnie na ten jeden „tłusty” dzień w roku!

By nie popaść w niełaskę i jednocześnie nie iść na łatwiznę, nie poczłapałem na całą noc do firmy cukierniczej, gdzie produkcja pączków szła pełną parą (a raczej pełnymi tacami). Ja zrobiłem coś bardziej... odważnego! Poszedłem gadać o pączkach z władzą! Przeurocza i przemiła Katarzyna Piechota-Kaim, rzeczniczka prezydenta Andrzeja Kosztowniaka z uśmiechem podeszła do mej pączkowej gorączki. Na początek, dowiedziałem się, że znanemu radomskiemu fotoreporterowi Marianowi Strudzińskiemu, który robi doskonałe zdjęcia i pracuje w magistracie, konsumpcja pączka nie wpłynie negatywnie na pracę. – Wręcz przeciwnie, zjedzenie pączka (pączków) przez Mariana spowoduje, że będzie robił jeszcze lepsze zdjęcia. W końcu słodycze osładzają życie – uśmiecha się pani rzeczniczka.

Ale dalej, w swej pączkowej przenikliwości odkryłem, co jest sensacją, że rzeczniczka prezydenta nie dłubie godzinami w masie ciasta, by samej uczynić pączki! - Niestety rzeczniczka prezydenta jest na bakier z pieczeniem ciast i smażeniem pączków, kupuje je w cukierni – mówi rzeczniczka prezydenta o samej sobie. Uspakajam, że ja również kupuję pączki. Zwracam jeno uwagę, by nie były z nalepką Made in China, co dziś się może zdarzyć.

To się jednak nie zdarzy w radomskim magistracie. Nieprawdopodobne, ale jak się dowiedziałem, firma ta (działająca za moją i waszą kasę) nie kupuje pączków! - Oczywiście, że lubimy pączki. Kto ich nie lubi? Każdy z pracowników pączki kupuje sam. Jeżeli chodzi o to gdzie ciastka są kupowane, to myślę, że zależy co skąd komu smakuje. Jeżeli ktoś preferuje pączki od pana Fogla to kupuje u niego - tłumaczy cierpliwie.

Uwielbiam uśmiech pani rzecznik prezydenta! Jest piękny, także gdy mówi o pączkach. Więc nie przestaję i dociekam dalej w pączkowej sprawie. Lekko drążącym całym sobą zadaję wreszcie kluczowe pytanie: czy prezydent Kosztowniak i jego majestat w postaci wice- lubi/lubią pączki, a jeśli tak to ile ich skonsumują? Uśmiech nie znika i dobrze (rozpływam się) słyszę: - Prezydent i wiceprezydenci zamierzają jeść pączki - po dwa na pewno. Pewnie zjedliby dużo więcej, ale wszystko w granicach rozsądku (uśmiech), później trzeba się przecież pozbyć jakoś tych kalorii (jeszcze szerszy uśmiech). A poza tym, jak mówi stary przesąd, kto nie zje w tłusty czwartek pączka, temu nie będzie się wiodło (nieco mniejszy uśmiech) – wyjaśnia pani Katarzyna.

No dobrze, wychodzę z magistratu. Na ulicach ludzie niosą siatki, a w nich zawiniątka. Nawet nie trzeba zgadywać co tam jest. Dochodzę do wniosku, że gdyby tłusty czwartek był codziennie, to nasze PKB by eksplodowało fajerwerkami radości i wiecznego szczęścia. To by dopiero była dobra kontynuacja... Ale na co dzień nie mamy tak „dobrej kontynuacji”... nie licząc mojej kontynuacji, jaką zakończę ten dzień: kupię sobie piwo.

Bartek Olszewski

Reklama