Wchodzą tam, skad my dajemy nogę

Ale były - a jakże - uśmiechy. Pojawiały się wraz z przybyciem władz. Władza weszła na deski przykryte dywanem. Deski przygotowali strażacy, wcześniej samodzielnie zamiatając teren. Na szczęście nie był to czerwony dywan a jakaś odmiana szarości. Czerwień jest zarezerwowana dla strażaków! Szarość pomieściła wszystkich przy ulicy Traugutta, gdzie swoją nowoczesną siedzibę ma nasza dzielna radomska straż ogniowa.
Wyjątkowo zadowolony był prezydent Andrzej Kosztowniak(PiS) . Stał obok Andrzeja Łuczyckiego (PO), a gdy zaczęło kropić, schował się pod "parasol Platformy Obywatelskiej”. Takie przynajmniej były komentarze. Woda niestraszna strażakom, oni przyjmowali wyróżnienia, odznaczenia, ciepłe słowa od przełożonych, bo im się to po prostu należało...
Między Andrzejem Kosztowniakiem, a Waldemarem Trelką (PiS) (z władz powiatu) stał Dariusz Piątek (PSL) (z władz województwa). Piątek, jakby przed słońcem często dłonią ocierał twarz. Trelka poprawiał i luzował nieco krawat, być może dlatego, że sławnego radnego Sławomira Adamca (czyli podwładnego wicestarosty, także z PiS) nie widzieliśmy na uroczystości. Najprzystojniej jednak prezentował się druh strażak Zbigniew Gołąbek (do niedawna SLD, teraz PSL). Jako jedyny mówił o „ciągłej gotowości bojowej”. Co ciekawe, nie przemawiał długo, a meldunek o końcu przemowy obwieścił samemu generałowi strażaków, nadbrygadierowi Gustawowi Mikołajczykowi. Mundur pana generała był nowy, co sam zauważył pan generał. I dobrze, na taki zasługuje, bo radomską Straż Pożarną dźwignął, uczył, wyposażył i rozbudował. Teraz po drabinie (kariery) generał Mikołajczyk wszedł na stanowisko mazowieckiego komendanta wojewódzkiej PSP. Generałowi życzę kolejnych szczebli w karierze, bo mówią, że powinien się wspinać..
Często podczas „Dnia Strażaka” padały długie nazwy. Nawet bardzo długie i powtarzane co kilka minut, w szczególności gdy wymieniano nowe sikawki przekazane przez władzę strażakom. Prawie wszystko się zgadza, poza tym, że dziś „sikawki” to profesjonalny i cholernie drogi, sprzęt. Walczy o niego, stojąca na szarym dywanie władza, przy istotnym wsparciu... środków unijnych. Miała więc władza powody do podwójnej radości, bo dobro przekazane strażakom poświęcił ksiądz. To też się przyda, bowiem praca strażaków często zbliża się do granic, gdzie św. Piotr wita przybyłych. - Tu słowa uznania dla żon, dla rodzin strażaków. Rodzin, które czekają na powrót z akcji moich kolegów – zauważył Łukasz Szymański, rzecznik prasowy radomskiej PSP w rozmowie z niżej podpisanym. Był chory, mimo to sprawnie prowadził całą uroczystość wypowiadając długie i skomplikowane nazwy.
Na szczęście tylko nazwy w Straży Pożarnej są długie i nudne. Skraca się czas oczekiwania na pomoc ratowników. Nie gaszą li tylko ognia, ale walczą z powodziami i gnają, by wyciągnąć nas ze zmiażdżonego auta. Wchodzą tam, skąd my dajemy nogę. W straży pracują także kobiety. Jak zapewnia rzecznik Szymański, każdy strażak jest świetnie wyszkolony, sprawny i wie, że może liczyć na kolegę. Ja tego doświadczyłem kilkanaście lat temu przy ul. Żeromskiego. Na własną odpowiedzialność wtarabaniłem się z mikrofonem tam, gdzie się paliło. Nie padały długie i nudne komendy. Kląłem treściwie i zajadle razem ze strażakami widząc ciężkie, stojące wtedy przy ulicy donice na kwiatki... Bo wówczas władza też chciała, by było ładnie w mieście. Na szczęście klomby (czy jak to cholerstwo się nazywało) usunięto, teraz strażacy mogą bliżej podjechać by ratować ludzi.
Podczas uroczystości odznaczono kilkunastu strażaków, reszta z 250 pracujących w Radomiu trzymała rękę na pulsie. Oni wszyscy zasługują na... no właśnie, na medal? To za mało, o wiele za mało!
Bartek Olszewski
Odwiedź radomską stronę KM PSP Radom.




