Wojewoda stawia warunki klubom i kibicom

98 zatrzymanych bandytów, w tym ośmiu nieletnich spędziło noc w areszcie po wczorajszych starciach z policją. – Dziś prokurator stawia zarzuty tym bandytom i chuliganom, bo tak trzeba o nich mówić. To nie byli prawdziwi kibice. Większość usłyszy zarzuty o charakterze kryminalnym. Sam mecz na stadionie klub zorganizował bez zarzutu, ale czy kolejne spotkania odbędą się z udziałem publiczności? Moją decyzję uzależniam od opinii policji, prezydent Radomia nie jest fachowcem w tych sprawach – twierdzi Jacek Kozłowski po spotkaniu z władzami Radomiaka i Broni. Wcześniej prezydent Andrzej Kosztowniak podjął decyzję, że niedzielny mecz derbowy zostanie rozegrany przy udziale publiczności. Kozłowski na to się nie zgodził. Wczoraj 11 policjantów w regularnej bitwie z młodymi chuliganami odniosło obrażenia, zniszczono mienie i sprzęt policyjny.
Stadion Radomiaka jest jednym z ośmiu na Mazowszu, na których ma powstać profesjonalny monitoring obejmujący zarówno trybuny, płytę boiska jak i bezpośrednie sąsiedztwo obiektu. Władze klubu usłyszały od wojewody kolejne wymogi.
– Organizator we wniosku nie może zaniżać liczby kibiców. Klub musi zatrudnić odpowiednią liczbę ochroniarzy (stewartów), którzy będą współpracować z kibicami. Kibice na bilecie będą mieć określone miejsce na trybunie. Jego zmiana przyniesie określone kary. Radomiak musi także stworzyć lepsze warunki pracy dla policjantów, którzy będą obecni na każdym spotkaniu – wylicza wojewoda mazowiecki. Zaznacza, że nowy monitoring ma powstać do 6 sierpnia br. - Obecnie zainstalowany nie spełnia wymogów określonych w przepisach. Brak profesjonalnego monitoringu wpłynie na to czego nie chcę robić, ale będę musiał, czyli na wydanie odmowy dla organizacji spotkań z udziałem publiczności - deklaruje wojewoda. Jednocześnie przeprasza prawdziwych kibiców Radomiaka i podkreśla, że nie może dłużej tolerować bandytów i chuliganów na stadionach i obok nich. - Liczę, że MOSiR i miasto pomogą Radomiakowi. Trwale należy wyeliminować z trybun tych, którzy przychodzą tam, by nabić komuś guza, bezkarnie łamać porządek. Wczorajsze wydarzenia pokazują, że moja decyzja była uzasadniona – uważa J. Kozłowski. Dodaje, że prezes jednego z klubów uważa, że dzięki zakazowi nie doszło do pobicia zawodników i większej liczby osób na stadionie.
(raa)




