Bombiarz w areszcie

15 września 2011
Dzwonił na policję i mówił gdzie podłożył bomby. Efekt to ewakuacja ludzi i kosztowne akcje. Bomb nie było (na szczęście), a "żartownisia" właśnie zatrzymali "kryminalni" z radomskiej policji.

 

W ubiegłym tygodniu policjanci otrzymali telefoniczne zgłoszenie o podłożeniu ładunków wybuchowych. Do eksplozji miało dojść w zakładzie masarskim w Makowie. - Telefon był oczywiście anonimowy. O potencjalnym zagrożeniu zostały powiadomione służby ratownicze, wszczęto odpowiednie procedury, ewakuowano kilkadziesiąt osób. Przeszukanie zabudowań firmy nie przyniosło rezultatu, bomby nie znaleziono. Jeszcze dwukrotnie odnotowano takie zgłoszenia, dotyczące tego samego miejsca - opowiada Andrzej Lewicki z KMP w Radomiu.

Kilka dni temu autora fałszywych alarmów zatrzymali policjanci wydziału kryminalnego radomskiej KMP. Okazał się nim 34-letni mieszkaniec Radomia. - Mężczyzna przyznał się do fałszywych zgłoszeń, nie potrafił jednak wyjaśnić motywów swojego zachowania - dodaje Lewicki. O dalszym losie bombiarza zadecyduje sąd.

(kat)

 

Reklama