Czy powstanie radomskie bractwo kurkowe?
Dziś - w XXI wieku - uczestnicy nie mieli na sobie historycznych ubrań i broni z odległych czasów. Zarówno wiatrówkę, jak i śrut przyniósł starszy Cechu Piekarzy w Radomiu Jarosław Gajda. - Strzelałem w wojsku, co prawda z innej broni, ale liczy się opanowanie i dobre oko. Trzeba się skupić i wtedy oddać dobry strzał - radzi zadowolony z wyniku rzemieślnik. Dodaje, że wieki temu używano podczas takich strzelań rusznicy. - To był inny rozrzut, celowano do innych, większych tarcz. Ta nasza jest mała, ale zawieszona na symbolicznym kurze. Chcemy nawiązać do tradycji Bractw Kurkowych. Może założymy takie kółko strzeleckie w Radomiu. Jesteśmy takie niespokojne dusze, które muszą coś robić – tłumaczy piekarz.
Na samo strzelanie stawiło się kilkanaście osób. Każda oddała po pięć strzałów.
- W średniowieczu rzemieślnicy, kupcy, mieszczanie byli zobowiązani do obrony murów miasta. To była taka zapasowa siła zbrojna. Musieli się oczywiście ćwiczyć w strzelaniu. Na przykład w Kaliszu wywieszano w domu starszego chorągiewkę, która sygnalizowała do stawienia się na ćwiczenia – opowiada o tradycji bractw Elżbieta Kwiecień z "Malczewskiego" Wyjaśnia, że w Radomiu nie zachowały się żadne źródła pisane informujące, że istniało tu bractwo kurkowe. - Nie znamy radomskich mistrzów z tamtego okresu, niemniej jednak rzemieślnicy strzelali! To pewne! Początkowo z kuszy czy innej broni a następnie z broni palnej. Radom był otoczony murami. Każdy z cechów miał przypisany fragment murów i musiał dbać w czasie oblężenia o ten obszar. W czasie pokoju dbano o zachowanie dobrego stanu murów i baszt. Dbano też o zaopatrzenie w proch i broń. To był obowiązek cechu – dodaje Elżbieta Kwiecień.
Podkreśla, że dzisiejsze spotkanie ma charakter integracyjny. - To także przyjemność nawiązania do tradycji, może z tego
coś powstać. Bardzo byśmy chcieli by tak było – zapewnia Elżbieta
Kwiecień.
Dyrektor „Malczewskiego”, który ostatni raz - jak wspomina - strzelał 20 lat temu wyjaśnia, że placówka chce przypominać tradycję, stare zwyczaje. - To ma sens. Kto wie, jeśli rzemieślnicy będą zainteresowani to muzeum pomoże w organizacji takiego strzelania w przyszłych latach – uśmiecha się dyrektor patrząc jak zacina się wiatrówka. To jednak nie zniechęciło rzemieślników. Jak przystało na specjalistów, szybko znalazł się śrubokręt i fachowe dłonie oraz szybka naprawa, po której oddano kolejne strzały z odległości 8 metrów. Królem został właściciel wiatrówki, Jarosław Gajda. Radomski „król strzelania” otworzy 10 listopada o godz. 14 wystawę w Muzeum Jacka Malczewskiego pt. „Tradycje Krakowskiego Bractwa Kurkowego”.
(raa)
Więcej o wystawie piszemy tutaj




