Akcja: Kart na wyższym poziomie!

9 stycznia 2012
Czy w Radomiu może istnieć tor kartingowy, który nie jest zamknięty na kłódki? Czy może być takie miejsce, gdzie przyjdziesz ty i twoja rodzina, gdzie dostaniecie gokarty i pomkniecie między zakrętami czując adrenalinę, która pomoże naciskać na pedał gazu? Tor, który opuścisz cały i zdrowy, by znowu tam wrócić? Tak, może!

Tor kryty, zadowolenie niekłamane

- Masz gaz, hamulec i kierownicę. Interesują cię zakręty, to by jak najlepiej je pokonać. Zobaczysz, że gdy rozgrzejesz opony, będziesz mógł to robić z coraz większą prędkością i kart będzie szedł jak po sznureczku. Z każdym okrążeniem będziesz wiedział więcej i wyznaczysz sobie idealny tor jazdy – mówi do mnie mlody, utytułowany mistrz kierownicy Norbert Stańczyk.  Jego ojciec, Sławomir od lat zajmuje się kartingiem i samochodami. Teraz otworzyli tor kartingowy w Radomiu.

Dostaję kask, dostaję rękawiczki. Mogę dostać cały strój, ale to nie jest konieczne. Patrzę na mój wózek i zastanawiam się, czy to w nim jechał niedawno Sebastian Vettel? Nie to jest najważniejsze. Czekam na znak od sędziego pozwalający na wyjazd. Jest! Naciskam gaz a mój kart grzecznie, bez żadnych zrywów, szarpania, ochoczo rusza. W kasku słyszę pięknie pracujący silniczek Hondy za moimi plecami. Ma tylko 10 koni mechanicznych ale wystarczy, że wduszę gaz „do podłogi”, by poczuć jak jestem lekko przytulany do oparcia siedzonka. Siedzę zresztą jakieś 3 centymetry nad asfaltem... To niektórych może przerazić, ale dopiero tam możesz poczuć adrenalinę i każdy milimetr asfaltu. Tam myślisz: gdzie dodać gazu? Gdzie zdjąć nogę i czy hamować, by lepiej pokonać łuk. Którą stroną jechać, by lepiej wejść w zakręt i wyjść z niego? Za każdym okrążeniem odkrywasz, że jedziesz coraz lepiej, hamujesz coraz później, by być szybszym, by mieć jeszcze lepszy docisk karta. By odkryć, że nie prędkość jest przeszkodą a technika. Jej właśnie się uczysz.

Zakrętów jest 12, z czego kilka z nich (po kilku okrążeniach) „zamienia się” w łuki, między którymi śmigasz coraz szybciej. Kątem oka obserwujesz, czy nie zbliża się inny zawodnik, inny kierowca. Doskonale monitorujesz co się dzieje bezpośrednio obok ciebie. Nie masz jednak czasu patrzeć na stojących obok ludzi, którzy machają, pozdrawiają, uśmiechają się, podziwiają – nie! Interesuje cię asfalt, skupiasz się na drodze i flagach, które sędziowie mogą pokazać. Jesteś jakby w „tunelu”: Ty, kart, tor! To tylko i aż 300 metrów asfaltu. Tor pokonujesz zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Gdy zechcesz, możesz wystartować „w lewą stronę” - A to już zupełnie inna i trudniejsza zabawa – mówi mój mistrz Norbert. Wie co mówi, ja na szczęście nie widziałem żółtej, niebieskiej czy czarnej flagi – jak na normalnych wyścigach.

2 

Nie zgrywam mistrza, jadę dalej. Kila razy obijam się o bandę. Jeszcze się nie zdarzyło by komuś coś się stało. Przez kilka miesięcy na drugie piętro budynku przy ul. Żeromskiego 102 przychodzili różni utytułowani kierowcy. Na podstawie ich spostrzeżeń, kilometrów tam pokonanych wytyczono nitkę toru. Efekt: dla nowicjuszy jest łatwym wyzwaniem, gdzie można się uczyć i z każdym kolejnym kilometrem dążyć do tego, co z torem robią mistrzowie. Widziałem ich kilku, właśnie tam, na drugim piętrze budynku zaadoptowanego na kryty, oświetlony tor (niczym nocne kryterium F1 w Singapurze). Oni (kilku mistrzów widziałem tam w akcji) gnali, mijając zakręty tak jakby nie istniały prawa fizyki. Maciej Kluziński pojechał najszybciej. Ale mówią, że najlepszy czas i tak należy do młodego Stańczyka.

Ty po pewnym czasie uczysz się pokory. Po kilku okrążeniach, już na mecie, odkrywasz, że boli się dłoń, boli cię ramię (mnie lewe). Zaraz? Czyżby człowiek był taki słaby? - Ja o szóstej rano zaczynam trening. Tak mam codziennie. Muszę trzymać kondycję, by przez kilkanaście okrążeń utrzymać kierownicę – opowiada Norbert.

Gdy ja się budzę, on już jest na lekcjach w szkole. Gdy ja wstaję, on kończy lekcje. Gdy ja zaczynam funkcjonować, on już jest na torze i jeździ i tłumaczy wam, że gnanie kartem, samochodem, czy ciężarówką to nie takie proste zajęcie. Może być przyjemne, upajające, dające poczucie wolności, ale podstawy warto poznać, by nabrać szacunku do tego, co się dzieje na asfalcie. Czy jesteś młody, czy starszy: idź tam, zapłać te kilkanaście złotych.  Poznaj, doznaj i odpowiedz sobie na pytanie: jak to, co wiedziałeś do tej pory o prowadzeniu czterech kółek pokrywa się z tym, co odkryłeś po kilku okrążeniach toru?

Tor Kart Action to nie ostatnie słowo Sławomira Stańczyka w kwestii pokazania nam motoryzacji w Radomiu. Niebawem się przekonacie... Oni się dopiero rozkręcają! Ja wysiadam z „mojego wózka Vettela”, kilka dni odpoczynku i wracam tam! Najchętniej z chrześniakiem i córką, by jeszcze przed możliwością zdobycia prawa jazdy nauczyli się tego, czego nie nauczą się w żadnej szkole jazdy... No może poza szkołami niemieckimi czy fińskimi.

Bartek Olszewski

Reklama