Adamiec obraża i dzieli
Na forach internetowych wrze. Komentarze różne, jedni wskazują liczby i dane, inni wręcz solidaryzują się z poglądami radnego. Jeden z naszych internautów skomentował: "W każdym cywilizowanym kraju, po takiej wypowiedzi wyleciałby pan z hukiem z każdego organu władzy państwowej lub samorządowej".
Sławomir Adamiec pracuje w wydziale edukacji w radomskim starostwie powiatowym. Starosta Mirosław Ślifirczyk przyznaje, że czytał protest radnego i burzę jaką wywołał w prasie. - Jeszcze z nim nie rozmawiałem. Trudno jest mi się odnieść do prasowych publikacji. Proponuję porozmawiać z wicestarostą, który jest bezpośrednim zwierzchnikiem pana Adamca - radzi i obiecuje, że sprawą się dokładniej zainteresuje.
- Pytanie czy są przeszkody formalne? Jeśli takie zostaną wskazane, wtedy można podejmować decyzje kadrowe - odpowiada na nasze pytanie wicestarosta Waldemar Trelka.
Skoro nie ma przeszkód formalnych, to może są etyczne, by ktoś z takimi poglądami pracował w administracji samorządowej? - chcieliśmy zapytać. Ale nie było już po co. - Listu pana Adamca nie czytałem. Nie interesuje mnie ta sprawa, nie zajmuję się nią - szybko uciął wicestarosta.
Komentują
Robert Biedroń, Kampania Przeciw Homofobii
- Bycie radnym i jednocześnie pracownikiem samorządowym, bycie osobą publiczną zobowiązuje. Słowa pana Adamca to mowa nienawiści dyskredytująca go jako radnego, jako osobę publiczną. Pan Adamiec publicznie obraża homoseksualistów nazywając ich dewiantami. W bezpośredni sposób nas atakuje i dyskredytuje, dzieli społeczeństwo na tych "dewiantów" i tych "normalnych". To okropne, ohydne, zatrważające. Jak się czują teraz te osoby - geje, lesbijki, ich rodziny? Pan Adamiec jako radny ma pewien autorytet moralny. Ci, którzy tak uważają mogą się na nim wzorować i też będą nami pomiatać, a może nawet rzucać w nas kamieniami. Bo on daje na to przyzwolenie. Mam nadzieję, że przewodniczący rady, prezydent Radomia, posłowie z tego regionu zajmą zdecydowanie stanowisko w tej sprawie i potępią zachowanie pana Adamca. Dobrym przykładem jest tutaj reakcja Platformy Obywatelskiej w stosunku do nagannej wypowiedzi posła tej partii Roberta Węgrzyna. Jeśli teraz pozwolimy panu Adamcowi w ten sposób wyrażać się o homoseksualistach, to następnym razem będzie tak mówił o Romach, kobietach, muzłumanach, mniejszościach narodowych i nikt nie stanie w ich obronie. Najważniejsze, by poptępić takie zachowanie i sprzeciwić się mu. To byłby niebezpieczny precedens, gdybyśmy tolerowali takie postawy.
Poseł Radosław Witkowski (PO): - Sławomir Adamiec jest radnym, uzyskał mandat w demokratycznych wyborach, jego bezpośrednim "szefem" w radzie jest przewodniczący klubu PiS Jakub Kowalski i to od niego oczekiwałbym oceny, odpowiedzi na pytanie, czy się zgadza ze swoim radnym, czy nie. Tak właśnie zajęliśmy się w PO wypowiedzią posła Roberta Węgrzyna. Wypowiedzi Sławomira to sprawa radomskiego PiS. Przy okazji - znów z powodu Prawa i Sprawiedliwości - Radom został pokazany w całej Polsce z nienajlepszej strony.
Jakub Kowalski, szef klubu radnych PiS: - "Homoseksualizmem traktuję jako prywatną sprawę jednostki. Nie jest to dla mnie temat, który powinien być kwestią publiczną służącą budowaniu wizerunku grupy społecznej o preferencjach odmiennych niż większość społeczeństwa". (wypowiedź z http://jakubkowalski.blip.pl/).
Bożena Dobrzyńska, portal Mój Radom.pl: - Cała Polska aż huczy o wyczynie radnego Sławomira Adamca. A pan wicestarosta nie czytał! Nie słyszał! Nie interesuje go!
Radnego Kowalskiego chcieliśmy zapytać nie o jego poglądy na homoseksualizm, nawet nie o to, czy gej powinien być "książką" w Żywej Bibliotece. Chcieliśmy go zapytać, czy wypowiedź Adamca nie jest dyskryminująca, obraźliwa i dzieląca społeczeństwo. I czy w taki sposób - publicznie - ma moralne prawo wypowiadać się radny. Czy też nie powinno pozostać to jego kwestią prywatną. Ale radny Kowalski jest zajęty i ma tylko jedną odpowiedź - tę, którą umieścił na blipie i którą powielają wszystkie media. Nas też do niej odesłał.
Już wiemy, że pod naciskiem postawy Adamca, prawdopodobnie pod naciskiem magistratu (wiceprezydenta Ryszarda Fałka, prezydenta Andrzeja Kosztowniaka?), dyrektor Resursy uległa i Żywej Biblioteki w Resursie nie będzie, chyba, że bez geja.
Przecież to oczywiste, że za pieniądze podatników nie można bawić się w tak błahą sprawę jak tolerancja. A zwłaszcza nie za pieniądze podatników, którymi dysponuje Prawo i Sprawiedliwość.




