Karp ryba, nic nie powie

21 grudnia 2010
W Japonii głównym daniem świątecznym są kurczaki w panierce. Należy je zamawiać już w październiku, by sławna sieć dostarczyła danie na czas. Co kraj to obyczaj. U nas ryba też ma ciężkie życie. W dodatku kończy swój żywot podobnie, przed wigilią.


Na pewno będzie milczał... Wigilii w Polsce nie sposób wyobrazić sobie bez karpia. Prędzej stół będzie bez nogi, a choinka z jednym świecidełkiem, ale karp na stole musi być! Przez lata nauczyłem się również tego, że nie należy kucharzowi lub kucharce wchodzić ze swoimi radami do kuchni. Więc nie znajdziecie tu przepisów, jak karpia przyrządzić. Z naszą rybą są inne problemy.

Wczoraj sam prokurator generalny ustami swojego rzecznika przekazał informację, by karpia traktować humanitarnie. Tak, zmierzam do tej chwili, która musi nastąpić, by rybę skonsumować. Ta chwila trwa jednak dość długo. Rozpoczyna się potrzebą zakupienia karpia lub kilku karpi. Sięgamy w tym celu po lekturę, w tym przypadku czytamy gazetki z hipermarketów. Jeśli nam się nie chce czytać, co zupełnie zrozumiałe, to wystarczy włączyć telewizor. Z reklam wiemy wszystko: znamy cenę karpia. Jakieś 10 zł za kilogram, choć na targu podobno kupisz taniej i również będzie to ryba. Niektóre firmy rozdają rybę w promocji - nie żartuję. Włączcie radio, takie czasy. 

Ważny jest moment zakupów, zostało kilka dni do wigilii, a na parkingach pod sklepem igły nie wciśniesz, taki tłok. Jeśli mieszkacie blisko, to lepiej idźcie piechotą, by ujrzeć jak karpia humanitarnie traktują w sklepach. Tam nasza ryba zwykle tłoczy się czymś wypełnionym wodą. To coś (trzeba zaznaczyć) jest pełne ryb, zaś tłok chwilami przypomina zagęszczenie autobusu Ikarus za czasów PRL w godzinach szczytu. Ratujemy naszego karpia poprzez wyciągnięcie rybki z tego „kotła” - to jest humanitarne i warte każdej ceny. Gorzej z karpiem, on już po chwili zaczyna nerwowo ruszać swoim pyszczkiem, bo biedaczek szuka... tlenu, choć tego jest dla nas pod dostatkiem. Jednak czymś się różnimy od ryby, aczkolwiek podobno dawno temu z wody wyszliśmy. Należy szybko rozwiązać problem, w te pędy musimy rybce dać przestrzeń życiową, więc ruszamy szybko do domu.

W okresie świąt, ze świadomej już młodości, zapamiętałem generała miast Teleranka i największe akwarium w postaci wanny z karpiami. Pływały spokojnie, ja również spokojnie patrzyłem i myślałem, że prócz psa, kota i papużki w domu będą nowe zwierzątka. Tylko wanna była jedna, a tata nie planował rozbudowy łazienki. Na drugi dzień głowa domu zrobiła coś, po czym ryb nie było. Ojciec wszedł do małego pomieszczenia z wanną i zamknął za sobą drzwi. Był tam dość długo. Co jakiś czas w mieszkaniu rozlegał się głuchy dźwięk uderzenia dochodzący z łazienki. Ciosów każdego roku było tyle ile ryb w wannie, co dziś traktuję jako wyraz profesjonalizmu i pewnej ręki ojca. Domyślacie się o czym mówię...

Jeśli wasze dzieci pytają gdzie jest rybka, poświęćcie tyle czasu, by dziecko zrozumiało i mówcie prawdę o losach karpia. Ja, po poznaniu prawdy, niczym ryba, nabrałem wody w usta i do tej pory nie jestem zainteresowany dziedziczeniem obowiązków po ojcu. Zatem nie przeczytacie tu, jak humanitarnie zmienić byt ryby w niebyt. Na stronie prokuratury generalnej też instrukcji nie otrzymacie. Sprawdzałem. Ponieważ czytają nas dzieci, a one w swej fantazji mogą wskazówki przestudiować na rybkach akwariowych, więc tym bardziej nie podaję dokładnych i szybkich sposobów na „danie z ryby”.

Reasumując, karp dokonuje transformacji i ląduje na stole. Wtedy, podczas chwilowej zadumy zadaję sobie kolejne pytanie: czy karp to był karp, czy pani... karpiowa? I znowu nabieram wody w usta, bo przecież jest jeszcze opłatek i jesteśmy tak ciepli, mili i potulni jak młode baranki. Po świętach wszystko wraca do normy, tylko nie ryba. Nawet nie miała szansy przemówić ludzkim głosem podczas wigilii. Podobnie jak kurczaki w Japonii.

Bartek Olszewski

Reklama