Kossoy: Mecenas kultury

27 czerwca 2011
Ma 98 lat, mieszka w Izraelu. Polski Żyd od lat jest mecenasem Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Dziś przekazał kolejne prace do tej kolekcji. Wspominał dawne czasy, żartował, odwiedził miejsca z czasów swej młodości.

Edward Kossoy z żoną znów gościl w Radomiu
Już po raz drugi "Malczewski" gości Edwarda Kossoya. Mecenas mówi o sobie, że jest najstarszym żyjącym absolwentem Liceum Ogólnokształcacego im. T. Chałubińskiego. Wspiera fundację szkoły. – A my dostaliśmy już 18 obrazów od naszego darczyńcy. teraz powstaje film o jego życiu i działalności, który z zawodu jest świetnym prawnikiem. Walczył o odszkodowania dla ofiar Holocaustu - opowiada dyrektor „Malczewskiego” Adam Zieleziński.

Dziś Kossoy przekazał kolejne dwie prace radomskiej placówce. Pierwsza to wczesny rysunek Jacka Malczewskiego przedstawiający akt mężczyzny. – Myślę, że to rysunek z okresu studiów artysty. Kolejny dar to niewielki obrazek, kameralny, nastrojowy portret nieznanego autora przedstawiający czytającego Żyda – mówi Katarzyna Posiadała, szefowa działu sztuki muzeum.

Kolejne obrazy podarowane przez Kossoya A sam darczyńca? Uśmiechnięty, bardzo zadowolony z wizyty w Radomiu, z pogodną twarzą wspominał dawne czasy. Spędził tu szczęśliwy okres życia. - Dzieciństwa i zacnej szkoły. Od 1922 chodziłem do Szkoły Handlowej Prospera Jarzyńskiego, obecnie Chałubińskiego, które ukończyłem w 1930 r. Wśród 44 absolwentów było aż 14 Żydów. To bardzo charakterystyczne, odpowiadało wówczas procentowej liczbie ludności żydowskiej w Radomiu. Już rok później Żydów było czterech na klasę. Wtedy też zaczęły się „prądy zachodnie”, szczególnie niemieckie. Abiturienci rocznika 1933 nie chcieli z tymi Żydami być na jednym zdjęciu maturalnym - opowiadał. Podkreślał, że szczęśliwie mamy okres, kiedy -  ma taką uzasadnioną nadzieję - to się skończyło i że przyszłość będzie inna. - Obecnie młodzież wraca do tradycji Polski wielonarodowej i wielojęzycznej – mówi Edwarda Kossoy. Sam uważa się za „rodzaj zabytku historycznego i muzealnego” nie tylko ze względu na wiek. - Uważam się za jednego z ostatnich Żydów polskich w tysiącletniej tradycji wspólnej kultury. Mówiono kiedyś z przekąsem, że nie ma wesela bez Jankiela, a przeciwnicy odpowiadali, że nie ma Jankiela bez cymbałów. We współczesnej Polsce Jankiela nie ma, ale cymbały jeszcze zostały. Mam nadzieję, że ich będzie coraz mniej - uśmiecha się Kossoy.

Edward Kossoy W Radomiu dzieciństwo spędził na Kapturze. - Wtedy była to wieś. Zimą do szkoły chodziłem przez pola po kolana w śniegu - wspomina mecenas. Z wielką przyjemnością odbył sentymentalny spacer po ul. Żeromskiego, która jego zdaniem zmieniła się na lepsze. - To sympatyczna promenada. Kiedyś też nią była. Na rogu Focha (ówczesnej Zgodnej) była męska kawiarnia Rembikowskiego. Na kolejnym rogu, ul. Witolda  - złotnik. Mówiliśmy na ten odcinek „od Rembika do złotnika”. Po godz. 17 uczniowie i uczennice z czternastu szkół średnich istniejących wtedy w Radomiu tam spacerowali. Odbywały się młodzieńcze flirty – wspomina Edward Kossoy. Wczoraj był na kolacji w restauracji na rogu Moniuszki. - Za moich czasów była tam kawiarnia Udziałowa. Było zaledwie parę stolików, ale też najlepsze i sławne poza miastem ciastka. Dam państwu przepis na długie życie: - Trzeba zawsze być dobrej myśli i trzeba mieć szczęście do kobiet. Ja je zawsze miałem.

Wśród darów Edwarda Kossoya dla Muzeum im. Jacka Malczewskiego są obrazy  Stanisława Ignacego Witkiewicza, Jakuba Cukkera, Jana Rosena, Romana Kochanowskiego, Maurycego Trębacza a także Aleksandra Dziugurskiego, Mateusza Tokarskiego, Jana Konarskiego, Witkowskiego oraz obraz i grafika malarza ze szkoły niemieckiej Henry'ego Matissa. Razem z dzisiejszymi muzeum otrzymało od Edwarda Kossoya 20 cennych obrazów.

Bartek Olszewski

Reklama