Nie ma zamachu na kolekcję

Szefowie Muzeum im. Jacka Malczewskiego i Mazowieckiego Centrum Sztuki „Elektrownia” zwołali konferencję prasową, by – jak wyjaśniali – rozwiać kontrowersje związane z likwidacją oddziału „Malczewskiego” - Muzeum Sztuki Współczesnej.
- Okazuje się, że choć powstaje placówka, gdzie zbiory MSW znajdą właściwe miejsce do ekspozycji, czyli „Elektrownia”, dziś więcej jest z tego powodu osób skrzywdzonych niż szczęśliwych – ocenia dyrektor muzeum Adam Zieleziński.
Szef placówki przypomniał dobitnie, że MSW nigdy nie miało autonomii i jest „zaledwie” oddziałem Muzeum im. Jacka Malczewskiego; to ono posiada najbardziej wartościowe zbiory dotyczące głównie swego patrona. – Natomiast kolekcja gromadzona w Domu Esterki i Gąski ma swój początek jeszcze w czasach moich poprzedników. Jesteśmy z niej bardzo dumni. To prawda, że wymyślili ją prof. Kamieński i Mieczysław Szewczuk, a wspierał ich w tym nasz dobroczyńca i darczyńca Andrzej Wajda – podkreślał Zieleziński.
Jego zdaniem nie było problemów ani z MSW, ani z „Elektrownią” dopóki tą ostatnią kierowała Agata Morgan. - Zaczęły się, gdy dyrektorem został Zbigniew Belowski, a wpływ na tę kolekcję stracił prof. Stanisław Kamieński – twierdzi dyr. Zieleziński. Zaprzecza też, jakoby profesor został skrzywdzony. - Był zatrudniony przez wiele lat na pół etatu, ale nie pracował jak inni, często w ogóle się nie pojawiał w muzeum. Nie obowiązywały go żadne regulaminy ani Kodeks pracy. Chcąc uregulować tę wręcz kryminogenną sytuację i być w porządku w stosunku do pozostałych pracowników, zaproponowałem mu umowę - zlecenie, która wygasła. Teraz z kolei złożyłem propozycję, by został kustoszem w muzeum, ale odmówił – wyjaśnia Zieleziński.
Dyrektor „Malczewskiego” poinformował również, że decyzję o przekazaniu kolekcji sztuki współczesnej jako depozytu do „Elektrowni” zdecydowały władze sejmiku Mazowsza, któremu obie placówki podlegają. - Nie można robić wystaw i jednocześnie przekazywać zbiorów – tłumaczył dlaczego prezentowana teraz wystawa malarstwa Urbanowiczów jest ostatnią w MSW. - Kolekcji nic złego się nie dzieje, przecież po to budujemy „Elektrownię” - przekonywał. Wtórował mu dyr. „Elektrowni” Zbigniew Belowski. - Głupotą byłoby niszczenie czegokolwiek i kogokolwiek, nienormalnością zrywanie z tradycją - zapewniał.
Kierownik MSW Mieczysław Szewczuk pozostaje przy swoim zdaniu; - Boli mnie, że pewna wartość kulturowa, która przez lata powstawała jest teraz przedmiotem agresji, że wszystko jest sprowadzane do napaści politycznych. Artyści, którzy podarowali nam swoje dzieła, obdarzyli nas swoim zaufaniem i ono nas zobowiązuje. Nie ma konfliktu między mną a panem Belowskim, ale sposób likwidacji muzeum jest dla mnie upokarzający. To jest mój żal, że nie było wcześniej rozmów merytorycznych - tłumaczył dziennikarzom.
Zobacz też rozmowę z Mieczysławem Szewczukiem: Nieoceniony dar dla Radomia




