PiS-owska blokada „siódemki”. Przez godzinę

14 lutego 2011
Parlamentarzyści i radni Prawa i Sprawiedliwości, prezydenci Radomia, osoby starsze i młodsze blokowały dziś „siódemkę”. - Oceniam, że jest góra 50 osób – mówi Katarzyna Kucharska z radomskiej policji.

 

Ttłumów nie było... Miejsce: pierwsze przejście dla pieszych, tuż za rondem warszawskim w kierunku stolicy.

Cel akcji
: protest przeciw odsunięciu w czasie przebudowy drogi nr 7 przez rząd premiera Donalda Tuska.

Punktualnie o godz. 11 jako pierwszy wchodzi na przejście i blokuje ruch poseł Marek Suski (PiS). W dłoniach trzyma transparent „S12, S7 Dla Radomia”. Za nim na przejściu pojawiają się kolejni posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Krzysztof Sońta i Dariusz Bąk. Następnie senator Wojciech Skurkiewicz i radny sejmiku Zbigniew Kuźmiuk. Przez tubę propagandową mówi radny Jakub Kowalski (PiS) zachęcając pozostałe osoby do protestu. – Rząd premiera Donalda Tuska i minister infrastruktury Cezary Grabarczyk odsuwają w czasie budowę zachodniej obwodnicy Radomia i dalej drogi S7 w kierunku Kielc. Nie paraliżujemy ruchu, ale to jedyny sposób na wyrażenie naszego zdania w sprawie takich działań! - nawołuje przez przez megafon. I tak przez godzinę. Za nim podążają kolejni radni z Prawa i Sprawiedliwości.

Na przejściu widzimy też wiceprezydentów Radomia: Ryszarda Fałka, Igora Marszałkiewicza i Annę Kwiecień. Po kilku minutach zjawia się sam prezydent. Od przyglądającego się rozwojowi wydarzeń Mateusza Tyczyńskiego, otrzymuje osławiony od czasów Samoobrony krawat w biało-czerwone pasy. Andrzej Kosztowniak prezent przyjmuje, choć go nie zakłada, ma własny szaliczek w kolorze czerwonym. Po chwili dołącza do 50-osobowej grupy chodzącej tam i z powrotem po przejściu dla pieszych. – Tu frekwencja nie jest najważniejsza. Miasto potrzebuje obwodnicy, jeszcze trzy miesiące temu rząd obiecywał, że budowa ruszy, a dziś nie wiemy kiedy to nastąpi – tłumaczy Andrzej Kosztowniak.

Mateusz Tycznyński (z prawej) wręcza krawat Cały protest trwa równą godzinę. Co kilka minut protestujący opuszczają przejście umożliwiając przejazd samochodom. Nad przebiegiem czuwają policjanci. Kierują auta z ronda na objazd ulicami Michałowa i dalej ulicą Aleksandrowicza. Ten kto nie pojechał tamtędy, stoi w korku. – Ja akurat popieram ten protest. Pochodzą kilka minut, a ja zaraz ruszam dalej – mówi młody kierowca opla. W korku stoją auta ciężarowe, autobusy, słowem wszystkie pojazdy. Od czasu do czasu między zdaniami płynącymi z megafonu słychać klaksony. – Przecież to paranoja. Urządzili sobie kryterium uliczne. Mają sprawę do Tuska, niech idą do jego gabinetu a nie drażnią ludzi. Kierowcy zawsze dostawali w tym kraju w kość. Jak nie od władzy to od dziur w drogach, a tym pisowcom zależy tylko na jednym - by telewizja przyjechała i ich pokazała. Widać zostało im tylko lekcje od Leppera brać... bo co innego? – denerwuje się kierowca dostawczego iveco.

Do policjanta podbiega kobieta. – Jadę z dzieckiem na umówioną wizytę do lekarza w Warszawie, błagam pomóżcie. Utknęłam, gdybym wiedziała, pojechałabym objazdem – prosi drżącym głosem. Policjant idzie z nią do jej samochodu i stara się pomóc. Niestety auta nie można wycofać, kobieta i jej dziecko czekają na kolejną przerwę w proteście.

Obok przejścia kilka osób obserwuje chodzących tam i z powrotem. - Do roboty byście się wzięli, złodzieje!– krzyczy mężczyzna. W odpowiedzi słyszy: – Wódką od ciebie jedzie.

Im bliżej końca, tym mniej protestujących Nad przejściem helikopter jednej ze stacji telewizyjnych, wokół przejścia kilkudziesięciu dziennikarzy, kamery, aparaty fotograficzne. Prezydent Kosztowniak opuszcza protestujących na kwadrans przed końcem akcji. Na miejscu nie widzimy przedstawicieli SLD, którzy twierdzili, że przybędą, ale blokować nie będą. Nie ma także posłanki Marzeny Wróbel (PiS), nie ma koalicjanta PiS w Radomiu, czyli PSL. W południe koniec protestu. Transparenty chowane do zaparkowanych obok samochodów, helikopter telewizji krąży jeszcze przez kwadrans. – Powinien polecieć dalej do Kielc, tam też protestują niech ich też pokażą – sumuje jeden z uczestników protestu.

Bartek Olszewski

Reklama