Radomscy biznesmeni gromią władze miasta

28 lutego 2012
Za plany związane z Castoramą i kolejnymi marketami. Za podatki, nepotyzm, niekompetencję urzędników. - Radom jest jak napompowany balon, wystarczy przyłożyć szpilkę – ostrzegają przedsiębiorcy.

 

P. Szprendałowicz, J. Kalotka i K. Woźniak Dzisiejszą, wspólną konferencję prasową, zwołała część radnych opozycji i lokalni biznesmeni. Są zaniepokojeni planami magistratu, który chce budowy w mieście kolejnych marketów, a głównie Castoramy. - Znalzałoby w niej pracę około 100 osób za marne pieniądze na „śmieciowych” umowach. W zamian przedsiębiorcy radomscy musieliby zamknąć swoje firmy i zwolnić pracowników, których są setki. Taki market dobiłby już do końca lokalny biznes - punktował radny Kazimierz Woźniak (Radomianie Razem). Ocenia, że w magistracie decyzje "pewnie podejmuje ten kto się pierwszy obudzi: dziś otwieramy miejski urząd pracy, jutro nie". - Nikt nie myśli o ludziach, którzy zostaną po otwarciu choćby Castoramy bezrobotnymi – dodaje Woźniak.

Wczoraj swój sprzeciw do władz wobec planów związanych z budową Castoramy wyraziła Izba Przemysłowo- Handlowa Ziemi Radomskiej. Jej prezes, który także prowadzi firmę wyliczał: – W 2011 roku płaciłem 10 tys zł. podatku, za ten rok zapłacę więcej: 13 tys zł. Także od gruntów zapłacę więcej. Zatrudniam 9 pracowników. Takich firm w mieście jest bardzo wiele. Szeroko rozumiana branża budowlana po uruchomieniu Castoramy padnie, spodziewajmy się wielkich reperkusji. Nasz sprzeciw popiera już 200 firm. Mówią jednomyślnie, że zamkną interes i zwolnią ludzi, bo się nie będzie opłacać. To będą tysiące bezrobotnych! - zapowiada Janusz Kalotka.

2 Kolejny przedstawiciel branży budowlanej, zatrudniający blisko 50 pracowników też nie kryje rozgoryczenia i wzburzenia. - Ja po prostu zamknę interes i wyprowadzę się na południe Europy. Nikt z władz nie pomyślał, nie zwrócił się do nas. Przecież my sami możemy w pół roku wybudować takie centrum, ale władze patrzą na Castoramę, która nic nie da. To kolos, który tylko bierze – mówił pracujący w branży od 26 lat Stanisław Kalbarczyk.

Jego firma ma siedzibę przy ul. Kozienickiej. Wiceprezydent Marszałkiewicz tak miał powiedzieć do przedsiębiorcy w sprawie remontu drogi: „Co mnie to obchodzi, jak sobie poradzicie”. - A to przecież urzędnicy opłacani są z blisko 85 proc. podatków od działających tu firm! Gdy je zamkniemy, to z czego oni się utrzymają? Skąd prezydent będzie miał podatki? - pytał nie kryjący rozgoryczenia biznesmen.  - Moi koledzy prowadzący firmy mówią wprost, że swoje firmy pozamykają a jedynym plusem będzie sprzedaż posesji pod kolejny hipermarket, który władza będzie chciała otwierać. Ludzie w mieście umierają z głodu za pensję na poziomie 900 zł! Radom jest jak wielki balon, wystarczy tylko przyłożyć szpilkę! Taką będzie Castorama – ostrzegał S. Kalbarczyk.

- Wczoraj się dowiedzieliśmy, że urzędnik magistratu zarobił na działce pod budowaną ul. Mieszka I. Ten urzędnik nadal pracuje. Prezydent Andrzej Kosztowniak powiedział na sesji, iż to on kazał wiceprezydentowi Marszałkiewiczowi szukać firm zainteresowanych uruchomieniem działalności handlowej! Czy to nie wzbudza dodatkowych wątpliwości? - zauważył radny Piotr Szprendałowicz (niezależny).

- Urzędnicy mają swój punkt widzenia. Nie dostrzegają rozterek ludzi, którzy wracają np. z Irlandii, by tu pozostać. Nie chcą, bo nie widzą sensu działalności w Radomiu. Władze powinny wspierać produkcję i producentów lokalnych, tymczasem stawiają na handel. Powinni z nami rozmawiać – twierdzi Henryk Dudek ze Stowarzyszenia Kupców Polskich.

Bartek Olszewski

Reklama