Radomski drogowy Matrix

3 czerwca 2011
Kilka lat temu oglądaliśmy drugą część Matriksa. Lubię, czytam i oglądam fantastykę. W moim mieście takową mam niestety, prawie na co dzień, bez czytania. Jestem też chory, gdy coś przychodzi mi napisać o naszych duktach! Niemniej muszę, bo inaczej się uduszę...

 

W drugiej części Matrixa widzieliśmy coś, co nie było komputerowym efektem specjalnym. Było to kilka kilometrów autostrady. Pamiętacie kilkanaście minut spektakularnego pościgu, strzelaniny, rozbijania aut, wybuchów? Matko co tam się działo!. Główną rolę grał wjeżdżający wtedy na salony pewien model cadillac'a. Tak, byli i inni bohaterowie, ale dla mnie najważniejsza była ta autostrada. Kilka pasów ruchu w jedną stronę. Oczywiście zjazdy, rozjazdy, wiadukty i inne znaki wymalowane czy wiszące nad drogą: po prostu normalna amerykańska autostrada.

Niby nic, a jednak. Bracia reżyserzy szukali odpowiedniego planu, by kręcić swój film i szaleńczą moto - gonitwę. Nieprawdopodobne ale w takiej Ameryce... nie znaleźli. Co zrobili? Sięgnęli głębiej do trzosa i zapłacili za wybudowanie kilku kilometrów nowiuśkiej autostrady, o której piszę!!! Jakże ja żałowałem, że Wachowscy nie przybyli do Radomia w poszukiwaniu miejsc do kręcenia. Jaka szkoda! Mogliby tak bachnąć autostradkę w naszym mieście. Niech sobie pokręcą film, pojadą a nam zostanie asfalt! Prawda, że miałem piękne, fantastyczne wręcz wizje i pragnienie?

Ale może i dobrze, że u nas nie kręcili. Kto wie, może gdyby wybudowali to nasi, postawili by tam bramki dla gwiazd w drodze na plan i byłby obciach!? Eee, to głupie, nie czepiajmy się. Ale wyobraźcie sobie, za sprawą Matrixa ktoś by nam wyremontował na przykład wiadukt w Alei Wojska Polskiego. Obecnie to nie jest wiadukt, to łata na łacie, która łatą pogania i jakimś cudem trzyma się kupy. Być może taką kupą runie na jakiś pociąg jadący dołem i wtedy zajdzie nagła potrzeba remontu. Albo jakiś samolot podczas Air Show przeleci nad wiaduktem i łaty się wzruszą od naddźwiękowej... Wniosek: ustawić tam zakaz lotów! Żyjemy w takim Matrixie, że władza gotowa to uczynić. Wcześniej jednak dowiemy się kto wykona Mieszka I. I nie będzie to ekipa filmowa. A szkoda, bo autostradę w stanach wybudowali szybko i nie zaczynali od tego co u nas. U nas jakimś cudem ekipy drogowców ruszają na plac budowy latem, by się wyrobić przed zimą. Jak się wyrabiają każdy widzi.

A do tego papiery, tony papierów, pieczątek, podpisów, zgód, odwołań, zapytań. Jeszcze rowery swoje szprychy wkładają w całą bajkę i dyrektor MZDiK siedzi popołudniami by zająć stanowisko. To pocieszające, że siedzi po godzinach dla naszego dobra. Był wcześniej dyrektor, który nie przepadał za siedzeniem po godzinach, bo jak twierdził  za to mu nie płacili, i stracił stanowisko. Obecny dyrektor może stracić stołek za to, że chyba bierze nie te papiery do analizy które trzeba. Bo jak się okazuje 1905 Roku i tunel po wielkich bólach i niejednym poślizgu są skończone, a komplet dokumentów w sprawie został przygotowany i wysłany. Tylko jakoś na dniach, miast wcześniej. Wysłali papierki do stolicy, bo tam są organy kontrolujące również i od tamtych organów zależy czy pojedziemy nowiuśkim skrzyżowaniem (i tunelem).

Reasumując, paranoja jest taka, że może pojedziemy za miesiąc, gdy organ z Warszawy się zbierze i przyjedzie wydać pozwolenie, a wcześniej musi (tenże organ) przecie obmierzyć, pomierzyć, przewąchać sprawę czy jest bezpieczna i w końcu przybić pieczątki ZGODY! Tak z grubsza powstaje u nas asfalt. Tak z grubsza to nasz Matrix i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Więc po latach gadania i pisania w „asfalciej sprawie” mam nadzieję, że mi wybaczycie mój olewczy stosunek do czegokolwiek asfaltowanego i budowanego u nas. Choć trzeba przyznać, że ekipa Tuska jest lepsza od Gierka! Coś za unijną kasę wybudowali i budują. Niemniej szlag mnie trafia nadal.

Bartek Olszewski
PS. Uważajcie jadąc nowo wybudowanym skrzyżowaniem przy Centrum Słonecznym. Świateł tam nie ma, mówią, że mają być. W tej chwili można tam oglądać czwartą część Matrixa... Tylko nie mylić z IV RP, prędzej z „dobrą kontynuacją”.

Reklama