Tor formuły… jaki i jakiej?
Pod koniec października odbędzie się Grand Prix Indii na nowo wybudowanym obiekcie za ponad 200 mln dolarów. Radomski tor, według wstępnych wycen posła Ruchu Palikota, miałby powstać za... 70 mln zł. Inwestycję mieliby sfinansować radomscy biznesmeni oraz banki, które zdaniem posła-elekta są zainteresowane. - Pomysł z torem F1 jest naprawdę extra ale... I tu się zaczyna problem. Zakładając, że tor już jest i spełnia wszelkie normy, to jeszcze właściciel obiektu musi mieć niemożliwie wielką siłę przebicia w FIA, by otrzymać pozwolenie na organizację Grand Prix F1 – tłumaczy Sławomir Stańczyk, właściciel mistrzowskiego teamu motoryzacyjnego Sekret Serwis Racing.
Faktycznie, na organizację GP F1 czeka na świecie wiele miast i torów. W praktyce takie zezwolenie zależy od niepodzielnie kierującego od lat Formułą 1 Bernie Ecclestona, prezydenta i szefa Formula One Administration. Od Brytyjczyka w dużej mierze zależą również losy FIA, czyli Fédération Internationale de l'Automobile. Federacją obecnie kieruje Jean Todt, były szef teamu Ferrari. Todt w 2009 r. zastąpił Maxa Mosley'a, który ustąpił ze stanowiska w atmosferze skandalu obyczajowego. Wymienieni, jak i poprzedni Prezydenci FIA otrzymywali „namaszczenie” na zaszczytną funkcję od bogatego Brytyjczyka.
Dlaczego Radom?
Obecnie na całym świecie jest kilkanaście miejsc, które czekają w prestiżowej kolejce, starając się o przychylne spojrzenie i zgodę na organizację GP. W budowie jest tor w Soczi. Dlaczego Radom miałby nagle otrzymać taką zgodę? - Owszem, też bym tego bardzo chciał, ale jestem realistą i nie mam wątpliwości, że nawet mimo spełnienia odpowiednich warunków, szanse mamy mniej niż minimalne, niestety – krótko sumuje Stańczyk, który przez lata zajmował się sportami wyścigowymi i nie jeden tor na świecie widział. - Przede wszystkim należy rozstrzygnąć czy to miał by być tor uliczny, czy stały. Inwestycja w uliczny nie ma sensu jeżeli nie mamy gwarancji organizacji GP. Nakłady wbrew pozorom nie są wiele mniejsze, a sam tor nie jest na co dzień eksploatowany, więc nie występuje tu proces amortyzacji nakładów. No i dochodzą ogromne koszty przygotowania jakiejkolwiek imprezy. Będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Czyli logicznym ruchem jest budowa toru stałego – dodaje.
A tu potrzebny jest teren z w miarę dobrym dojazdem i w miejscu nienarażonym na protesty z powodu hałasu i inne niedogodności wynikających z funkcji obiektu (patrz Poznań, Lublin, itp.). Radom, centrum Polski, lokalizacja dobra. Prezydent Andrzej Kosztowniak powiedział, że miasto nie jest w stanie podjąć się takiego zadania (budowa toru), ale jeśli ktoś inwestycję sfinansuje, to może liczyć na wsparcie magistratu.
Projekt, homologacja, licencja
- Poza tym, potrzebny jest doskonały projekt uzgodniony z FIA (każda dokumentacja w FIA przechodzi tzw. symulację, a przypadku torów F1 jest to szczególna procedura weryfikacji). W Polsce nie ma firm posiadających w tym względzie doświadczenie, potrzebny jest specjalistyczny wykonawca i nie może to być najtańsza firma wyłoniona na bazie ustawy o zamówieniach publicznych. Najbliższa,specjalizująca się w tej materii ma siedzibę w Austrii - dodaje nasz rozmówca. „Nadwornym” projektantem torów Formuły 1 jest obecnie niemiecki architekt Hermann Tilke. Kilka nowoczesnych obiektów, które wyszły spod jego ręki, znajduje się w bieżącym harmonogramie rocznych wyścigów. - Poza makabrycznie ogromnym wkładem finansowym, tor musi uzyskać homologację, właściciel/organizator musi posiadać odpowiednią licencję FIA na organizację takiej imprezy - a w tym celu musi posiadać licencjonowaną kadrę oraz zastępy doświadczonych pracowników obsługi. A gdzie znaleźć takich z doświadczeniem w F1? - pyta Stańczyk. Licencja to kwota rzędu 30 mln dolarów. Do tego kolejne miliony związane z samą organizacją jednego tylko, dwugodzinnego wyścigu.
Lepiej tor samochodowo-wyścigowy
Stańczyk dodaje, że równie ważny jest odpowiedni pomysł, co z tym torem robić, by był w stanie zarobić na swoje utrzymanie, nie mówiąc już o zwrocie poniesionych kosztów. - Miałby on "obłożenie" pewnie przez okrągły rok, ale czy przy tak astronomicznej inwestycji jest w stanie w naszych warunkach się zwrócić? - pyta szef teamu sportowego i po analizie twierdzi, że byłoby to naprawdę trudne, ale nie niemożliwe, jeśli inwestorzy zamroziliby swoje wkłady na długie lata. - Budowa takiego obiektu w pobliżu Radomia to dla miasta ogromna korzyść. Zarobi na tym miasto, usługodawcy, itp. Ponieważ szansa na GP F1 jest mówiąc delikatnie minimalna, to idąc za tym niewątpliwie fajnym pomysłem, moim zdaniem należy postąpić inaczej. Zapomnieć póki co o haśle wyborczym "Tor F1 w Radomiu", a postarać się wybudować normalny samochodowo-motocyklowy tor wyścigowy. Takich torów w Polsce, niestety, prawie nie ma. Jest jedyny w Poznaniu i mimo tego, że jest to bardzo skromny obiekt, to non stop jest wykorzystywany, czyli zarabia na siebie. Tor w Kielcach stracił kilka lat temu homologację i na razie nie zanosi się na jego przebudowę – zaznacza Stańczyk. Podobny pomysł ma także Armand Ryfiński, autor wyborczego hasła. Koszt budowy takiego toru jest niewspółmiernie mniejszy od F1. Otrzymanie międzynarodowej homologacji nie wiąże się z tak drogimi i wyśrubowanymi procedurami, a licencja organizatora jest osiągalna dla większości klubów. Można na takim torze organizować imprezy krajowe i międzynarodowe, zarówno samochodowe jak i motocyklowe.
Robić, ale z sensem
Obecnie na torze w Poznaniu organizowane są rundy serii wyścigowych Niemiec, Słowacji, czy Czech. Na treningi przyjeżdżają zawodnicy nie tylko z kraju, ale i z zagranicy. - Uzyskać dostęp do toru w Poznaniu w sezonie jest naprawdę trudno. Dla właścicieli takiego obiektu to ogromne pole do popisu i zaryzykuję twierdzenie, że sumaryczny przychód z markowych imprez samochodowych i motocyklowych zdecydowanie przewyższy przychód z jednej imprezy F1 w sezonie... poza prestiżem organizacji GP F1 – uśmiecha się Stańczyk. - Nasi sąsiedzi szukają alternatywy dla Brna, Slovakiaring, czy niedaleko polskiej granicy, torów w Niemczech. Dodatkowo dobry projekt może uwzględniać możliwość dostosowania w przyszłości obiektu do norm F 1. To przecież jest osiągalne – dodaje.
W Radomiu o torze samochodowym wyścigowym mówi się od dawna. Automobilklub Radomski praktycznie każdego roku obiecuje, że rozbuduje swój obiekt do norm europejskich z przeznaczeniem... dla kartingu. - Coś miało powstać w okolicach Pionek, niedawno słyszałem, że pod Iłżą też ktoś chce wybudować tor. Teraz mamy pomysł na tor F1. Prywatna firma buduje pod Radomiem duży obiekt dla celów szkolenia kierowców zawodowych i przy tej okazji część obiektu podobno będzie miała parametry toru samochodowego. Będzie świetnie, jeśli powstanie choćby coś takiego. Przypomnę, że w Polsce jest tylko jeden wyścigowy tor samochodowy w Poznaniu. Fajnie gdyby to właśnie w Radomiu przestano o tym mówić, a zaczęto coś w tym kierunku robić. Ale z sensem - sumuje Sławomir Stańczyk.
Bartek Olszewski
Komentarz
Od lat oglądam i lubię Formułę 1. Panie pośle - elekcie, nie jestem hazardzistą, lecz w tym momencie idę o zakład: jeśli stworzy pan w Radomiu czy okolicach miasta tor F 1... Podkreślam - tor i ruszy na nim Grand Prix F 1 w ciągu siódmej kadencji sejmu, to osobiście miotełką posprzątam cały jego asfalt po wyścigu. Średnio będę mieć ponad 5 kilometrów toru, na którym gnają bolidy jakieś 60 okrążeń pokonując średnio 300 km. W dłoń wezmę szczotę a pan będzie jechać na meleksie i wskazywać palcem, gdzie i co jeszcze trzeba posprzątać. O.k? Od pana nie wymagam, żadnego wyzwania... poza wybudowaniem takiego obiektu. Nawiasem mówiąc, bardzo chcę, by coś takiego powstało tu u nas!
Bartek Olszewski




