• wiadomości
  • wydarzenia
  • kultura
  • rozrywka

Miasto chce tworzyć własny urząd pracy. Radni PiS mówią: „nie teraz”

30 czerwca 2020

– To nie jest najlepszy czas – mówili radni Prawa i Sprawiedliwości, nie godząc się, by prezydent rozpoczął przygotowania do utworzenia miejskiego urzędu pracy. – To byłaby tylko uchwała intencyjna – przekonywał na sesji wiceprezydent Jerzy Zawodnik, ale na próżno.

 

PUP obsługuje i miasto, i powiat

PUP obsługuje i miasto, i powiat

 

W tej chwili zarówno miasto, jak i powiat obsługuje ten sam pośredniak, którego działalność ratusz finansuje w 60 proc. Prezydent uznał jednak, że lepiej te pieniądze przeznaczyć na własny urząd pracy, bo teraz – jak zapewniał już wcześniej Radosław Witkowski, a na wczorajszej sesji rady miejskiej wiceprezydent Jerzy Zawodnik – miasto nie ma wpływu na funkcjonowanie PUP. Niedawno – przypomnijmy – starosta radomski odwołał z funkcji dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy Józefa Bakułę. Zarzucał mu m.in., że w pierwszych tygodniach po wejściu w życie zapisów Tarczy Antykryzysowej, pośredniak nie radził obie z rozpatrywaniem wniosków od przedsiębiorców i powstały ogromne zaległości. Zdaniem starosty Waldemara Trelki, dopiero powołany przez niego nowy. p.o. dyrektora PUP problem rozwiązał.  Z kolei prezydent Radosław Witkowski ubolewał, że Trelka choć wprawdzie zapytał go o opinię w sprawie odwołania Bakuły, to nie czekając na nią, długoletniego szefa radomskiego pośredniaka zwolnił.

To pomysł nienowy

Na wczorajszej sesji radni rozpatrywali projekt uchwały o zamiarze powołania przez miasto własnego urzędu pracy. Podjęcie takiej uchwały jest konieczne, by gmina mogła zwrócić się o wyrażenie zgody na takie rozwiązanie do ministra pracy. Wiceprezydent Zawodnik przypomniał radnym, że pomysł nie jest nowy, bo liczy sobie aż 10 lat i wracał kilka razy, zazwyczaj wtedy, gdy okazywało się, że pod koniec roku starostwo wystawia miastu dodatkowe noty obciążeniowe ponad ustalone wcześniej kwoty. Kilka lat temu magistrat skierował nawet sprawę rozliczania ze starostwem do sądu, ale ten uznał, że urząd miejski musi płacić takie kwoty, jakich starosta zażąda.

Jery Zawodnik podał więcej szczegółów na temat nowego miejskiego pośredniaka.  Miasto chce go zlokalizować w budynku dawnego żłobka, a później inkubatora przedsiębiorczości przy ul. Kościuszki 1. Dostosowanie go do potrzeb urzędu kosztowałoby 1 mln zł, zatrudniał około 100 osób, których koszt wynagrodzeń wraz z dodatkowymi kosztami utrzymania wyniesie około 715 tys. zł. – Przejmiemy pracowników z PUP, a także część sprzętu i wyposażenia – wymieniał wiceprezydent Zawodnik. – Urząd pracy dysponuje ogromnymi pieniędzmi, także unijnymi, na podział których nie mamy obecnie wpływu. Nie mamy narzędzi do stymulowania rynku pracy poprzez finansowanie stażów pracy, dopłat do tworzenia nowych miejsc pracy, zakładania działalności gospodarczej – podkreślał wiceprezydent.

Dlaczego teraz?

W imieniu klubu radnych PiS Łukasz Podlewski (PiS) przypomniał, że 10 lat temu rada miejska podjęła nawet uchwałę o powołaniu pełnomocnika d.s. utworzenia miejskiego urzędu pracy, dlatego chciał wiedzieć „jakie działania podjął on przez te 10 lat” i dopytywał, kiedy teraz prezydent zdecydował o rozstaniu z PUP-em. Robert Utkowski (KO) również odwoływał się do historii. Zacytował wypowiedź sprzed lat obecnej posłanki, a wtedy wiceprezydent Radomia Anny Kwiecień, która optowałą za tworzeniem miejskiego pośredniaka. – I wtedy, i teraz podnosimy te same argumenty. Więc może wznieśmy się ponad partyjne przekonania – apelował radny. Katarzyna Pastuszka-Chrobotowicz (PiS) przekonywała, że nie jest przeciwna utworzeniu urzędu, ale stwierdziła, że radni nie rozmawialiby teraz na ten temat, gdyby dyrektorem PUP był nadal Józef Bakuła. – To nie jest dobry moment na tworzenie takiego urzędu, nie w tej kadencji – twierdziła. Powtarzała uzasadnienie starosty w sprawie odwołania Bakuły: nie realizował wniosków przedsiębiorców w ramach Tarczy Antykryzysowej. Ten argument próbowała zbić Małgorzata Zając (KO), która wyjaśniała, że na początku obowiązywania Tarczy do PUP wpływało 400 wniosków dziennie, a teraz jest ich kilkadziesiąt, więc to oczywiste, że są rozpatrywane szybciej i nie jest to zasługa nowego szefa PUP. – To bardzo dobry moment, by powołać urząd: nie wiąże się z kosztami. Tylko w Radomiu funkcjonuje tak duży urząd obsługujący i  miasto, i powiat – dodała.

Koalicjant stracił stanowisko

W zamiarze utworzenia miejskiego pośredniaka Łukasz Podlewski dopatrzył się również polityki. – Przecież koalicjant prezydenta Witkowskiego stracił stanowisko – wyjaśniał (chodzi o to, że Józef Bakuła był desygnowany na stanowisko przez PSł) Wiceprezydent Zawodnik odpowiadał, że chodzi wyłącznie o kwestie gospodarcze, natomiast decyzja polityczna zapadła w starostwie. – Na posiedzeniu Rady Rynku Pracy nie broniłem pana Bakuły, chciałem tylko, by się wypowiedział, obronił. Prezydent Witkowski poprosił dyrektora, by się odniósł do zarzutów starosty, ale zanim ten to zrobił, został już odwołany – relacjonował wiceprezydent. Dodał, że Radosław Witkowski pytał o radę gospodarczą funkcjonującą przy prezydencie, czy potrzebny jest miejski pośredniak i ta rada opowiedziała się „za”. Zawodnik nie omieszkał też przypomnieć, że jeśli chodzi o politykę, to przecież w jednej z kadencji samorządu PiS tworzył koalicję z PSL i miał nawet swojego wiceprezydenta.

Radni Prawa i Sprawiedliwości byli nieubłagani. Łukasz Podlewski proponował, by zwołać w sprawie powołania nowego urzędu pracy sesję nadzwyczajną, zaprosić starostę radomskiego. „Porozmawiajmy uczciwie” – apelował. Potem, po przerwie zarządzonej na wniosek PiS prosił wiceprezydenta o zdjęcie projektu uchwały z porządku obrad. Ten jednak nie zgodził się. W głosowaniu uczestniczyło 26 radnych, 14 było przeciw, 12 a.

Wiceprezydent Zawodnik zapowiedział, ze wróci do radnych z pomysłem na miejski urząd pracy.

bdb

 

 

Tags

Dodaj komentarz