Miasto nie ma prawomocnego pozwolenia na budowę Wojska Polskiego. Uruchamia jednak procedurę przetargową
20 marca 2018
Wyjątkowo zgodni byli dziś na nadzwyczajnej sesji radni, którzy wpisali do budżetu Radomia na 2018 rok i Wieloletniej Prognozy Finansowej pieniądze na przebudowę al. Wojska Polskiego. Ale zgoda była tylko podczas głosowania. Wcześniej opozycja zarzuciła prezydentowi, że nie ogłasza przetargu na realizację zadania, bo… nie ma prawomocnego pozwolenia na budowę.
Wydawało się, że to będzie tylko formalność i radni podczas nadzwyczajnej sesji zwołanej na wniosek prezydenta wprowadzą stosowne zmiany w budżecie miasta na 2018 rok, czyli wpiszą do niego wydatek w wysokości niecałych 30 mln zł na modernizacje Wojska Polskiego oraz pozostała kwotę ponad 60 mln do WPF. Jednak radni Prawa i Sprawiedliwości: Jakub Kowalski, Dariusz Wójcik, Adam Bocheński i Marek Szary pytali prezydenta, czy prawdą jest, że nie ogłasza on przetargu na przebudowę, ponieważ nie ma ważnego pozwolenia. - Dlaczego nie występował pan do wojewody o rygor natychmiastowej wykonalności, co by pozwoliło nie czekać na odwołania od decyzji o pozwoleniu? Takie możliwości daje specustawa - podkreślał Kowalski. Twierdził, że miasto popełniło błąd, a teraz nie chce się do tego przyznać. - Był pan hardy, niech pan i teraz ma odwagę to przyznać - zwracał się do wiceprezydenta Konrada Frysztaka.
Frysztak przyznał, że do resortu infrastruktury od jednego z mieszkańców ul. Porannej wpłynęło odwołanie od decyzji wojewody o pozwoleniu na budowę. Ministerstwo ma czas na rozstrzygnięcie tej kwestii do 30 marca.
Prezydenta i jego współpracowników próbował bronić Wiesław Wędzonka (PO). - Przypomnę, że wojewoda raczył zwlekać z podpisaniem umowy z prezydentem 30 dni, nie zaprosił prezydenta na wspólne podpisanie, a potem przekazał dokument bez ważnego załącznika. To były 30 dni niepotrzebnie stracone - przekonywał radny Platformy. Na próżno, bo jego oponenci argumentowali, że w sytuacji, gdy mamy do czynienia choćby z jednym odwołaniem, wcześniejsze podpisanie umowy niczego by nie zmieniło.
Prezydent: Zaczynamy od jutra
- Jutro rozpoczynamy uruchomienie procedury przetargowej, czyli wyślemy do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej zgłoszenie o takim przetargu - mówi prezydent Witkowski. Zapewnia, ze zgłoszenie rygoru natychmiastowej wykonalności nie było potrzebne, bo o pozwolenie na budowę miasto występowało kilka miesięcy temu. - Wtedy jeszcze nie było zapewnione finansowanie i w tej sprawie wszystko zostało zrobione przez moich urzędników zgodnie z literą prawa. Prezydent powtarza, że niczego nie opóźniał w przygotowaniach do budowy. - Mamy ZRID (decyzję o pozwoleniu na realizację inwestycji drogowej - przyp. autorka) bez rygoru natychmiastowej wykonalności, bo wtedy, kiedy o niego występowaliśmy, nie było takiej potrzeby - przekonuje Radosław Witkowski.
Co będzie, jeśli minister uzna skargę radomianina za uzasadnioną? - Trzeba będzie wprowadzić zmiany do projektu, co z lekka może opóźnić inwestycję - zaznacza prezydent.
Ale wiceprezydent Frysztak jest spokojny. - Mieszkaniec ul. Porannej uznał, że na wysokości jego posesji nie ma ekranu dźwiękoszczelnego. Ale decyzja z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska mówi wprost, że po zakończeniu inwestycji, w kilkanaście miesięcy po jej zrealizowaniu, będzie trzeba przeprowadzić badania i na tej podstawie będzie można stwierdzić, czy ekrany trzeba będzie dostawiać, czy nie - tłumaczy wiceprezydent. Dodaje, że miasto z mocy prawa przejmuje grunty, a wojewoda będzie wystawiał decyzje administracyjne dotyczące wysokości odszkodowań dla właścicieli nieruchomości. - To oczywista oczywistość, że to odwołanie należy odrzucić - przekonuje wiceprezydent.
Ktoś popełnił błąd?
Jakub Kowalski nie rozumie, dlaczego miasto nie występowało o "rygor". - Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji, że minister może przyznać rację temu, który się odwoływał i trzeba będzie przemodelować cały, albo część projektu przebudowy ulicy. Gdy jest rygor natychmiastowej wykonalności, bez względu na protesty, przystępuje się do realizacji, a później ewentualne odszkodowania wypłaca tym, którzy mieli rację wnosząc swój protest - mówi radny PiS.
- Byliśmy mamieni informacjami, że winny jest wojewoda. A co by było, gdyby wojewoda już pierwszego dnia podpisał ten dokument? Czy przyspieszyłoby to prace? Nie, bo nie mamy prawomocnego pozwolenia na budowę - ocenia przewodniczący rady Dariusz Wójcik. Jego zdaniem "ktoś dopuścił się zaniedbań" i oby ministerstwo nie uznało racji osoby, która skarży, bo inaczej projekt jest zamknięty. - Stracimy pieniądze. To sytuacja niedopuszczalna - uważa Wojcik. Według niego, teraz już wiadomo, dlaczego prezydent opóźniał inwestycję i dlaczego "nie chciał, by ta sesja się odbyła dzisiaj". - A wystarczyło przyjść i powiedzieć "popełniliśmy błąd". Wszyscy je popełniają, ale trzeba chcieć je naprawiać. Próbowano nas oszukać i dopiero z ministerstwa dowiedzieliśmy się, że takie odwołanie jest. To skandal, jakiego w tym mieście nie było, że pieniądze które otrzymaliśmy, są zagrożone - twierdzi Dariusz Wójcik.
Bożena Dobrzyńska